Publicystyka

Wyborcy potrzebują czasu

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Jarosław Kaczyński ma świadomość trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się PiS, ale nie widzę działań, by tę sytuację zmienić. I nie chodzi tylko o to, by prezes rzadziej wymyślał innym od zomowców – twierdzi socjolog Mirosława Grabowska w rozmowie z Kamilą Baranowską
[b]Rz: Prezydent uważa, że przeżywamy w Polsce “kryzys demokracji”. Lech Kaczyński przesadza, bo sprzyja opozycji?[/b]
Kryzys, który dotyka partię rządzącą, w jakiejś mierze przekłada się na rządzenie. Nie mówiłabym jednak o kryzysie państwa. [b]Czyli – wszystko w państwie jest w porządku?[/b]
Państwo funkcjonuje normalnie: obywatele płacą podatki, dzieci chodzą do szkoły, policja wlepia mandaty itd. Dlatego radziłabym ostrożniej używać tego typu określeń. Z kryzysem państwa mamy do czynienia wtedy, kiedy ono się rozpada i nie działa. U nas się nie rozpada i działa. [b]Ale jak działa… Kluczowi politycy zachowują się jak chłopcy na posyłki bogatych biznesmenów, posługując się przy tym językiem z rynsztoka.[/b] Język był rzeczywiście knajacki. Ale wina tych polityków nie jest jeszcze przesądzona. Osoby, na które padło podejrzenie w sprawie afery hazardowej, zostały przez premiera usunięte z rządu, a Zbigniew Chlebowski z ważnej pozycji przewodniczącego klubu. [b]Polacy chyba też uznali, że problem został rozwiązany. Platforma w sondażach nie straciła.[/b] Media są niecierpliwe i zapominają, że afery potrzebują czasu, aby zadziałać w świadomości społecznej na skalę masową. To nie jest tak, że ludzie codziennie czytają dzienniki, a od godz. 18.30 śledzą programy informacyjne i publicystyczne, aby wyrobić sobie zdanie na temat spraw bieżących. Opinia publiczna reaguje wolniej, potrzebuje czasu, żeby przetrawić to, co media wprowadzają w dyskurs publiczny. Na razie w badaniach CBOS zaznaczyło się znaczne pogorszenie notowań Zbigniewa Chlebowskiego, pewne pogorszenie notowań Grzegorza Schetyny oraz bardziej krytyczna niż poprzednio ocena sytuacji politycznej w kraju. [b]A może rację ma prof. Śpiewak, który mówi, że dla Polaków Platforma jest tak optymalnym wyborem, że są w stanie jej wszystko wybaczyć. Bo za rogiem czai się znienawidzone PiS.[/b] W polityce są granice, których przekroczenie oznacza polityczną niesławę i niechęć wyborców. Nie są one jednak obiektywne i stałe, lecz definiowane w świadomości społecznej. Ogłaszane dziś afery rzucają poważny cień podejrzenia na ludzi partii rządzącej. Czy przybliżają nas one do tej granicy? Czy ją przekraczają? Trudno to dziś ocenić. Pamiętajmy, że ważne jest nie tylko to, kto jest piętnowany czy krytykowany, ale też to, kto krytykuje. Wszystko rozgrywa się w polu emocjonalnie mocno naładowanym. Z jednej strony mamy niechęć do PiS, z drugiej sympatię do Platformy, ale też pewne rozczarowanie jej rządami. Nie wiadomo, który z tych ładunków emocjonalnych okaże się silniejszy. Dla wyborców ważne jest także to, na ile sprawnie Donald Tusk zarządza tą sytuacją. Jak na razie wydają się jego działaniami usatysfakcjonowani. [b]I tak pewnie zostanie. Dla wielu Donald Tusk okazał się mężem stanu, który pozbył się kilku zgniłych jabłek i opanował sytuację.[/b] Co do stwierdzenia, że tak już zostanie, to byłabym ostrożniejsza. Przypomnę, że afera Rywina wybuchła w grudniu 2002 r., a komisja śledcza zaczęła działać w styczniu 2003 r. Tymczasem w badaniach CBOS notowania rządu Leszka Millera spadły dopiero w kwietniu. Tak więc, licząc od momentu ujawnienia sprawy do gwałtownego spadku ocen w sondażach, minęło kilka miesięcy. Nie dni czy tygodni. Ludzie mają swoje przywiązania, preferencje i żeby przez te preferencje przebiły się informacje negatywne dla lubianych polityków czy ugrupowań, trzeba sporo czasu i przekazów. Podkreślam, że nie porównuję tutaj dwóch afer, lecz społeczne reakcje na nie. Dlatego podam inny przykład. Jesienią 2008 r. wybuchł kryzys ekonomiczny. Media informowały codziennie o bankructwach i zwolnieniach, o tym, że kryzys dociera do Polski. Tymczasem w badaniach CBOS oceny naszej sytuacji gospodarczej pogorszyły się wyraźnie dopiero po kilku miesiącach, w lutym 2009 r. [b]Każdy niemal rząd po dwóch latach pracy wikła się w różne niejasne sytuacje. Polityków gubi zbytnia pewność siebie?[/b] Platforma przy swoich wysokich notowaniach mogła ulec złudnemu poczuciu pewności, że skoro jest tak dobrze – mamy prawie 50 proc. poparcia – to zawsze tak będzie. Być może zawodzą mechanizmy kontrolne. A przecież to ten rząd powołał pełnomocnika ds. walki z korupcją, który miał nie dopuszczać do takich właśnie sytuacji we własnych kręgach. Okazało się to mrzonką. Może jednak problem jest poważniejszy. W Polsce od lat nie dokonuje się pozytywna selekcja do polityki. Partie polityczne mają zszarganą opinię. Są postrzegane jako grupy ludzi, zajmujące się załatwianiem różnych spraw dla siebie i swoich środowisk. To nie sprzyja napływaniu do polityki młodych, wykształconych, ideowych ludzi chcących pracować dla dobra wspólnego. Gdyby politycy czuli na plecach oddech młodszej, lepszej, uczciwszej konkurencji, to może bardziej by się kontrolowali. [b]Po aferze Rywina panowało przekonanie, że ta afera czegoś polityków nauczyła.[/b] Też tak sądziłam. I kiedy przeczytałam stenogramy rozmów pana Chlebowskiego z biznesmenami od hazardu, to oczom własnym nie wierzyłam. Nie wiem, czy było tam więcej słabości charakteru czy słabości intelektu. Jedno i drugie polityka dyskwalifikuje. [b]Stanowisko stracił także Mariusz Kamiński. Czy zwalnianie człowieka, który wykrył aferę w rządzie, nie odbije się premierowi polityczną czkawką?[/b] Jak na razie opinia publiczna się tym nie przejęła. Niestety, nad całą tą sytuacją ciąży konflikt partyjny na linii PO – PiS. Ci, którzy popierają PO, uwierzą w wersję wydarzeń przedstawianą przez Tuska, sympatyzujący z PiS – w wersję Kamińskiego. Dla jednych ważniejsze będą kwestie korupcji i kontroli rządzących, do innych przemówi wyrazisty argument Tuska, że jest to konflikt o to, kto rządzi. “Czy szef CBA odwoła premiera, czy premier odwoła szefa CBA”. To jędrne sformułowanie. Do osób, które oczekują efektywności w rządzeniu, ono przemawia. [b]Teoretycznie wykrycie afery w szeregach PO powinno sprawić, że więcej wyborców spojrzy przychylniej na PiS – partię, której sztandarowym hasłem jest walka z korupcją. Tymczasem jeśli ktoś zyskał na aferach w rządzie, to raczej SLD niż PiS.[/b] To kwestia wizerunku, który tak mocno przylgnął do PiS, że nawet kłopoty rządu nie są w stanie przysporzyć mu sympatyków. Powtarzam jednak, że trzeba poczekać na społeczną reakcję na aferę hazardową. [b]A może wizerunek Prawa i Sprawiedliwości jest już tak kiepski, że PiS stał się partią niewybieralną?[/b] Dziś pewnie tak. Jednak instytucja partii politycznej jest instytucją długiego trwania. Jeśli myślimy o wyborach za rok, to rzeczywiście wizerunek PiS w tym czasie nie jest do znaczącej zmiany. Można go jedynie trochę podreperować. Dać szansę, aby w mediach zaczęły się pojawiać nowe twarze. Z badań kolegów wiem, że PiS na średnich szczeblach w różnych miejscach ma sensownych ludzi. Wydaje się, że prezes Jarosław Kaczyński ma świadomość trudnej sytuacji, ale nie widzę konsekwentnych działań, by tę sytuację zmienić. Chodzi nie tylko o to, by Jarosław Kaczyński rzadziej wymyślał innym od zomowców, ale o kompleksową zmianę treści. Dobry był – moim zdaniem – kierunek, w jakim szła reklamówka PiS z “trzema aniołkami”, czyli kierunek gospodarki, modernizacji, zarządzania unijnymi funduszami. PiS jest w tych obszarach kompetentny, a niedoceniany. W jego wizerunku dominują rozliczenia z przeszłością, ataki (choćby na Wałęsę), wojna na wszystkich frontach. [b]Twierdzi pani, że PiS może polepszyć swój wizerunek, gdyby tylko podjął jakieś działania?[/b] Skoro zmiana wizerunkowa i programowa udała się brytyjskiej Partii Pracy, to może udać się i PiS. W latach 80. Partia Pracy nie tylko nie potrafiła sformułować atrakcyjnej alternatywy wobec thatcheryzmu, ale wręcz popadała w lewicowy radykalizm. Jednak w 1997 r. pod przewodnictwem Tony’ego Blaira i z nowym programem (który wkrótce wykształcił się w koncepcję Trzeciej Drogi) laburzyści wygrali wybory. Partia Pracy sprzed epoki Margaret Thatcher i pod przywództwem Tony’ego Blaira to dwie różne jakości. Jak widać, taka zmiana jest możliwa. [b]Ta ewolucja trwała prawie 20 lat. Czy tyle też potrzebuje PiS, aby przekonać do siebie wyborców?[/b] Nie wiem, czy PiS potrzebuje 18 lat, czy mniej. To zależy zarówno od sytuacji politycznej w kraju, jak i przede wszystkim od działań tej partii w zakresie zmiany nie tylko wizerunkowej, ale i jakościowej. Przeprowadzenie tych zmian i utrwalenie ich w świadomości społeczeństwa z pewnością wymaga czasu. Nie stanie się to z dnia na dzień. [i]Mirosława Grabowska jest dyrektorem CBOS, wykładowcą w Instytucie Socjologii UW[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL