Historia

Świąteczna „Głowa z Mordą”

Przed 150 laty Franciszek Rozmanith tak rozkręcił firmę, że jeden ze stołecznych dzienników napisał, iż „ostrygi codzień świeże nadchodzą”. Sklep przy Nowym Świecie 55 oferował same znakomitości sprowadzane z zagranicy w skrzyniach wypełnionych lodem, by się nie psowały. I to w 1859 roku!
archiwum prywatne
Wyobrażacie sobie świat bez lodówek? Albo święta z potrawami psującymi się po dwóch dniach? Jak sobie wtedy radzili nasi pradziadowie? Zajrzeliśmy do starych gazet...
Jedynymi środkami konserwującymi były niegdyś sól i ocet. Stąd wielka popularność śledzi. Sprowadzano je głównie z Gdańska i Elbląga – mnóstwo rodzajów – hamburskie, korzenne... Ale tytułowa „Głowa z Mordą”? Otóż w „Gazecie Warszawskiej” sprzed 200 lat odnaleźliśmy „Taxę” wydaną przez Zastępcę Prezydenta Municypalności Miasta Stołecznego Warszawy.
W roku 1809 toczyły się w Europie kolejne wojny napoleońskie i jedzenia nie było zbyt dużo. Dlatego też w Warszawie ustanowiono na świąteczny grudzień dwie „Taxy” – na pieczywo oraz mięso. Wedle tej na wołowinę „Głowa z Mordą” nie mogła kosztować więcej niż 1 złoty 10 groszy. „Podgarle” – groszy 11, a funt sadła wieprzowego – 1 złoty 6 groszy. Chleb za 12 groszy nie mógł ważyć mniej niż 3 funty, zaś 24-groszowy – 7 funtów. Ostrzegano też mieszkańców stolicy, by w ferworze zakupów nie brali jako reszty fałszywych talarów pruskich „pod rokiem 1785”. Jednak „Gazeta Warszawska” pocieszała swoich czytelników, że fałszywki „łatwo bardzo mogą bydź od prawdziwych rozeznane przez (...) brzęk niewłaściwy, gdyż są cynowe”.
[link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/6,430072_Swiateczna__Glowa_z_Morda_.html]Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL