Biznes

Suplementy znikną z aptecznych półek?

Fotorzepa, MW Michał Walczak
To już pewne: producentom kilkuset suplementów diety zostały jeszcze trzy miesiące na decyzję, czy wycofać je z rynku, czy sprzedawać jako leki. Nie dostaną na to więcej czasu
Chodzi o preparaty, które - ze względu na ich skład - można uznać zarówno za suplementy diety, jak i leki, jednak w Polsce sprzedawano je jako suplementy.
Po 1 stycznia 2010 r. nie będzie już to możliwe - bo wtedy wchodzą w życie przepisy nowelizacji Prawa farmaceutycznego, regulujące ten rynek. Podstawą do selekcji wśród "produktów z pogranicza" miałaby być zamieszczona na stronie internetowej Urzędu Rejestracji Leków lista substancji roślinnych, które mogą być stosowane w lekach i takich, które mogą znaleźć się w suplementach. - Zawiera ona wyłącznie nazwy substancji, bez sprecyzowania, o jaką dawkę czy warunki stosowania chodzi - mówi "Rz" Jarosław Lichodziejewski, wiceprezes Krajowej Rady Suplementów i Odżywek (skupia 45 firm).
- Tymczasem to właśnie te dodatkowe kryteria decydują o tym, czy dany preparat jest lekiem, czy suplementem. Przedsiębiorcy wciąż nie wiedzą więc, co konkretnie mają wycofywać z rynku lub rejestrować jako leki. Zamieszanie z suplementami diety, którym zajęła się nawet sejmowa komisja Przyjazne Państwo, to pośrednio efekt naszego członkostwa w Unii Europejskiej, która stara się uporządkować ten segment rynku, uznała jednak, że każde państwo powinno to zrobić we własnym zakresie. Nowelizacja Prawa farmaceutycznego sprzed dwóch lat zakładała, że Polska upora się z produktami z pogranicza do końca 2009 r. Zdaniem wytwórców suplementów tak się nie stanie, bo wciąż - jak powtarzają - brakuje jednoznacznych wytycznych, które z nich można uznać za leki, a które nie. - Dlatego apelowaliśmy do Ministerstwa Zdrowia o przedłużenie okresu przejściowego do 2014 r., licząc, że w dodatkowym czasie doczekamy się rozstrzygających regulacji - dodaje Katarzyna Wójcicka, prezes KRSiO. - Granica między lekiem a suplementem jest często płynna, więc każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie - dodaje. Dodatkowego czasu jednak nie będzie. - Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, do którego Ministerstwo Zdrowia zwróciło się z prośbą o opinię w tej sprawie, stwierdził, że byłoby to naruszenie prawa unijnego - mówi "Rz" Dariusz Nowicki, prezes Polfarmedu. - Jedyne, co możemy zrobić, to apelować, by Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych doprecyzował listę i jak najszybciej rozpatrzył wnioski tych wytwórców suplementów, którzy już ubiegają się o ich rejestrację jako leki. Jest jeszcze jeden, najbardziej istotny aspekt całej sprawy: pieniądze. Żeby zarejestrować preparat jako lek, producent musi najpierw poddać go długotrwałym i kosztownym badaniom. Wprowadzenie na rynek suplementu diety jest znacznie tańsze. To zresztą od dawna było solą w oku producentów leków ziołowych, narzekających, że część preparatów sprzedawanych jako suplementy ma podobny skład jak ich wyroby, za których rejestrację musieli słono zapłacić. Problem dotyczy nie tylko firm specjalizujących się w suplementach, ale i firm farmaceutycznych, które rozwijają produkcję suplementów niezależnie od oferowanych leków, bo zyskują dzięki nim dodatkowe przychody (np. w jeleniogórskiej Jelfie suplementy odpowiadają za ok. 30 proc. przychodów na polskim rynku). Według danych IMS Health rynek suplementów wart jest dziś ponad 2 mld zł w cenach hurtowych i wciąż rośnie. Jak szacuje branża, niepewny status mają suplementy stanowiące ok. 30 proc. rynku, czyli gra toczy się o tort wart ok. 700 mln zł. Podczas obrad komisji Przyjazne Państwo wiceminister zdrowia Marek Haber argumentował, że jednym z powodów porządkowania rynku jest zapewnienie bezpieczeństwa konsumentom. - Tyle, że preparaty, które dziś są sprzedawane jako suplementy, zostały wprowadzone do obrotu zgodnie z prawem, za zgodą Głównego Inspektora Sanitarnego - replikuje Jarosław Lichodziejewski. Producenci suplementów mają w ręku ważny argument: ochrona krajowego przemysłu. Część krajów UE przyjęła szczegółowe regulacje, jakich nie mogą doprosić się polscy wytwórcy. - Tak jest np. w Belgii, gdzie przygotowano listę preparatów roślinnych wraz z warunkami, na jakich dany preparat może być klasyfikowany odpowiednio jako lek lub suplement. Podobnie jest w Czechach - mówi Katarzyna Wójcicka. - W efekcie po 1 stycznia na polski rynek mogą trafić preparaty firmowane przez zagranicznych wytwórców, niemal identyczne z krajowymi, które będą z niego znikać. Polskie firmy też mogą przenieść produkcję np. do Czech, gdzie przepisy są mniej restrykcyjne.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL