Sport

Czy polskie pływanie powoli tonie

Tej pary nie zobaczymy razem w Rzymie. Otylia Jędrzejczak rozstała się z trenerem Pawłem Słomińskim i będzie komentować mistrzostwa świata w Eurosporcie
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że jesteśmy potęgą, dziś medale na mistrzostwach świata w Rzymie są nierealne
Rankingi nie kłamią. Na liście najlepszych tegorocznych wyników w pierwszej ósemce na żadnym dystansie nie ma Polaka. A to oznacza, że gdyby o awansie do finałów podczas mistrzostw świata w Rzymie (24 lipca – 2 sierpnia) te wyniki decydowały, nie byłoby tam nawet Pawła Korzeniowskiego, mistrza świata z Montrealu (2005), który na swym koronnym dystansie – 200 m stylem motylkowym – ma dopiero dziewiąty wynik.
[wyimek]Po igrzyskach w Pekinie przestał istnieć sztab medyczny, którym się tak chwalono[/wyimek] Nie pomagają kosmiczne kostiumy. Inni na zawołanie biją w nich rekordy świata, a Polacy poprawiają wprawdzie rekordy życiowe, ale ich wyniki nie robią na konkurentach wrażenia.
[srodtytul]Grząski grunt[/srodtytul] – Poczekajmy do mistrzostw w Rzymie. Oceniajmy polskie pływanie dopiero po, a nie przed najważniejszymi zawodami w sezonie – prosi Paweł Słomiński, wiceprezes ds. szkoleniowych Polskiego Związku Pływackiego (PZP), jeszcze do niedawna guru tej dyscypliny, człowiek, który prowadził do sukce- sów Otylię Jędrzejczak i Pawła Korzeniowskiego. – Powrót do klubowego szkolenia to grząski grunt. Proszę spojrzeć wstecz. Było centralne szkolenie i było nieźle. W klubie każdy ma swoje interesy i to się nie zmieni. Ale wygląda na to, że na placu boju zostałem sam – mówi Słomiński. Prezes PZP Krzysztof Usielski uspokaja: – Za rok mamy połowę cyklu olimpijskiego i mistrzostwa Europy w Budapeszcie. Tam zobaczymy, na czym stoimy, i zaczniemy się centralizować. Prezes chwali pracę w klubach, mówi o pięknych obiektach, które w najbliższym czasie powstaną, choć przyznaje, że Warszawa na taki liczyć nie może. Cieszy go fakt, że pływaniem zaczynają się interesować wyższe uczelnie. Nie ma wprawdzie wciąż centralnego ośrodka, ale gdy już będzie 50-metrowy basen w Szczecinie, to może właśnie tam pływacy znajdą swoją przystań – zastanawia się Usielski. Na mistrzostwach świata w Rzymie nie oczekuje jednak sukcesów. – Każdy finał z naszym udziałem będzie wydarzeniem. Bez Otylii Jędrzejczak i Mateusza Sawrymowicza nie zagrozimy światu. Nie każemy przecież Konradowi Czerniakowi, mistrzowi Polski w sprincie, wygrywać z Francuzem Alainem Bernardem. [srodtytul]Lata tłuste, lata chude[/srodtytul] Głównego trenera nasze pływanie dziś nie ma. Sponsora strategicznego też nie. Firma Bioton wprawdzie wciąż wiernie trwa przy medalodajnej do niedawna dyscyplinie, ale apetyty i potrzeby są większe. Po igrzyskach w Pekinie odszedł od pływania doktor Robert Śmigielski i praktycznie przestał istnieć sztab medyczny, którym się tak bardzo chwalono. Słomiński odpowiada teraz już tylko za wyniki średniodystansowców. Za sprinty Bartosz Kizierowski, a za długie dystanse Mirosław Drozd. Koordynatorem jest Jan Wiederek. Kizierowski, do niedawna jedna z gwiazd polskiego pływania, pracuje teraz jako trener w Hiszpanii. Jest z nim w Madrycie piątka Polaków (Łukasz Gąsior, Konrad Czerniak, Marcin Tarczyński, Kajetan Załuski i Mateusz Sławiński, który pod okiem Kizierowskiego przygotowuje się tylko do MŚ). – Jestem przekonany, że to, co robimy, zaprocentuje w przyszłości. Może podczas igrzysk w Londynie, może wcześniej, tego nie wiem. Sztafeta 4 x 100 metrów stylem dowolnym w Rzymie ma szanse na finał – twierdzi Kizierowski, który sam we Włoszech raczej nie wystartuje. – Podczas mistrzostw Polski na 50 m stylem dowolnym przegrałem ze swoimi podopiecznymi, więc nie ma o czym mówić. Kizierowski zdobył wprawdzie klasyfikację w sprincie grzbietem, ale uważa, że powinien się skoncentrować na obowiązkach trenerskich. Co ciekawe, dwukrotny mistrz Europy i medalista mistrzostw świata nie widzi przyszłości polskiego pływania w czarnych barwach. – Są lata tłuste i chude. Te drugie trzeba przeczekać i robić swoje. Na razie może być zadowolony. Ci, którzy przyjechali z Polski, by z nim trenować, robią postępy nie tylko na pływalni. Uczą się hiszpańskiego, bo jesienią chcą zacząć studia w Madrycie, szlifują angielski, gdyż Kizierowski zajęcia prowadzi w tym języku. Trochę przypominają się lata 80., gdy do Kalifornii wyjeżdżali najlepsi polscy pływacy. Później nie tylko bili rekordy świata i zdobywali medale olimpijskie, ale kończyli też renomowane amerykańskie uczelnie. [srodtytul]Wyjeżdżać, nie wyjeżdżać[/srodtytul] Nie wszyscy jednak popierają takie wyjazdy. – Nigdy nie zrobimy dobrego pływania, jeśli pozwolimy wyjeżdżać. To się kłóci z logiką. Tacy jak Kizierowski, Gąsior czy Czerniak powinni być w Polsce i przyciągać młodzież – upiera się Słomiński. Ale Kizierowski, który dziesięć lat uczył się pływania w USA pod okiem wybitnych trenerów, a później sam prowadził tam zajęcia, twierdzi, że wciąż trzeba szukać nowych sposobów treningowych. Uważa też, że każdy z trenerów ma swoją wizję i trzeba dać im szansę. Dlatego proponuje jak najwięcej konferencji, spotkań, na których można będzie się dzielić wiedzą. On jest na to gotów, ale chce też korzystać z wiedzy tych, którzy potrafią się nią dzielić. [srodtytul]Gwiazdy nie popłyną[/srodtytul] Naszej największej gwiazdy zabraknie na starcie mistrzostw świata. Otylia Jędrzejczak rozstała się ze Słomińskim i wzięła sobie urlop od wyczynowego pływania. Kiedy i czy w ogóle wróci, by się ścigać na najwyższym poziomie – nie wiadomo. Jeśli tak, to najwcześniej na grudniowe mistrzostwa Europy na krótkim basenie w Istambule. To niejedyny kłopot. W maju rozchorował się mistrz świata z Melbourne na 1500 m stylem dowolnym Mateusz Sawrymowicz. Mononukleoza to poważna sprawa, więc nie wiadomo, kiedy wznowi ciężkie treningi. Drugi polski mistrz świata Przemysław Stańczyk (800 m dowolnym) nie uzyskał minimum i też zabraknie go w Rzymie. A szkoda, bo podczas Uniwersjady w Belgradzie pływa szybko, zdobył już złoty medal na 400 m stylem dowolnym. Na liście nieobecnych jest również Katarzyna Baranowska (kłopoty z kręgosłupem), a Sławomir Kuczko, mistrz Europy z Budapesztu (2006), jest daleki od życiowej formy. Co do jednego Słomiński, Kizierowski i prezes Usielski są zgodni. – Zatwierdzone czasowo przez FINA kostiumy zamazują obraz. Rekordy padają dziś jak na zamówienie, ale co będzie, gdy od nowego roku stroje te zostaną zakazane? Kto wtedy będzie poprawiał najlepsze wyniki? [srodtytul]Siedmiu trenerów, sześć torów[/srodtytul] Od 12 lipca polscy pływacy będą się przygotowywać do mistrzostw świata w Koprze w Słowenii. – Jedzie tam 29 osób. Będzie siedmiu trenerów i tylko sześć torów. Każdy z trenerów to silna osobowość, inne spojrzenie na pływanie, więc może być ciekawie – żartuje Słomiński. Pytany o szansę naszej reprezentacji w Rzymie odpowiada: – Przypominam sobie opinie po mistrzostwach światach w Melbourne. Mówiono wtedy, że cztery medale (w tym dwa złote) to mało. Teraz na medale nie mamy szans, możemy tylko marzyć o kilku finałach. Nic więcej. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=j.pindera@rp.pl]j.pindera@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL