Świat

Gdzie szczyt UE–Rosja

Kreml od dłuższego czasu nie jest zainteresowana współpracą z Unią (na zdjęciu: Władimir Putin i José Manuel Barroso podczas nieformalnego szczytu Rosja – UE w 2007 roku)
AFP
Rosja nie chce się zgodzić, aby jej najbliższe spotkanie z krajami Wspólnoty odbyło się w Sztokholmie
Szwecja, kierująca od wczoraj Unią, ma problem z zaproszeniem Rosji na wspólny szczyt. Dokładny kalendarz prac szwedzkiego przewodnictwa znany jest od tygodni. Znane są daty i miejsca setek mniej lub bardziej ważnych spotkań, które będą się odbywać przez najbliższe pół roku. Z wyjątkiem jednego: szczytu UE – Rosja.
– Przedstawiliśmy kilka dat. Żadna im nie pasuje. Myślę, że po prostu nie chcą przyjechać do Sztokholmu. I pewnie szczyt odbędzie się w Brukseli – powiedział „Rz” przedstawiciel szwedzkiego rządu. To byłby precedens. Tradycyjnie odbywają się bowiem dwa dwustronne szczyty rocznie: jeden w Rosji, a drugi w kraju sprawującym przewodnictwo. Ostatni Rosjanie zorganizowali w dalekim Chabarowsku. Teraz więc czas na Szwecję. Nie wiadomo dokładnie, co przeszkadza Rosjanom. Zdaniem naszych szwedzkich rozmówców Moskwa tradycyjnie nie ma ochoty rozmawiać z mniejszymi państwami członkowskimi, szczególnie tymi, które mają odwagę krytykować Moskwę. Potwierdzają to eksperci. – Nie sądzę, by wiele zmieniło się w relacjach Rosji z UE teraz, po półrocznym kierowaniu Unią przez Czechy. W pewnym sensie te dwa kraje są do siebie podobne: niewielkie i krytyczne wobec Rosji – mówi „Rz” Katinka Barysch z Centre for European Reform w Londynie.
[wyimek]Szwedzi narazili się Rosjanom krytyką wojny w Gruzji oraz poparciem dla Partnerstwa Wschodniego[/wyimek] Szwecja krytycznie oceniła Rosję rok temu, przy okazji wojny w Gruzji. Szef dyplomacji Carl Bildt porównał wówczas Rosjan do nazistów, a tłumaczenia o prowokacji ze strony gruzińskiej i konieczności obrony własnych obywateli porównał z usprawiedliwieniem, jakiego w 1939 roku używał Adolf Hilter, podbijając Europę Środkową. Szwecja razem z Polską była też inicjatorem Partnerstwa Wschodniego, które obejmuje sześć państw byłego Związku Sowieckiego. Szczególnie zainteresowana jest pomocą dla Ukrainy. – Po stronie Unii jest silne postanowienie dokończenia negocjacji nad nową umową stowarzyszeniową i o strefie wolnego handlu do końca roku. To zależy tylko od determinacji i współpracy między ukraińskimi siłami politycznymi – powiedział „Rz” Carl Bildt, szwedzki minister spraw zagranicznych. Dodatkowo przedłuża się procedura wydania zgody na gazociąg północny, który będzie częściowo przechodził przez szwedzkie wody terytorialne na Bałtyku. – To tylko ekologiczna ocena. Rząd nie ma z tym nic wspólnego, zatwierdzi ocenę ekspertów – mówi premier Fredrik Reinfeldt. Ale Rosji trudno w to uwierzyć. Rosja od dłuższego czasu nie jest zainteresowana współpracą z Unią i animozje między Sztokholmem a Moskwą niewiele już mogą zaszkodzić. – Tak naprawdę Moskwa wysyłała już sygnały, że nie ma sensu organizowanie dwóch szczytów rocznie, wystarczyłby jeden jak z innymi krajami. Unia pewnie przyjmie to wreszcie do wiadomości – mówi Katinka Barysch. Sami Szwedzi zdają sobie sprawę, że nic ważnego nie uda się w czasie szczytu ustalić. – Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie – mówi nieoficjalnie przedstawiciel szwedzkiego rządu. Dla Sztokholmu liczy się przede wszystkim doprowadzenie do porozumienia w sprawie dalszego ograniczenia emisji CO2 i walka z kryzysem finansowym. Informacja o napięciu na linii Moskwa – Sztokholm nie przebiła się do rosyjskich mediów, nie padły też w Rosji żadne oficjalne wypowiedzi na temat rozpoczynającego się w Unii szwedzkiego przewodnictwa. Zdaniem politologa Aleksieja Makarkina wersja o odwecie za poparcie udzielone Gruzji jest mało prawdopodobna. – Skoro czeskie przewodnictwo przeszło bez większych problemów, chociaż oczywiście nie było łatwe, nie spodziewałbym się teraz jakiejś eksplozji niechęci. Tak naprawdę dla Moskwy trudne jest każde przewodnictwo poza Francją, Niemcami i Włochami – mówi „Rz” Makarkin. Według niego problem nie leży więc w Szwecji, ale w ogólnych trudnościach na linii UE – Moskwa. – Czynią one współpracę i rozmowy coraz trudniejszymi – mówi „Rz” politolog Makarkin.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL