fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Znają litery? To poznają jeszcze raz

Problem bierze się z tego, że w jednej klasie od września spotkają się dwa roczniki – tłumaczy Danuta Waloszek
Rzeczpospolita, Pio Piotr Guzik
Kłopoty z reformą edukacji - siedmiolatki będą w pierwszej klasie powtarzać to, czego już się nauczyły w zerówce
Rodzice siedmiolatków, które we wrześniu pójdą do pierwszych klas, obawiają się, że ich dzieci stracą czas na lekcjach.
– Rozważam zapisanie córki od razu do drugiej klasy. Nie chcę, by traciła rok – mówi Aleksandra Kęciek, mama siedmiolatki z Warszawy.
Powtórkę materiału zafundowała siedmiolatkom reforma edukacji. Nowe programy mają być dostosowane do przyjęcia sześciolatków, a te dopiero nauczą się czytać i pisać.
– Tracą dzieci, które już to potrafią. Według starych programów nauczyciel mógł powtórzyć materiał z zerówki, ale jeśli uznał, że to niepotrzebne, szedł dalej z programem – mówi Anna Jasińska, nauczycielka z Zespołu Szkół Integracyjnych w Kłodzku. – Uczył np. rozpoznawać przymiotniki i rzeczowniki, rozwiązywać proste równania. Teraz tego w pierwszej klasie nie będzie.
[b]Rz: Czy dobrym pomysłem jest zapisanie siedmiolatka od razu do drugiej klasy?[/b]
[b]prof. Danuta Waloszek z Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie:[/b] Odradzałabym to z racji rozwoju społecznego i emocjonalnego dziecka, którego nie da się przyśpieszyć tak jak umysłowego. Siedmiolatek to nie jest człowiek gotowy do znalezienia się w grupie starszych dzieci, które mają już za sobą rok nauki w szkole i wspólnych kontaktów.
[b]Ale rodzice obawiają się, że powtarzanie w pierwszej klasie od początku nauki liter zniechęci dzieci do szkoły.[/b]
Sytuacja, gdy dziecko uczy się od podstaw tego samego, co już umie i wie, nie powinna mieć miejsca w dobrze zorganizowanym systemie edukacji. Badania nad niepowodzeniami szkolnymi dowodzą, że ich początek bierze się właśnie z tego, iż dziecko powtarza w szkole to, czego nauczyło się w przedszkolu, co już umie i zna. Wmawiamy mu, że skoro przyszło do szkoły, to musi się uczyć wedle obowiązującego w niej programu, bez związku z doświadczeniami przeszłymi i nabytą wiedzą. Rozpoczyna od nowa naukę elementarną. To odbiera motywację do poznawania nowych rzeczy i buduje negatywny obraz szkoły, do której trzeba chodzić z obowiązku, a nie dla przyjemności poznawania.
[b]Wcześniej rodzice sześciolatków mówili, że ich dzieci sobie nie poradzą ze zbyt trudnym programem.[/b]
Problem bierze się z tego, że w jednej klasie od września spotkają się dwa roczniki, a podstawa programowa jest jedna i nie mówi, jak według niej uczyć starsze, a jak młodsze dzieci.
Nauczyciel zapewne zastosuje wobec dzieci sześcioletnich podstawę programowa wychowania przedszkolnego, a wobec siedmiolatków – przewidzianą dla klas I – III. Efekt może być taki, że od sześciolatków będziemy wymagać słuchania w skupieniu koncertu, orientacji w architekturze zieleni, a od siedmiolatków liczenia na paluszkach, na patyczkach, poznawania liter.
[b]Co robić, by nie zniechęcić siedmiolatka do nauki?[/b]
Trzeba korzystać z tego, co proponuje ustawa o systemie oświaty: edukacji domowej czy nauczania indywidualnego, ale również z możliwości dyskutowania rodziców z nauczycielem o wyborze konkretnego programu kształcenia.
[b]A gdy rodzice chcą, by dziecko chodziło do zwykłej klasy, a nie uczyło się tylko w domu?[/b]
To niepedagogiczne, co powiem, ale wyjściem jest także tłumaczenie dziecku, że idzie do szkoły utrwalić to, co już wie, spotkać się z rówieśnikami. Ważne, by nie dyskredytować przy tym szkoły. W domu natomiast rodzice mogą pracować nad dalszym rozwijaniem umiejętności, na przykład przez wspólne czytanie czy gry edukacyjne.
[b]Trudno wymagać, by rodzice prowadzili z dziećmi dodatkowe lekcje. [/b]
Najlepszym wyjściem jest więc dopilnowanie, by program nauczania realizowany przez nauczyciela był dobrany do umiejętności dzieci w preambule podstawy zapisano cele skierowane na wspomaganie dziecka w jego rozwoju i tak naprawdę to ten zapis otwiera szerokie możliwości działania nauczycielowi – może wybierać te treści podstawy, które jego zdaniem, po diagnozie stanu umiejętności i wiadomości dzieci, wymagają koncentracji, szczegółowego uwypuklenia. Na podstawie rozpoznania dzieci – buduje program edukacji. Nawet jeśli nie będzie on zgodny z podstawą programową, to i tak w przypadku kontroli kuratorium nauczyciel będzie mógł się wykazać efektywnością działania (rzeczywistą a nie zapisaną w dzienniku).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA