fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Cena za euro

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Nie warto się spieszyć do wejścia w korytarz ERM2 i przyjęcia przez Polskę euro na obecnych warunkach i w obecnej kryzysowej sytuacji – przekonuje ekonomista i historyk
Pojawiające się od czasu do czasu w wypowiedziach analityków i polityków prognozy daty wejścia Polski do strefy euro podgrzewają dyskusję publiczną na ten temat, nie mają jednak większego sensu, jeśli nie mówi się jednocześnie o wymogach, jakie przed polskim pieniądzem i w ogóle polską gospodarką stawiają kryteria konwergencji Unii Walutowej i Gospodarczej (UWiG), ani o szeroko rozumianych warunkach ekonomicznych.
[srodtytul]Ryzykowna sytuacja[/srodtytul]
Przypomnijmy krótko. Aby wejść do strefy euro państwo musi przez co najmniej dwa lata przebywać w swoistej poczekalni, zwanej mechanizmem ERM2. Musi w tym czasie zachować wahania kursu swej waluty w przedziale plus/minus 15 punktów procentowych w stosunku do euro, jego stopa inflacji nie może odchylić się o więcej niż 1,5 punktu procentowego od średniej stopy inflacji w trzech krajach strefy euro o najniższej inflacji, jego stopy referencyjne nie mogą być wyższe o więcej niż 2 punkty procentowe od takich stóp w trzech krajach euro o najniższej inflacji, jego deficyt budżetowy nie może przekroczyć 3 proc. produktu krajowego brutto, a jego dług publiczny nie może być większy niż 60 proc. PKB.
W obecnej chwili Polska spełnia dwa z tych kryteriów. Dotyczy to stóp referencyjnych oraz poziomu długu publicznego, przy czym deficyt budżetowy jest w Polsce obecnie tak wielki, że już za dwa lub trzy lata związany z tym dług publiczny przekroczy poziom akceptowalny w UWiG. Zamiast więc przybliżać się do bezpiecznego wejścia w korytarz ERM2, nasza gospodarka wydaje się oddalać od takiego momentu. Chyba że weźmiemy pod uwagę możliwość wynegocjowania innych niż dotąd warunków wejścia Polski do strefy euro.
Czy w tej sytuacji warto się spieszyć z wejściem we wspomniany korytarz? Nic na to nie wskazuje. Przede wszystkim wymagałoby to ustalenia przez Polskę kursu centralnego złotego, bo tylko wtedy można mierzyć odchylenia kursu bieżącego i stwierdzić, czy mieści się on w wymaganym przedziale. Nawet przyjmując, że polska gospodarka niespodziewanie dobrze znosi kryzys, obecna sytuacja gospodarcza jest zbyt mało przewidywalna, aby podjąć takie ryzyko. Kiedy bowiem ustali się kurs centralny, państwo oczekujące na wejście do strefy euro musi bronić kursu swego pieniądza przed zbyt dużymi wahaniami.
[srodtytul]Korzyści mniejsze od strat[/srodtytul]
Ponieważ obieg złotowy nie jest szczególnie wielki w porównaniu ze skalą światowych rynków walutowych, może to, podobnie jak to się stało w zeszłym roku, skusić spekulantów do takich operacji na polskim złotym, za które zapłacimy, pozbywając się rezerw walutowych lub zaciągając kredyty w Europejskim Banku Centralnym albo w bankach centralnych państw UWiG.
Istnieje wprawdzie możliwość zmiany kursu centralnego, ale tylko w kierunku aprecjacji, a więc w kierunku osłabienia konkurencyjności eksportu i wzrostu kosztów pracy. Co prawda aprecjacja ma także pozytywne skutki w postaci spadku zadłużenia zagranicznego, zmniejszenia presji inflacyjnej i wzrostu siły nabywczej płac, ale korzyści raczej nie przekroczyłyby strat.
Jakie są obecnie szanse spełnienia przez Polskę kryteriów konwergencji bez wielkiego ryzyka wpadnięcia w nadmierne koszty? Jest to kwestia związku między poziomem stóp procentowych, stopą inflacji oraz wielkością deficytu budżetowego. Polskie stopy procentowe są względnie wysokie, ale jeśli ktoś sądzi, że ich obniżenie może przyhamować inflację, to się myli. Obniżanie stóp procentowych oznacza potanienie kredytu, więc pobudza popyt, a ponadto zniechęca do oszczędzania.
[srodtytul]Czekając na koniunkturę[/srodtytul]
Obecny poziom inflacji w Polsce jest związany z trudnościami kryzysowymi, a w przypadku ożywienia inflacja może w sposób naturalny wzrosnąć. Deficyt płatniczy zmalał, co zmniejsza presję inflacyjną, ale trudno sądzić, że jest to tendencja stała. Ponadto na poziom inflacji duży wpływ ma sytuacja w budżecie. Jeśli dziś obawiamy się poważnego wzrostu deficytu budżetowego, trudno zakładać, że uda się obniżyć inflację.
Obecnie wydaje się, że bezpieczne wejście w korytarz ERM2 zależeć będzie przede wszystkim od uzdrowienia finansów publicznych i poprawy koniunktury. Równowaga rynkowa przy wyższym poziomie dochodu jest najlepszym gwarantem, że za wejście do strefy euro nie zapłacimy zbyt wysokiej ceny. Co będzie po wejściu do tej strefy, to odrębny temat.
Autor jest ekonomistą i historykiem, absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS w Warszawie. W czasach PRL związany z opozycją niepodległościową, napisał i wydał w drugim obiegu pod pseudonimem Andrzej Albert „Najnowszą historię Polski”. W latach 2004 – 2009 europoseł wybrany z listy PiS, obecnie jeden z prezydenckich kandydatów do Rady Polityki Pieniężnej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA