fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Wózek prawie jednorazowy

Andrzej Styczeń z Krakowa używa trzech protez. Opowiada o problemach z nimi: - Producent powiedział mi, że mam złą skórę
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Z powodu oszczędności resortu zdrowia niepełnosprawni muszą dopłacać do wózków i protez. Ministerstwo zrezygnowało też z gwarancji na sprzęt
Co kilka dni coraz to inne stowarzyszenie niepełnosprawnych śle protesty do Ministerstwa Zdrowia. Powód? Na stronach internetowych resortu ukazało się w zeszłym tygodniu rozporządzenie do tzw. ustawy koszykowej. Określa m. in., ile państwo dopłaca do sprzętu ortopedycznego: wózków inwalidzkich, aparatów słuchowych, protez.
– Resort zdrowia zapowiada, że będzie dopłacać tyle, ile do tej pory. Tyle że obecne stawki ustalano kilkanaście lat temu. Od tego czasu ceny wzrosły, a różnicę w cenach pokrywamy z własnej kieszeni – irytuje się Zbigniew Kaźmierak z Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem.
Ministerstwo tłumaczy, że jeśli zacznie lepiej finansować jedne świadczenia, zabraknie pieniędzy na inne. – Musimy to mieć na uwadze w obecnej sytuacji NFZ – mówi Aleksandra Smolińska z Ministerstwa Zdrowia.
– Państwo oszczędza na najsłabszych, bo wie, że nie wyjdziemy na ulicę – odpowiada Jacek Czech, niepełnosprawny, który jeździ na wózku.
A Piotr Czarnota, także na wózku, dodaje, że łatwiej dostosować Sejm do potrzeb niepełnosprawnych, niż zwiększyć limity na sprzęt. – Politycy wolą wykonać symboliczny gest, niż podjąć korzystne dla nas decyzje finansowe – komentuje.
Problem jest poważny. Środowiska osób niepełnosprawnych podkreślają, że obecne limity nie starczają na kupno dobrego sprzętu. Biedniejsze osoby decydują się więc na taki, który mieści się w limicie, ale ten jest gorszej jakości. – Moje protezy kosztują 20 tys., państwo dopłaca 8 – opowiada Andrzej Styczeń z Krakowa. Jeśli kogoś nie stać na dopłatę we własnym zakresie, kupuje to, co najtańsze. Potwierdza to Jacek Czech. – Wózek, którego koszt mieści się w limicie określonym przez państwo, czyli za 2 – 3 tys. zł, wytrzymuje pięć, sześć miesięcy i waży 20 kg. Jest zrobiony z najtańszych materiałów i nie da się go używać na ulicy – opowiada. – Wózek tytanowy, na którym można się normalnie poruszać, waży 8 kg. Mój kosztował 11 tys. zł – opowiada.
W dodatku gwarancja, jaką daje producent, jest iluzoryczna, bo w praktyce niepełnosprawny nie jest w stanie jej wyegzekwować. – Chodzę na protezach sprzed sześciu lat, bo gdy wyrobiłem nowe, dostałem strasznego uczulenia. Od producenta usłyszałem, że mam złą skórę i wymiana w ramach gwarancji mi nie przysługuje – mówi Andrzej Styczeń.
To samo mówi Jacek Czech. – Nie sposób od producenta wyegzekwować, by psujący się sprzęt naprawił w ramach gwarancji czy rękojmi. Odpowiada zawsze, że się zniszczył, bo był intensywnie użytkowany. A przecież wózki czy protezy umożliwiają nam uczestnictwo w życiu. To oczywiste, że chcemy ich intensywnie używać – irytuje się.
Za naprawy płaci państwo. Ale tyle, że pieniędzy starcza tylko na drobne poprawki. – Kiedy trzeba było wymienić elementy protez, państwo dopłaciło 400 zł. A naprawa kosztowała mnie 1500 zł. Instytucje państwowe robią wszystko, by wypchnąć niepełnosprawnych z ulicy – mówi Styczeń. – Dlatego naszą codziennością jest zbieranie pieniędzy przez fundacje, organizacje charytatywne.
Rozczarowanie rozporządzeniem Ministerstwa Zdrowia jest tym większe, że resort przez półtora roku ustalał ze środowiskami osób niepełnosprawnych, jak mają wyglądać przepisy o dopłatach do używanego przez nich sprzętu.
– Gotowe już rozwiązania trafiły do kosza. Korzysta na tym grupka dystrybutorów, która narzuca kilkusetprocentowe marże na sprzęt sprowadzany z Chin. Niepełnosprawni zdecydowanie tracą – mówi Tomasz Michałek, dyrektor Programu NTM – Normalnie Żyć (zajmuje się osobami, które mają problem z nietrzymaniem moczu).
W rozwiązaniach, z których zrezygnował resort zdrowia, był też m.in. zapis gwarantujący, że producent będzie naprawiał sprzęt, jeśli ten się zepsuje. Niepełnosprawni liczyli, że dzięki niemu producentowi będzie zależało, by w ramach limitu oferować sprzęt dobrej jakości. W ostatecznie zaproponowanych przepisach to zastrzeżenie znikło. – Nie rozumiemy dlaczego – mówi Michałek.
Ministerstwo Zdrowia nie odpowiedziało nam, dlaczego z tego przepisu zrezygnowało.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA