fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Polska, czyli plagiatowy raj

Aldona Kamela-Sowińska
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Była minister skarbu staje przed sądem oskarżona o plagiat. Ściągają u nas wszyscy – od profesora po gwiazdę pop
Aldona Kamela-Sowińska, profesor ekonomii, funkcję ministra skarbu pełniła w rządzie Jerzego Buzka. Dziś wykłada na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, jest też rektorem miejscowej Wyższej Szkoły Handlu i Rachunkowości. Kilka dni temu znów stała się obiektem zainteresowania dziennikarzy: została oskarżona o plagiat.
W 2007 r. umieściła w swojej pracy fragmenty napisanego cztery lata wcześniej artykułu Jakuba B. (zastrzegł nazwisko). Skopiowany tekst dotyczył... uczciwości w biznesie. Pani profesor opublikowała go w książce, która powstała jako podsumowanie konferencji o etyce w procesie kształcenia i gospodarowania. Na trop plagiatu trafili internauci. Jakub B. zażądał 20 tys. zł i przeprosin na łamach „Rzeczpospolitej”, ,,Gazety Wyborczej” i ,,Forbesa”. – Pani profesor przyznaje, że postąpiła nierozważnie. Niewielki fragment artykułu zaczerpnęła z jednego z internetowych forów. Problem w tym, że pod tekstem nie było podpisu autora – wyjaśnia Rafał Sikorski, prawnik z poznańskiej kancelarii Sójka i Maciak, który reprezentuje byłą minister.
[wyimek]Pod względem liczby plagiatów nasz kraj można porównaćz Chinami - dr Marek Wroński, Warszawski Uniwersytet Medyczny [/wyimek] Z Kamelą-Sowińską nie udało nam się porozmawiać. Wcześniej na łamach „GW” tłumaczyła, że jej grzechem jest niedochowanie staranności i że nigdy świadomie nie przypisałaby sobie cudzych słów. Była minister nie uchyla się od odpowiedzialności. Kiedy sprawa wyszła na jaw, przeprosiła Jakuba B. i próbowała mu zadośćuczynić. Dlaczego zatem sprawa trafiła do sądu? – Rozmiar roszczeń jest dla nas niezrozumiały, mając na uwadze wielkość fragmentu, który został przejęty – podkreśla Sikorski. Była minister skopiowała kilkadziesiąt linijek. Innego zdania jest Jacek Jonak, adwokat Jakuba B.: – Pozwana przypisała sobie główne tezy artykułu, w całości przekleiła obszerne fragmenty. Sprawą zajęło się też Ministerstwo Nauki. Jak przyznaje Piotr Zarzycki, historyk nauki i dyrektor warszawskiego Muzeum Techniki, wykradanie cudzych pomysłów to zjawisko tak stare jak sama nauka. – Pierwszy egzemplarz aparatu fotograficznego, który potem upowszechniła firma Kodak, stworzył Polak Władysław Małachowski. Ale czy dzisiaj ktoś o tym pamięta? – pyta. Jego zdaniem podobnych przykładów są setki. Jak duża jest skala zjawiska? – Trudno powiedzieć, bo w Polsce nikt jeszcze nie przeprowadził kompleksowych badań – przyznaje Grzegorz Bunda z firmy Plagiat.pl, która na zlecenie wyższych uczelni i wydawnictw śledzi bezprawne zapożyczenia w Internecie i pracach dyplomowych. Według szacunków dr. Marka Wrońskiego, rzecznika rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pod względem liczby plagiatów Polskę można porównać z Chinami. – Cudze prace kradną u nas studenci, profesorowie, a nawet rektorzy wyższych uczelni – mówi i przypomina sprawę rektora Wyższej Szkoły Kupieckiej w Łodzi, w którego doktoracie znalazły się obszerne fragmenty opracowania innego naukowca. Plagiaty to jednak nie tylko problem świata nauki. Takich nadużyć dopuszczają się też gwiazdy show-biznesu, pisarze, politycy. Np. w 2009 r. piosenkarka Natasza Urbańska musiała zrezygnować z udziału w koncercie premier w Opolu. Piosenkę, którą miała zaśpiewać, jurorzy uznali za kopię utworu serbskiej wokalistki Tijany Dapcević. Urbańska tłumaczyła, że było to niedopatrzenie i zła interpretacja festiwalowego regulaminu. W podobnych tarapatach znalazł się zespół Ich Troje. Sąd orzekł, że musi wycofać się ze sprzedaży jednej z płyt, zrezygnować z wykonywania piosenki „Jeanny” i wraz z wytwórnią zapłacić 70 tys. zł odszkodowania więźniowi Zakładu Karnego w Potulicach. Człowiek ów podarował kiedyś liderowi zespołu Michałowi Wiśniewskiemu notatnik ze swymi wierszami. A potem odkrył, że grupa bez jego zgody wykorzystała teksty na płycie. Bardzo długo kradzież własności intelektualnej była rozpatrywana niemal wyłącznie w kategoriach etycznych. To się zmieniło w połowie lat 90., gdy w życie weszła ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. – Za plagiat grozi odpowiedzialność cywilna i karna, ograniczenie, a nawet pozbawienie wolności do lat trzech – mówi Przemysław Lech, prawnik Plagiat.pl. Za kopiowanie cudzej własności zapadały już w Polsce wyroki w zawieszeniu. Głośny był przypadek studentki z Torunia, która za splagiatowanie pracy została skazana na prace społeczne. Bodaj najwyższe odszkodowanie w tego typu sprawie przyznał sąd w Białymstoku. Uznał, że wydawca serwisu Mojeprawo.pl ma zapłacić przeszło 100 tys. zł wydawcy „Dziennika Gazety Prawnej” za skopiowanie artykułów. Dlaczego ludzie dopuszczają się plagiatów? – W naszym kraju jest społeczne przyzwolenie na kopiowanie cudzych prac – ocenia dr Wroński. Czy ostrzejsze kary pomogłyby ograniczyć zjawisko? – Potrzeba raczej zmiany mentalności – mówi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA