fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Małe firmy muszą zacząć się modernizować

Polska nauka musi liczyć się ze światową konkurencją, tak jak inne sektory - prof. wojciech Cellary
Rzeczpospolita
Rozmowa: Prof. Wojciech Cellary, szef Katedry Technologii Informacyjnych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu
[b]Rz: Co jest najpoważniejszą przeszkodą w budowaniu w Polsce innowacyjnej gospodarki opartej na wiedzy?[/b]
Wojciech Cellary: Innowacyjność nie jest mocną stroną ani Polski, ani Europy, z wyjątkiem krajów skandynawskich. Przyczyną jest w dużej mierze złe rozumienie pojęcia innowacyjności. Innowacją jest wprowadzenie nowości do praktyki, a nie wytworzenie nowości. Należy rozróżnić przedsiębiorstwo nowoczesne i innowacyjne. Nowoczesne stosuje w swojej praktyce biznesowej nowe technologie, a innowacyjne w ostatnim czasie dokonało postępu i wdrożyło lepsze technologie, niż dotychczas miało.
[b]Można się spotkać z opiniami, że to uczelnie powinny być poławiaczami talentów i nowych pomysłów.[/b]
Problemem jest myślenie w kategoriach badawczo-wdrożeniowych. Oczekiwanie od instytucji naukowych – uczelni, instytutów badawczych i jednostek badawczo-rozwojowych – jednocześnie badań naukowych i innowacyjności powoduje, że albo badania często nie są naukowe, albo nie ma czego i komu wdrażać. To można zmienić przez utworzenie osobnego sektora innowacyjności, oddzielonego od sektora naukowego. Jego zadaniem byłoby wdrażanie cudzych, licencjonowanych rozwiązań w przedsiębiorstwach, dzięki czemu stawałyby się one innowacyjne.
[b]Jaką formę powinien przyjąć taki sektor innowacyjności?[/b]
Powinien działać na zasadach rynkowych, utrzymywać się z wynagrodzenia uzyskiwanego od przedsiębiorstw za wdrożenia nowych rozwiązań. Wdrażanie nowych, ale sprawdzonych rozwiązań wiąże się z mniejszym ryzykiem biznesowym, choć daje mniejszą przewagę konkurencyjną. Celem sektora innowacyjności powinny być wyłącznie wdrożenia, a nie badania. Kluczem do sukcesu jest oddzielenie wdrożeń od badań. W hybrydzie „badawczo-wdrożeniowej” wdrożenia padają ofiarą badań i w konsekwencji do nich nie dochodzi.
[b]Dlaczego właściwie powinniśmy inwestować w innowacyjność? [/b]
W Polsce mamy prawie 2 miliony aktywnych przedsiębiorstw, z czego 99 proc. małych i średnich. Zatrudniają one 70 proc. pracowników w Polsce. Zdecydowana większość MŚP jest nieinnowacyjna, nie wdrożyła w ostatnich latach nowego rozwiązania. Jeśli te przedsiębiorstwa nie zaczną się modernizować, to będą wypadać z rynku, bo nie sprostają konkurencji. Ukierunkowanie polityki innowacyjności na te blisko 2 miliony nieinnowacyjnych MŚP to potrzeba chwili. Nie jest nią pomoc publiczna dla firm, które chcą wejść na rynek, najchętniej światowy, z jakąś supernowością. Jeśli taki produkt ma w sobie rzeczywiście obiecywany potencjał rynkowy, to przedsiębiorstwo nie powinno mieć trudności w pozyskaniu kapitału prywatnego na zasadach rynkowych.
[b]Co ze społecznymi konsekwencjami braku innowacyjności?[/b]
W Polsce połowa młodych ludzi idzie na studia, a zatem pragnie pracować w gospodarce opartej na wiedzy, bo sektor publiczny takiej masy ludzkiej na pewno nie wchłonie. Jeśli nie utworzymy dla nich gospodarki opartej na wiedzy, to oni po prostu wyjadą do krajów bardziej ceniących i lepiej wynagradzających wiedzę. Aż strach pomyśleć, jakie negatywne skutki miałoby to dla przyszłości naszego kraju.
[b]Kolejny problem to słaba współpraca sektora nauki z biznesem.[/b]
Nauka zajmuje się zagadnieniami, z których efekty gospodarcze mogą powstać w dalszej przyszłości, a biznes potrzebuje wdrożeń jak najszybciej, by nie przegrać z konkurencją. Dlatego pośrodku jest potrzebny sektor innowacyjności. Zdrowa współpraca musi dawać korzyści obu stronom. Od sektora nauki do sektora innowacyjności powinny przepływać patenty, licencje i wykształceni ludzie. W drugą stronę – opłaty za licencje i patenty, ewentualny udział w zyskach z wdrożeń oraz zamówienia na badania i wykształcenie określonych kadr. Za wdrożenia w praktyce gospodarczej musi płacić biznes. Państwo powinno te procesy stymulować i wspomagać, również finansowo, ale nie powinno zepsuć gospodarczego charakteru innowacyjności. Znaczenie bowiem mają tylko te jednostki badawcze, które tworzą nowości użyteczne w gospodarce. Interes gospodarczy i w konsekwencji społeczny jest ważniejszy niż interesy sektora nauki. Natomiast polski sektor nauki musi się liczyć z konkurencją światową, tak jak inne sektory.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA