Świat

Sposób na Afganistan

Żołnierz USA w Afganistanie
AFP
Czy Barack Obama dośle nowe oddziały? Dziś wielka narada wojenna
Osiem lat po rozpoczęciu inwazji Afganistan wciąż jest siedliskiem terrorystów, a talibowie uderzają nawet w samym Kabulu. Tylko wczoraj w ataku przed indyjską ambasadą zginęło co najmniej 17 osób. Do USA przylatuje też coraz więcej owiniętych w amerykańską flagę trumien z żołnierzami.
Prezydent Barack Obama zapowiedział więc zmianę strategii walki. Nową taktykę opracował dowódca sił USA w Afganistanie gen. Stanley McChrystal. Z informacji, które przeciekły do mediów z tajnego raportu, wynika, że poprosił on o wysłanie do Afganistanu dodatkowych 40 tysięcy żołnierzy. Byłby to ogromny wzrost liczebny – obecnie służy tam ok. 68 tysięcy Amerykanów. Pomysł ten ma wielu przeciwników na szczytach amerykańskiej władzy z wiceprezydentem na czele. Jak twierdzą informatorzy CNN, Joseph Biden uważa, że zamiast wysyłać kolejne oddziały, USA powinny się skupić na walce z al Kaidą w Afganistanie i Pakistanie przy użyciu bezzałogowych samolotów i precyzyjnych operacji sił specjalnych. Jedną z przyczyn stanowiska Bidena ma być rozczarowanie rządami skorumpowanego prezydenta Hamida Karzaja. Z ogłoszonych ostatecznych wyników wyborów prezydenckich wynika bowiem, że sfałszował je tak bezczelnie, iż w niektórych prowincjach poparcie dla Karzaja przekroczyło liczbę osób, które wzięły udział w głosowaniu.
– Obecna debata na temat Afganistanu jest niezwykle ciekawa, bo w marcu administracja prezydenta stworzyła tak zwaną strategię „AfPak”. Jej założenie opierało się na tym, że nie da się wygrać w Afganistanie, jeśli nie będzie się też działać w Pakistanie – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Ilan I. Berman, wiceprezes waszyngtońskiej American Foreign Policy Council. – Sęk w tym, że Biały Dom wciąż nie wie, co robić z Pakistanem. Według dziennika „New York Times” prezydenccy doradcy przekonują też, że talibowie nie stanowią już bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych i dlatego najważniejsze jest rozgromienie bojowników al Kaidy. Skoncentrowanie się na walce z terrorystami pozwoliłoby ekipie Obamy nie wysyłać do Afganistanu nowych wojsk i wyjść cało z ognia krytyki ze strony republikanów. Biały Dom mógłby się bowiem chwalić spektakularnymi sukcesami w rozbijaniu kolejnych terrorystycznych komórek w Pakistanie bez narażania życia tysięcy żołnierzy. Obama wie, że kolejne informacje o zabitych żołnierzach mogą znacznie pogorszyć jego notowania na scenie politycznej. Na razie aż 65 proc. Amerykanów deklaruje, że mimo ryzyka kolejnych ofiar USA powinny wciąż walczyć z afgańskimi terrorystami. Ale paradoksalnie w tym samym sondażu Uniwersytetu Quinnipiac aż 49 proc. ankietowanych stwierdziło, iż nie wierzy, że żołnierze pokonają talibów. W sukces USA wierzyło zaś tylko 38 proc. pytanych. Dziś Obama poprowadzi naradę wojenną, w której udział mają wziąć wiceprezydent Biden, szefowa dyplomacji Hillary Clinton i najważniejsi dowódcy wojskowi, jak admirał Mike Mullen i generał David Petraeus. Ostateczną decyzję możemy więc poznać już wkrótce. – Prezydent wciąż jeszcze nie wie, czy wobec Afganistanu przyjąć strategię minimum czy maksimum. Musi mieć jednak świadomość, że inne strony konfliktu, w tym sojusznicy Ameryki, bardzo bacznie obserwują to, co robi Waszyngton – dodaje Berman.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL