Publicystyka

Dwugłos o granicach prywatności

Uroczystość wręczenia nagród dziennikarskich im. bp. Jana Chrapka "Slad". Na zdjęciu zdobywca statuetki ks. Marek Garncarczyk, redaktor naczelny tygodnika "Gość Niedzielny" oraz senator Krzysztof Piesiewicz (z prawej). Warszawa, 12 kwietnia 2008 r.
Fotorzepa, Danuta Matloch
Czy media miały prawo ujawnić film o Krzysztofie Piesiewiczu? Spierają się etyk prof. Jacek Hołówka i publicysta, doktor filozofii Tomasz P. Terlikowski
[srodtytul]Jacek Hołówka: Uszanować prywatność[/srodtytul]
Nie chcę wiedzieć, co robił Krzysztof Piesiewicz, i nie czekam na wyjaśnienie tej sprawy do końca. Chciałbym, żeby została jak najszybciej zapomniana Nie wolno wyciągać na światło dzienne informacji na temat życia prywatnego ani polityków, ani innych ludzi. Powinniśmy dbać o to, żeby sfera prywatna i sfera publiczna były od siebie oddzielone.
A sprawa Krzysztofa Piesiewicza jest tym trudniejsza do oceny, że nie mamy sprawdzonych informacji na temat tego, co się naprawdę wydarzyło. Wszystko, co wiemy, to tylko pomówienia, domniemania, sugestie, zagadki i nieprawdopodobne rekonstrukcje. Z informacji, które posiadam, a pochodzą one z drugiej lub nawet trzeciej ręki, wynika, że być może Piesiewicz przebierał się za kobietę, że chyba miał na szkiełku coś białego, a potem nic tam już nie było, a więc może zażywał kokainę, a może nie. To są poważne oskarżenia pociągające za sobą ogromne konsekwencje. Dlatego nie można się tą sprawą bawić w nieodpowiedzialny sposób i ja też nie zamierzam tego robić. Przeczytaj [link=http://www.rp.pl/artykul/406148.html" "target=_blank]cały artykuł[/link] [srodtytul]Tomasz P. Terlikowski: Jak żona Cezara[/srodtytul] Polityk, który decyduje się na "dziwne zabawy" w obecności dwóch "pań do towarzystwa", musi się liczyć z możliwością szantażu To powinien być koniec Krzysztofa Piesiewicza jako polityka. Publiczne przeprosiny, zawieszenie działalności politycznej i wreszcie wycofanie się na margines życia społecznego – tak powinno wyglądać zakończenie sprawy scenarzysty, prawnika i senatora PO. A powodem wcale nie jest hipokryzja, ale bezpieczeństwo państwa i moralność publiczna.Nie ulega wątpliwości, że obywatele mają prawo do życia prywatnego. Mogą przebierać się we frywolne ciuszki albo w strój łowicki, a nawet sprowadzać sobie do domu prostytutki (posługując się eufemizmem senatora Piesiewicza: "panią spotkaną nieopodal hotelu Marriott"). To ich życie i ich sprawa. Polityk jednak nie może sobie na takie zachowania pozwolić. I to nie dlatego, że ma być lepszy od innych, nie dlatego, że jest inny, i nawet nie dlatego, że Polską rządzą "kołtuni i kler", którzy odbierają innym prawo do "zabaw". Ale dlatego, że tego wymagają jego własna wiarygodność i interes państwa, któremu ma służyć. Przeczytaj [link=http://www.rp.pl/artykul/406149.html" "target=_blank]cały artykuł[/link]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL