Polityka

Państwo promuje Stokłosę?

Henryk Stokłosa
Fotorzepa, Wojciech Robakowski Wojciech Robakowski
Główny Inspektorat Weterynarii chciał pokazać gościom z Ukrainy wzorcowy zakład utylizacyjny. Wysłał ich do Henryka Stokłosy. Problem w tym, że przedsiębiorstwem od pewnego czasu interesuje się prokuratura.
Grupa ukraińskich weterynarzy przyjechała do Polski we wrześniu. Lekarze wzięli udział w specjalistycznym szkoleniu, którego tematem była między innymi utylizacja. Wyjazd zorganizowało tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zaś kurs poprowadzili fachowcy z Głównego Inspektoratu Weterynarii (instytucja podlegająca resortowi rolnictwa). Jednym z punktów szkolenia była wizyta w zakładzie utylizacyjnym. Gospodarze postanowili pokazać Ukraińcom Ekoutil, czyli jedną z firm należących do imperium byłego senatora Henryka Stokłosy. Wizytę szczegółowo opisało pismo Stokłosów ,,Tygodnik Nowy". Goście z Ukrainy oraz urzędnicy najpierw zwiedzili Pawilon Łowiecki, gdzie zgromadzone zostały między innymi myśliwskie trofea byłego senatora, następnie obejrzeli zakład, wreszcie zjedli uroczystą kolację w Domu Gościnnym ,,Pasibrzuch". Honory gospodarza, jak wynika ze zdjęć, pełnił sam Henryk Stokłosa. ,,Ekoutil unijnym wzorcem" - zachwycali się dziennikarze.
Pomysłem GIW zdziwiona jest Irena Sienkiewicz, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej, które od lat walczy z byłym senatorem. - Od pewnego czasu mamy liczne zastrzeżenia do pracy zakładu. Informowaliśmy o nich między innymi Główny Inspektorat Weterynarii. Reakcji jednak nie było - przekonuje. Dlaczego ekolodzy protestują? Efektem ubocznym utylizacji jest produkcja mączki kostnej. - Powinna być ona spalana w specjalnych warunkach. Jeszcze w ubiegłym roku zalegała jednak w magazynach, które bardzo często były otwierane i wietrzone. Mało tego - doszło w nich do dwóch, może trzech samozapłonów. A mniej więcej 100 metrów dalej znajduje się osiedle mieszkaniowe. Dla ludzi takie wyziewy mogą okazać się niezwykle szkodliwe - podkreśla Sienkiewicz. Sprawą zajęła się prokuratura. - Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Śledztwo dotyczy sposobu składowania odpadów i ewentualnego niedopełnienia obowiązków przez powiatowego lekarza weterynarii w Pile - wyjaśnia Jolanta Waś z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Marek Barabasz, rzecznik Stokłosy, a zarazem redaktor naczelny ,,Tygodnika Nowego: - Dopóki nie ma zarzutów, nie ma tematu. Zresztą pierwsze słyszę o jakimkolwiek śledztwie. Początkowo rzeczywiście nie mieliśmy pomieszczeń zatwierdzonych do przechowywania mączki. Ale taki stan trwał zaledwie przez kilka dni. Ekoutil działa wzorowo i nigdy nie stanowił zagrożenia dla mieszkańców
O śledztwie prokuratury nic nie wie także Krzysztof Jażdżewski, zastępca szefa Głównego Inspektoratu Weterynarii. - Zakład formalnie nie należy do Henryka Stokłosy, a jeśli nie został zamknięty, powinien być traktowany jak każda normalnie funkcjonująca firma - podkreśla. Dlaczego jednak GIW postanowił pokazać zagranicznym kursantom właśnie Ekoutil? - Naprawdę nie wiem, czym kierowali się koledzy organizujący wizytę. Być może inni przedstawiciele tej branży nie chcieli, bądź z jakichś powodów nie mogli przyjąć delegacji u siebie? - zastanawia się. - Ale może rzeczywiście, wyszło trochę niezręcznie - dodaje. Henryk Stokłosa zaliczany jest do najbogatszych ludzi w kraju. Przez lata był senatorem z okręgu pilskiego. Kiedy w połowie dekady zainteresowała się nim prokuratura, zniknął. Przez rok ukrywał się w Niemczech. Został zatrzymany przez tamtejszą policję na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania i wydany Polsce. Śledczy zarzucają mu korumpowanie urzędników Ministerstwa Finansów, przestępstwa przeciwko środowisku oraz znęcanie się nad pracownikami własnej firmy. Grozi mu kara do 10 lat więzienia. Stokłosa nie przyznaje się do winy. Jego proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL