Świat

Wypuścili czerwoną terrorystkę

Verena Becker, terrorystka Frakcji Armii Czerwonej, spędzi święta w domu. Została wczoraj zwolniona z aresztu.
Spędziła w nim kilka miesięcy jako podejrzana o udział w jednej z najgłośniejszych akcji RAF, jaką było morderstwo prokuratora generalnego Siegfrieda Bubacka przed ponad 30 laty.
Prokuraturze udało się jedynie udowodnić „istnienie uzasadnionego podejrzenia”, iż Becker udzieliła pomocy sprawcom zamachu na urzędnika. Wiadomo to od dawna. Becker spędziła już w więzieniu 12 lat, gdyż znaleziono przy niej broń, z której zastrzelono prokuratora. – Ja nie strzelałam – utrzymuje Becker. Kto nacisnął spust, nie wiadomo do dzisiaj. Wiedzą żyjący jeszcze terroryści RAF, ale milczą. Także Verena Becker. Zamach na prokuratora generalnego RFN został starannie przygotowany. Wszystko rozegrało się błyskawicznie rankiem 7 kwietnia 1977 roku. Siegfried Buback jechał służbowym mercedesem do pracy, gdy na jednym ze skrzyżowań obok auta zatrzymał się motocykl. Siedzący na tylnym siedzeniu pasażer (lub pasażerka) skierował automat w stronę Bubacka, jego ochroniarza oraz kierowcy. Wszyscy zginęli na miejscu. Śmierć prokuratora generalnego miała być ostrzeżeniem RAF, iż gotowa jest na wszystko w walce o uwolnienie swych uwięzionych starszych towarzyszy. Do zamachu przyznało się Komando Ulrike Meinhof, jedna z wielu komórek Frakcji Armii Czerwonej, której Meinhof była ideologiem. Nie żyła już w momencie zamachu, gdyż popełniła w więzieniu samobójstwo. Jednak za kratkami znajdowała się cała grupa przywódców RAF z Andreasem Baaderem na czele. Ze swych cel sterowali akcjami tzw. drugiego pokolenia RAF, mającymi doprowadzić do ich uwolnienia.
Za zamach na prokuratora Bubacka skazano w osiem lat później na dożywocie trójkę terrorystów. Jednak w trakcie procesu nie udało się ustalić z całą pewnością, ani kto z nich strzelał, ani też czy wszyscy skazani rzeczywiście uczestniczyli w zamachu. Cała trójka jest już na wolności i nie ma żadnego interesu w tym, aby opowiedzieć, jak naprawdę było. Stara się to ustalić syn Siegfrieda Bubacka, zbierając poszlaki i analizując akta procesowe. Ujawniane przez niego raz po raz nowe fakty skłoniły do działania prokuraturę, która zainteresowała się na nowo Vereną Becker. Przez lata prowadziła ona spokojne życie pod zmienionym nazwiskiem w Berlinie. Zaczęła nawet pisać wspomnienia, które znaleziono w czasie rewizji w jej mieszkaniu. – Czy powinnam się modlić za Siegfrieda Bubacka? Jaka jest moja wina? – napisała w pewnym miejscu pod datą 7 kwietnia tego roku, dokładnie w 32. rocznicę jego śmierci. Zaskakująca zbieżność dat stała się jedną z przyczyn nakazu aresztowania Vereny Becker. Ale niejedyną. Analizy śladów DNA na dwu pismach wysłanych do władz po zamachu wskazują, że nadawczynią listów była Verena Becker. Zdaniem ekspertów, RAF nigdy nie wtajemniczała w szczegóły swych akcji członków niebiorących bezpośredniego w nich udziału. Wspomniane fakty wydawały się obciążać Verenę Becker. To jednak za mało na wytoczenie jej kolejnego procesu. Działalność RAF wywołuje do dzisiaj w Niemczech wielkie emocje. Frakcja Armii Czerwonej ma na koncie dziesiątki zamachów, w których zginęły 34 osoby. Śmierć poniosło także 27 terrorystów. Trwają nadal poszukiwania siedmiu członków RAF. Wyrok odsiaduje jeszcze terrorystka Andrea Klump.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL