fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Piosenki z różnych półek

Holly Cole, wokalistka
Era Jazzu
Kanadyjska wokalistka na poniedziałkowym koncercie Ery Jazzu w Warszawie zaśpiewa utwory Toma Waitsa. Marek Dusza rozmawia z Holly Cole
[b]Rz: Uważa się pani za wokalistkę jazzową?[/b]
[b]Holly Cole:[/b] Moim domem jest jazz, robię jednak stylistyczne wycieczki w stronę country, popu, funku, r’n’b i próbuję to zaadaptować we własnej muzyce. Ale godzinę temu słuchałam wspaniałego „Stabat Mater” Pergolesiego i zastanawiałam się, czy taki nastrój mogłabym osiągnąć w swoich piosenkach. Cechą współczesnego jazzu jest przekraczanie granic i to interesuje mnie najbardziej.
[b]Jakie są cechy wokalistyki jazzowej?[/b]
Z pewnością improwizacja, a także ciągłe poszukiwanie nowych sposobów wyrażania myśli i emocji. Ale przede wszystkim poczucie wolności w muzyce, co wpływa na swobodną formę utworów. Dotyczy to również instrumentalistów, nie tylko wokalistów.
[b]A czyje płyty zabrałaby pani na bezludną wyspę?[/b]
Zaskoczę pewnie niektórych, ale uwielbiam Steviego Wondera, wokalistów country George’a Jonesa, Hanka Williamsa oraz Tammy Wynette.Interesuje mnie różnorodność. Jestem również wielbicielką Chaki Khan, która każdej piosence nadaje wyrazisty, indywidualny charakter. Bez końca mogę słuchać Niny Simone, Betty Carter. Gdybym musiała wybrać jednego wykonawcę, byłby to jednak Stevie Wonder.
[b]Wokalistki zawsze opierały się stylistycznym podziałom. Billie Holiday, Nina Simone czy dziś Cassandra Wilson śpiewały jednocześnie jazz, pop i blues. Godzi się pani na szufladkowanie artystów, przyklejanie stylistycznych metek?[/b]
Zupełnie mnie one nie obchodzą, liczy się osobowość. Dlatego pamiętam imiona i nazwiska, a nie zastanawiam się, kto w jakim stylu śpiewa.
[b]Komu zatem potrzebne są podziały na style?[/b]
Z pewnością dziennikarzom, którzy opisują pewne zjawiska. Firmy fonograficzne czy stacje radiowe też potrzebują podziałów, żeby wiedzieć, jak promować wydawnictwa, a sklepy chcą wiedzieć, gdzie położyć płytę, aby znalazł ją klient. Sama jestem ofiarą takiego szufladkowania. Kiedy szukałam w sklepie swoich płyt, nie mogłam ich znaleźć w kategorii jazz, bo były w pop albo w „pozostałych”. Sprzedawcy mieli trudności, jak mnie zakwalifikować. Ale teraz sklepy są zamykane, więc nie będzie problemu. W Kanadzie jest ich coraz mniej, w USA podobnie. Kto chce kupić płytę czy nagranie, robi to przez Internet albo ściąga z sieci, np. z iTunes.
[b]W Polsce są jeszcze sklepy, gdzie można wziąć płytę do ręki, obejrzeć i posłuchać.[/b]
Macie szczęście. Oby trwało jak najdłużej. Mam kolekcję płyt CD i longplayów, z której jestem dumna. Bardziej lubię słuchać płyt winylowych. Kompakty są za długie, 20 minut, czyli jedna strona longplaya, to wystarczający czas, żeby muzyce poświęcić tyle uwagi, na ile zasługuje. Co więcej, kiedyś każda strona LP miała inny charakter. Słuchało się tej, która akurat pasowała nam do nastroju. Preferuję też brzmienie winyli, ale najważniejsze są dla mnie ich duże okładki, niektóre to prawdziwe dzieła sztuki.
[b]Pani nagrywa płyty ze szczególną dbałością o naturalne brzmienie, co doceniają słuchacze w Polsce, czy na świecie również? [/b]
Wygląda na to, że na brzmienie zwraca się uwagę już tylko w Europie, bo na pewno nie w Ameryce. Może Europejczycy mają większą wrażliwość.
[b]Szczególnie jest pani lubiana w Japonii. [/b]
Rzeczywiście, miałam tam 16 czy 17 koncertów. Myślę, że Japończycy lubią jazz bardziej niż Amerykanie czy Kanadyjczycy. W ich sztuce i w życiu dominuje minimalizm i zapewne dostrzegli go również w mojej muzyce. Ponadto moje piosenki zabierają słuchaczy tam, gdzie oni sami sobie tego życzą.
[b]Przecież śpiewając, wie pani, co chciałaby przekazać.[/b]
Tak, ale to tylko moje myśli, a swoimi interpretacjami pragnę pobudzać wyobraźnię tak, by skłaniały każdego do zastanowienia się nad sobą, nad tym, co dla niego ważne. To, co słyszy w słowach i muzyce, ma być tylko zachętą, pretekstem.
[b]Jeden z pani albumów, „Temptation”, poświęcony jest w całości twórczości Toma Waitsa. [/b]
Od dawna jego piosenki wydawały mi się intrygujące, przyciągał mnie ich tajemniczy nastrój, ale odpychała osobowość Waitsa. Tom podobnie jak inspiruje się bluesem i jazzem, przykłada dużą wagę do znaczenia słów, jest pianistą. Ale też szorstkim mężczyzną, dużo ode mnie starszym, inaczej niż ja patrzy na świat. Ten splot podobieństw i różnic wydał mi się dostatecznym wyzwaniem, by jego utwory zaśpiewać inaczej niż on. Z tym programem przyjeżdżam do Polski.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=m.dusza@rp.pl]m.dusza@rp.pl[/mail][/i]
[ramka]Ma 45 lat, pierwszy zespół The Holly Cole Trio stworzyła w 1986 r. w Toronto. Już jej debiutanckie płyty („Christmas Blues” i „Girl Talk”) odniosły sukces. Przyjeżdża z programem „Tribute to Tom Waits” znanym z płyty „Temptation”. Otrzymała za nią kanadyjską nagrodę Juno.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA