Muzyka

Ekspresyjny tramp w kapeluszu

Materiały Promocyjne
Płyta "Hobo" Charliego Winstona to jedno z najciekawszych muzycznych objawień tego roku
Biografia brytyjskiego wokalisty jest równie niesamowita jak jego piosenki. Był świetnie zapowiadającym się muzykiem, kiedy został w 2003 r. przedstawiony Peterowi Gabrielowi, legendarnemu wokaliście Genesis i właścicielowi niezależnej firmy płytowej. Ale zamiast zaprezentować swoje nagrania i walczyć o kontrakt, wolał poznać mistrza, zaprzyjaźnić się z nim. Dopiero wtedy zagrał mu swoje utwory. Gabriel był tak zachwycony, że namawiał Winstona na wydanie płyty pod szyldem koncernu Virgin, a nie jego małej firmy.
Słuchając rewelacyjnego albumu "Hobo", można być pewnym, że muzyk czerpie z dorobku wszystkich, którzy w ostatnich dekadach wnieśli coś nowego do ambitnej muzyki pop – Jeffa Buckleya, Antony'ego i Manu Chao. Stąd wzięły się w twórczości Charliego melancholijne nuty, śpiewanie w najwyższych rejestrach i granie szybkich motywów latynoskich. Winston ma jednak własny styl – to synteza francuskiej tradycji śpiewania piosenki poetyckiej oraz blues-rockowej ekspresji typowej dla najlepszych artystów brytyjskich. Gdy Tom Waits, z którym Winstona łączy umiłowanie do wymiętych kapeluszy, uwielbia kreślić w songach ponure i groteskowe obrazki o włóczęgach, Charlie czerpie z ich wolności radość i siłę, a także optymizm, jakiego brakuje dzisiejszej muzyce pop.
"Like a Hobo" rozpoczyna się beztroskim pogwizdywaniem. Brytyjczyk przygrywa sobie na gitarze, okraszając dźwięki flamenco harmonijką zawodzącą jak w najlepszych westernach. W refrenie śpiewa, że im mniej ma – tym jest szczęśliwszy. Pewnie dlatego w konsumpcyjnej Wielkiej Brytanii nie zyskał popularności, we Francji zaś, gdzie pamięć o zbuntowanych klerkach jeszcze nie zginęła, a duch takich artystów jak Edith Piaf jest wciąż żywy, Winston zajął pierwsze miejsce na liście przebojów. "I Love Your Smile" jest piękne jak fortepianowe ballady McCartneya z końcowego okresu działalności Beatlesów. Jazzowego smaczku dodaje zaś trąbka. Na płycie roi się od szlagierów – dynamiczny "In Your Hands", bluesowy "I'm a Man". "Tongue Tied" jest manifestem wykonawczej swobody. Płyta pozwala odetchnąć od elektronicznych sztuczek towarzyszących dziś większości sesji płytowych. Wszystkie kompozycje oparte są na naturalnych, akustycznych brzmieniach. Kogo łapie jesienna depresja, ma problem z głowy. Charlie Winston leczy z największego smutku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL