Styl życia

Flirt to nie jest romans

Rzeczpospolita
Między nami: O sztuce flirtowania, jej regułach i ludziach z błyskotliwą inteligencją opowiada socjolog dr Tomasz Sobierajski
[b]Rz: Zgodził się pan na tę rozmowę, mimo że jest pan na wakacjach... [/b]
[b]Tomasz Sobierajski:[/b] Bo to mój ulubiony temat. Osobiście uwielbiam flirtować. To jest jeden z najprzyjemniejszych momentów w naszym życiu: możliwość poflirtowania z drugą osobą. [b]Wakacje temu sprzyjają. Jednak według wielu socjologów flirt dziś zanika.[/b]
Problem z flirtem jest taki: wiele osób sądzi, że umie flirtować. Tymczasem to naprawdę sztuka, której technik uczymy się całe życie. I nawet gdy już jesteśmy w tym wprawieni, to i tak nie zawsze możemy z tej umiejętności skorzystać – bo flirtowaniu muszą sprzyjać okoliczności. Kiedy jesteśmy spokojni i wyluzowani, na przykład na urlopie, flirtujemy więcej, chętniej też odpowiadamy na flirt ze strony drugiej osoby. Flirt i wszystko co się na niego składa musi paść na dobry grunt. [b]Czyli nie jest tak, że flirtować może każdy z każdym...[/b] Ten prawdziwy, na wysokim poziomie, zaistnieje tylko pomiędzy osobami, które cechuje błyskotliwa inteligencja, poczucie humoru i dystans do samego siebie. [b]Proszę opowiedzieć o składnikach flirtu, a najlepiej zdradzić, jak je mieszać i dawkować.[/b] Mamy tu dwie, a nawet trzy fazy: niewerbalną, werbalną i dotykową. Już w niewerbalnej dochodzi do wymiany pewnego rodzaju spojrzeń i gestów, bo flirtować z nami może osoba, która nawet na nas nie patrzy i nic do nas nie mówi. Jednak jej ciało – chociażby nogi, które są zwrócone w naszą stronę, albo głowa, która jest przechylona w naszą stronę – świadczą o tym, że jest w niej gotowość do flirtu. Później spotykają się oczy, które we flircie są szalenie istotne. Jeśli złapiemy czyjeś spojrzenie, jeśli ono nas „zahaczy”, wtedy też odczujemy gotowość do flirtu. W końcu pojawia się uśmiech, a wraz z uśmiechem słowa. Osobiście uważam, że żonglerka słowna jest we flircie rzeczą najprzyjemniejszą. [b]A jak ma się do flirtu dotyk? Ta trzecia z faz. Nie jest przekroczeniem granic?[/b] To zależy od rodzaju dotyku, kontekstu, a także pochodzenia osoby, z którą flirtujemy dotykowo. Mam uroczą znajomą z Ameryki Południowej, gdzie flirtowanie dotykowe jest normą, więc gdy ona ze mną flirtuje, jest naprawdę blisko. Mój kolega z Polski, widząc nas razem, skomentował później jej zachowanie dość dosadnie: „ona się na tobie wiesza”. W naszym kraju w pojęciu większości dotyk wykracza poza granicę konwencjonalnego flirtu. [b]Powiedzmy więc sobie wreszcie, czym jest flirt.[/b] Łatwiej powiedzieć, czym nie jest. Z pewnością flirt to nie romans. Wcale nie musi też być tzw. grą wstępną, choć może nią być. I z całą pewnością flirt nie jest molestowaniem słownym, z czym często jest mylony – i to jest zapewne jedna z głównych przyczyn tego, że flirt dziś w Polsce zanika. Osoba flirtująca często od razu podejrzewana jest o niecne zamiary. Molestowanie słowne to wypowiedzi w kontekście cielesnym lub seksualnym wprost, bez ogródek, np. „piękny ma pani dekolt”albo „pięknie wyglądają pani piersi w tej bluzce”. Takie słowa nie mają oczywiście nic wspólnego z flirtem. Tu komplementy są czasem wręcz zawoalowane, słowa, zdania dwuznaczne, nigdy jednoznaczne. Powinny pozostawiać rozmówcę czy rozmówczynię w niepewności. Sprawiać, że osoba, z którą flirtujemy, będzie się nad nimi zastanawiać, analizować je, ale trudno będzie jej odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to przejaw zwykłej sympatii czy coś więcej i czy cokolwiek z tego wyniknie. [b]Można powiedzieć, że flirt to zabawa dla dorosłych, którzy dobrze znają reguły gry, w którą grają?[/b] Jak najbardziej. To niewinne adorowanie drugiej osoby, okazywanie jej sympatii, docenianie jej wartości. Chodzi tu też o to, by roztoczyć pewną aurę. [b]Według Joanny Olekszyk, autorki książki „O języku flirtu”, jest on czystą przyjemnością ujętą w określone ramy. Ramy te to obietnica i spełnienie, flirt znajduje się dokładnie między nimi...[/b] Ale tak jest wówczas, gdy flirt ten ma się zakończyć spełnieniem. Tymczasem są różne rodzaje flirtu. Charlotte Culain, francuska socjolog, wyróżniła cztery podstawowe: poważny, kiedy już na pierwszy rzut oka wiemy, czujemy, że to właśnie on czy ona, i wtedy flirt rzeczy- wiście ma do czegoś konkretnego prowadzić; okolicznościowy – np. w windzie w stosunku do sympatycznej współpracownicy; celowy, który jest trochę manipulacją – celowo flirtujemy z sekretarką szefa, bo chcemy coś u niego załatwić; oraz grzecznościowy – gdy nie wypada nie flirtować, załóżmy na wyjeździe integracyjnym. Ja okolicznościowo bardzo często flirtuję z panią w warzywniaku i ta pani bardzo ładnie na to odpowiada. Poprawiamy sobie nawzajem humor. Sprawdza się w momencie naszego flirtowania kolosalne dla psychologii i socjologii odkrycie – działanie neuronów lustrzanych. To one sprawiają, że gdy się do kogoś uśmiechamy, zaczepiamy go troszeczkę, to zaczepiana osoba odpowiada nam uśmiechem i też jest gotowa na flirt. Dlatego ja polecam flirtowanie z każdym i doskonalenie siebie w tej sztuce. [b]Skoro flirt jest taką przyjemnością, wręcz afirmacją życia, to dlaczego określenia „flirciarz”, „flirciara” mają takie pejoratywne zabarwienie?[/b] Bo zbyt wiele osób myli flirt z podrywem czy wręcz, jak mówiliśmy, molestowaniem. Bo nie umiemy flirtować. Bo reagujemy na flirt speszeniem i dystansem – boimy się, że zabrniemy w niebezpieczne rejony. Ludzie boją się też, że za dużo o sobie powiedzą, za dużo pokażą podczas flirtowania i nie spełnią oczekiwań drugiej osoby. Wolą więc ukrywać się za maską, fasadą. Flirtowanie jest mało znane i źle pojmowane także dlatego, że nie flirtujemy w życiu publicznym. Nikt z polskich VIP-ów nie pokazuje, że umiejętność flirtowania to pożądana cecha. Politycy na Zachodzie flirtują publicznie z dziennikarkami na konferencjach prasowych lub ze swymi żonami wręcz w świetle reflektorów. Obama uroczo flirtował z Angelą Merkel i nie sądzę, że robił to po to, by, za przeproszeniem, zaciągnąć ją do łóżka. Na pewno też Merkel nie była z powodu tego flirtu obrażona. Tymczasem w Polsce osoba publiczna może co najwyżej nazwać dziennikarkę „małpą w czerwonym”. [b]Ciekawe, dlaczego tak się dzieje.[/b] Też się nad tym zastanawiałem. Myślę, że brak flirtu w polskim życiu publicznym czy korporacyjnym, służbowym wynika z tego, że flirtowi towarzyszy uśmiech. A uśmiech kojarzony jest w Polsce z głupotą. Pokutuje u nas przekonanie, że mądra osoba jest poważna, a ludzie bardzo chcą być postrzegani jako mądrzy. Stąd wydaje im się, że jeśli zażartują, zaflirtują, powiedzą coś wesołego czy zaśmieją się, to będą uważani za głupich albo niepoważnych. Wolą tego uśmiechu z siebie nie wypuścić. Szkoda, bo z flirtu, jeśli jest grzeczny, płyną same korzyści. Wszystko przebiega w dużo sympatyczniejszej atmosferze. [b]Czyli flirtujmy na potęgę.[/b] Oczywiście. I to nie tylko z obcymi i przypadkowo spotkanymi osobami. Zachęcam do flirtowania ze swoimi partnerami, małżonkami, ze wszystkimi osobami, które są nam bliskie. Często wydaje nam się, że skoro te osoby zdobyliśmy, to nie powinniśmy już z nimi flirtować. Tymczasem właśnie z nimi powinniśmy flirtować najczęściej, „zaczepiać je”, poznawać się nawzajem, bo temu także flirt służy. [i]Tomasz Sobierajski, doktor socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, tłumacz, publicysta.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL