fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Ministerstwo chce dać więcej pieniędzy pielęgniarkom

Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak
Tuż przed wyborami prezydenckimi minister Ewa Kopacz docenia siostry. Podpisała porozumienie z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych
Minister zdrowia Ewa Kopacz podpisała wczoraj porozumienie z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych – największym działającym w ochronie zdrowia. Co się w nim znalazło?
Po pierwsze liczba pacjentów, którymi ma się zajmować pielęgniarka, będzie ograniczona: na zwykłym oddziale szpitala nie może być ich więcej niż 20, na zabiegowym – maksymalnie 15. – To zwiększy bezpieczeństwo pacjentów – mówi Kopacz.
Ten zapis wymusza zwiększenie zatrudnienia. – Nie mam nic przeciw zatrudnieniu dodatkowych pielęgniarek. Ale na to musimy dostać dodatkowe pieniądze z NFZ – zastrzega prof. Wojciech Bieńkiewicz, szef Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali Klinicznych.
Większe kontrowersje budzi drugie rozwiązanie zaproponowane przez resort. Pielęgniarki i położne mają dostawać przez najbliższe dwa lata aż trzy czwarte pieniędzy z puli, którą dyrektor szpitala musi przeznaczyć na podwyżki (ustawa o zakładach opieki zdrowotnej mówi, że jeśli szpital dostaje wyższy kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, to 40 proc. dodatkowych środków ma trafić do pracowników).
– Chcemy, by większa część pieniędzy zapisanych w ustawie trafiała do pielęgniarek i położnych, bo różnica między ich zarobkami a zarobkami lekarzy ostatnio bardzo wzrosła – tłumaczy Kopacz.
Zadowolona jest szefowa OZZPiP Dorota Gardias. – Te zmiany dają szansę rozwoju naszego zawodu – twierdzi.
Ale pozostałe związki zawodowe działające w służbie zdrowia nie są już tak entuzjastyczne.
– Pielęgniarki to najliczniejsza grupa zawodowa w szpitalach. Jest ich blisko 300 tys. Trudno się dziwić, że dwa dni przed wyborami Ministerstwo Zdrowia wykonuje gest w ich kierunku – ocenia Krzysztof Bukiel, szef Związku Zawodowego Lekarzy.
I dodaje: – Propozycje resortu wprowadzają nierówność między pracownikami szpitali wykonującymi różne zawody medyczne. To niedopuszczalne. Najprawdopodobniej zaskarżymy te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego.
Wtóruje mu Maria Ochman, szefowa “Solidarności” służby zdrowia, która też skupia pielęgniarki. – Od kilku lat słyszymy, że resort zdrowia nie zajmuje się zarobkami w szpitalach, bo to nie leży w jego kompetencjach. Okazuje się, że przed wyborami sposób widzenia tej sprawy bardzo się zmienia – zauważa.
Podobnie jak Bukiel uważa, że tą decyzją resort skłóci środowisko.
– Podwyżki tylko dla pielęgniarek to był postulat białego miasteczka z 2007 r. My uważamy, że takie rozwiązania skonfliktują i tak już podzielony personel szpitala, a to odbije się na pacjencie – mówi Ochman.
Tego samego boją się dyrektorzy szpitali.
– Uprzywilejowanie jednej grupy spowoduje, że postulaty płacowe zaczną zgłaszać wszystkie związki zawodowe – ostrzega Marek Skarzyński, dyrektor szpitala w Piszu (Warmińsko-Mazurskie). – Pogorszy to i tak trudną sytuację. Szpitale powiatowe toną w długach!
– Jeśli pielęgniarki będą zarabiać tyle, ile młodzi lekarze, i znacznie więcej niż np. fizjoterapeuci czy laboranci, natychmiast nastąpi eskalacja konfliktów w szpitalu. Każda ingerencja w pensje jest niedobra i, moim zdaniem, niemożliwa do zrealizowania – dodaje prof. Bieńkiewicz.
Podpisane wczoraj porozumienie odnosi się do przepisu, który ma być zmieniony. Sejm pracuje nad zmianą ustawy o ZOZ likwidującej zapis o tym, że 40 proc. nadwyżek w kontrakcie ma być przeznaczone na pensje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA