Operacja w Afganistanie

Ilu min jeszcze nie wykryją?

Talibowie udoskonalają technikę produkcji min-pułapek. Na zdjęciu amerykański MRAP po eksplozji improwizowa-nego ładunku wybuchowego podczas polsko- -amerykańskiej akcji w marcu tego roku w prowincji Ghazni
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Na specjalne zestawy do wykrywania min-pułapek nasi żołnierze będą czekać niemal rok
Prowincja Wardak, droga Kabul – Kandahar. Pod pojazdem MRAP Cougar, w którym jadą polscy żołnierze, eksploduje mina-pułapka. Potężny wybuch niszczy wóz, uważany za stosunkowo odporny na takie ataki. Dwóch żołnierzy ginie na miejscu. Czterech jest rannych, w tym jeden poważnie.
Takich wydarzeń jak to sprzed tygodnia było w Afganistanie więcej. Od początku misji zginęło tam 15 polskich żołnierzy, większość właśnie z powodu min. Zanim feralny konwój najechał na minę-pułapkę, saperzy spenetrowali to miejsce. Z ich doświadczenia wynikało, że w tzw. wąskim przepuście może być ukryty ładunek wybuchowy. Ale niczego nie znaleźli. Czy gdyby mieli lepszy sprzęt do wykrywania min – specjalnie skonstruowane pojazdy – tragedii można by uniknąć?
– Prawdopodobnie tak – ocenia gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych, który od dwóch lat starał się wpływać na władze MON, by takie zestawy zostały kupione. Choć zastrzega: – Należy pamiętać, że talibowie ostatnio znacznie udoskonalili swoją technikę. Dlatego niczego nie można do końca przewidzieć. Dopiero teraz w Sztabie Generalnym rozpoczęto procedurę kupowania specjalistycznego sprzętu do rozpoznania i oczyszczania dróg. Wojsko zamierza nabyć trzy takie zestawy. Dwa mają być wysłane do Afganistanu, jeden zostanie w kraju, by służyć do szkolenia żołnierzy – wynika z odpowiedzi szefa MON Bogdana Klicha na zapytanie poselskie Ludwika Dorna. Zestawy mają być dostarczone w trzecim kwartale 2010 r. Co skłoniło Dorna do zainteresowania się sprawą? – We wrześniu w transporterze Rosomak zginął polski żołnierz. To kazało mi się zastanowić, czy polskie władze zrobiły wszystko, by tej tragedii uniknąć – wyjaśnia „Rz” poseł. W sprawie złego wyposażenia żołnierzy w Afganistanie alarmował gen. Skrzypczak. Po głośnym wystąpieniu na pogrzebie żołnierza poległego na misji odszedł z armii. Jego starania o sprzęt do wykrywania min-pułapek nic nie dały. – Dobrze, że chociaż teraz ta procedura została rozpoczęta. To sprzęt bardzo potrzebny w afgańskich warunkach – podkreśla generał. Tymczasem polscy żołnierze pożyczają zestawy od Amerykanów. Ta współpraca „polega na dokonaniu zgłoszenia planowanej operacji i dostarczeniu jej planu [...]. Na tej podstawie armia amerykańska wydziela odpowiedni zespół stacjonujący w sąsiedniej prowincji” – czytamy w piśmie Klicha. Wynika z niego, że Amerykanie pożyczają nam sprzęt, tylko gdy sami go nie potrzebują. Według rozmówców „Rz” jeszcze niedawno jeden taki pożyczony zestaw stacjonował na stałe w polskiej prowincji. – Jednak gdy zrobiło się niebezpieczniej, Amerykanie go wycofali – opowiada gen. Skrzypczak. [ramka][srodtytul]Husky, Buffalo i Cougar[/srodtytul] Amerykańskie zestawy do rozpoznania i oczyszczania dróg składają się z dwóch pojazdów (typu RG 31), dwóch pojazdów rozpoznania dróg (typu Husky) z georadarem, pojazdu rozminowania dróg (typu Buffalo) i pojazdu pomocy technicznej (typu Heavy Expanded Mobility Tactical Truck HEMTT). Wsparcie stanowią pojazdy opancerzone (MRAP Cougar).  Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny branżowego miesięcznika “Raport WTO”, twierdzi, że MON nie musi kupować całych zestawów od Amerykanów. Niektóre składowe można by zastąpić wyrobami rodzimego przemysłu zbrojeniowego. – Mamy doskonałe rozwiązania, jeśli chodzi o sprzęt inżynieryjny i saperski – uważa. [i]—e.ż.[/i] [/ramka] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=e.zemla@rp.pl]e.zemla@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL