Biznes

Jak Dell tracił wyczucie rynku

Michael Dell
AFP
Michael Dell ma być może ponad 12 mld dolarów majątku, kolekcję tytułów „prezesa roku” i zaledwie 44 lata
Od kilku lat intuicja go jednak zawodzi, a firmę opuściło szczęście. Trzy lata temu największy producent komputerów na świecie dziś jest zaledwie trzeci i szuka swojego miejsca na rynku podążając – zwykle zbyt późno – za cudzymi pomysłami.
Michael Dell, Teksańczyk żydowskiego pochodzenia jest wzorowym amerykańskim self-made manem. Firmę założył w 1984 r., mając 19 lat, w pokoju studenckiego akademika. 20 lat później sprzedaż wynosiła 49 mld dol., a zysk 3 mld dol. Prezes jest jednak kojarzony z niefortunnymi wypowiedziami i brakiem konsekwencji. W 1997 r., zapytany co zrobiłby z firmą Apple, która wtedy przeżywała poważne kłopoty finansowe, Michael Dell stwierdził: „zamknąłbym ją i oddał pieniądze udziałowcom”. Kilka lat później, w 2002 r., kiedy popularność zdobywał iPod Apple, Dell nie miał oporów przed włączeniem ich do oferty swojego sklepu internetowego. Steve Jobs, współzałożyciel Apple, nie zapomniał przytyku. 9 lat później, w styczniu 2006 r., kiedy wartość Apple na giełdzie przekroczyła kapitalizację Della, wysłał do wszystkich pracowników firmy e-mail: „Michael Dell nie przewidział przyszłości. (...) Apple jest dziś warte więcej niż Dell. Akcje zyskują i tracą (...), ale warto dziś poświęcić na to chwilę refleksji”.
[srodtytul]Firma logistyczna, nie komputerowa[/srodtytul] Przez długie lata Dell lekceważył zarzuty o produkcji „nudnych szarych pudełek”, zakładając, że komputery to nie zabawki, a narzędzia do poważnej pracy. Firma skupiała się na doskonaleniu swojego nastawionego na klientów biznesowych systemu sprzedaży. Sprawia on, że Dell jest w pierwszej kolejności firmą nie tyle komputerową, co logistyczną. Koncern sprzedaje sprzęt w Internecie lub telefonicznie (w USA), pozwalając na indywidualną konfigurację każdego zamawianego komputera. Zapewnia też serwis gwarancyjny u klienta – w każdym miejscu na ziemi, następnego dnia po awarii. Codzienna działalność firmy to koordynowanie produkcji, linii dostaw i zarządzanie armią tysięcy serwisantów oraz zatrudnionych przez firmy zewnętrzne pracowników obsługi klienta. Poszukiwanie oszczędności sprawiło jednak, że firma zaczęła słynąć z niskiego poziomu obsługi klienta, hinduskich konsultantów ledwo mówiących po angielsku i niedopracowanych komputerów. Jednym z nich był pierwszy „designerski” model Della, XPS 1330, który przysporzył firmie więcej złej prasy niż kampania czarnego PR-u. Zastosowanie wadliwych materiałów sprawiło, że palące się karty graficzne w komputerach u niektórych użytkowników trzeba było wymieniać nawet co kilka tygodni. Koncernowi w ostatniej chwili udało się porozumieć z rozwścieczonymi klientami, którzy zamierzali złożyć pozew zbiorowy przed amerykańskim sądem. [srodtytul]Wielki spóźnialski[/srodtytul] Michael Dell nie ma szczęścia do przewidywania przyszłości i wyczuwania trendów. Udowodnił to nie tylko w 2005 r., kiedy wsparł maksymalną dozwoloną dotacją (250 tys. dol) komitet wyborczy ubiegającego się o reelekcję George’a W. Busha. Podobnie było w 2007 r., kiedy pojawiły się pierwsze tanie netbooki. Dell zlekceważył ten trend, bo chciał konkurować wizerunkowo z Apple, które skradło uwagę technologicznych mediów najcieńszym laptopem świata i systemem Mac OS, który zaczął odbierać klientów Micosoftowi i jego nieudanemu Windows Vista. Wysmakowanego metalowego laptopa Dell Adamo rynek przyjął jednak ze wzruszeniem ramiom, bo przy cenie ponad 2 tys. dol. oferował on wydajność netbooka kosztującego jedną ósmą tej ceny. Kiedy w końcu Dell pokazał swojego netbooka, rynek komputerów z niższej półki podzieliły już między siebie Asus i Acer. Dziś popyt konsumencki na najtańsze pecety napędza powoli odradzający się globalny rynek komputerów. W trzecim kwartale 2009 r. sprzedano ich 78,1 mln, o 2 proc więcej niż przed rokiem. Mimo to, sprzedaż Della w tym okresie spadła o 8,4 proc. rok do roku. W tym samym czasie Acer, zalewający rynek coraz to nowymi modelami tanich laptów, netbooków i desktopów, zwiększył sprzedaż o ponad jedną czwartą. Dodatkowo, powszechna w branży technologicznej standaryzacja, sprawiła, że komputery Della, kiedyś słynące z niezawodności i trwałości, dziś składane są z tych samych części, co konkurencja. Mimo to, ceny Della są wyższe niż u konkurencji. Michael Dell nie zauważył też potencjału w rynku mobilnym. Mimo że od wielu lat firma miała w swojej ofercie palmtopy, nie zbudowała na ich bazie swojego smartfona. Kiedy to w końcu nastąpiło w połowie 2009 r., na wprowadzenie urządzenia do oferty nie zdecydował się żaden amerykański operator, tłumacząc, że „nie ma w nim nic, co przyciągnęłoby klientów”. Niemal czternaście lat po tym jak stwierdził, że Apple należy zamknąć, Michael Dell może tylko przypatrywać się oszałamiającemu sukcesowi sklepu z aplikacjami na iPhone, z którego ściągnięto już ponad 2 mld programów, i który dziś generuje więcej przychodów Apple niż jakakolwiek inna działalność. Przepustką do mobilnego świata ma być dla Della smartfon z systemem Google Android, który ma zostać pokazany w styczniu. W swojej ofercie takie urządzenia ma już jednak kilkunastu producentów. Sytuacja się powtórzy?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL