Dane gospodarcze

Firmy wciąż tną koszty

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Spowolnienie wymusza różne reakcje polskiego przemysłu. Przedsiębiorcy coraz częściej zastanawiają się nad innymi formami oszczędzania niż zwolnienia
Dotychczas firmy, jeśli musiały oszczędzać, to przede wszystkim cięły zatrudnienie. Teraz prawie połowa zastanawia się nad rozwiązaniami, które dają im szansę utrzymania załogi.
Większość zastanawia się albo nad urlopami postojowymi, albo nad zmianą umów o pracę. Chcą zamieniać umowy o pracę na cywilnoprawne. Tylko nieliczni chcą wprowadzić elastyczne formy zatrudnienia. Tak wynika z najnowszych danych GUS i NBP. – A to oznacza różnice w wynagradzaniu pracowników w różnych dziedzinach gospodarki – ocenia Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan. Choć według niej realny wzrost wynagrodzenia w firmach w tym roku będzie oscylował około zera, to jednak płace będą rosły tam, gdzie firmom zależy na wyspecjalizowanych pracownikach, np. w farmacji.
– A spadną tam, gdzie zatrudnia się osoby o przeciętnych i niskich kwalifikacjach. Tam też, jeśli firmy będą miały kłopoty z zamówieniami, będzie spadało zatrudnienie – dodaje ekonomistka. – Firmy w czasach spowolnienia czy kryzysu mogą zmniejszać koszty na dwa sposoby: tną zatrudnienie lub wynagrodzenia. Metoda, jaką zastosują pracodawcy, w dużej mierze zależy od dojrzałości związków zawodowych – uważa prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Przyznaje jednak, że w wielu branżach pracodawcy i związki stają przed trudnym wyborem. – Zbyt dużo osób zarabia u nas na poziomie płacy minimalnej i nieco ponad nią. Trudno w takich warunkach decydować o obniżaniu płac. Stąd też większy opór związków przed zaakceptowaniem tego rozwiązania – dodaje prof. Kryńska. Siła nabywcza przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w firmach z dziesięcioma i więcej pracownikami w ciągu pół roku wzrosła o 1,6 proc. podczas gdy rok temu było to 7,7 proc. W ciągu roku (czerwiec) zatrudnienie spadło w 26 branżach przemysłu. Wśród tych, gdzie pracuje po kilkaset tysięcy osób, najbardziej w produkcji odzieży (o 14,7 proc.), samochodów (10,6 proc.), wyrobów z surowców niemetalicznych (8,5 proc.) oraz mebli (8,0 proc.). Ale są też branże, gdzie spadkowi zatrudnienia towarzyszyło zmniejszenie się wynagrodzeń. Tylko w budownictwie mieszkaniowym, handlu oraz w transporcie wodnym zmniejszyły się płace, a zatrudnienie nie spadło. – Najprawdopodobniej w tych branżach nastąpiło rozdrobnienie firm – uważa Krzysztoszek. – Spadek samych płac oraz płac i zatrudnienia oznacza, że firmy decydują się na zmiany sposobu organizacji pracy i wynagrodzenia, na przykład na proporcjonalne ich zmniejszanie, albo na zmianę umów z pracowniczej na taką o dzieło czy z samozatrudniającym się. Bardzo rzadko faktycznie obniżają płace bez zmiany innych warunków – uważa Adam Czerniak, ekonomista Invest-Bank SA. Firmy pytane przez NBP o swoje plany w tej dziedzinie przyznają, że chętniej wysyłają pracowników na przymusowe urlopy (27 proc. pytanych) czy proponują im nowe umowy (najczęściej cywilnoprawne), niż wprowadzają elastyczną organizację czasu pracy i wynagrodzenia. Zamierza tak zrobić tylko co dziewiąty przedsiębiorca. [i]masz pytanie wyślij e-mail do autorki [mail=a.fandrejewska@rp.pl]a.fandrejewska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL