fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Leki na gruźlicę przyjadą z Czech

Zarazki gruźlicy
Wikipedia
W poniedziałek antybiotyk zwalczający prątki gruźlicy trafi do hurtowni – zapowiada Ministerstwo Zdrowia
Od kilku dni lekarze alarmują, że w aptekach brakuje leku dla chorych na gruźlicę, co w piątek opisała „Rz”.
– Pacjenci powinni go otrzymywać po wyjściu ze szpitala jeszcze przez sześć – dziewięć miesięcy. Brak leku to skandal na skalę międzynarodową i stworzenie zagrożenia epidemicznego – ostrzega prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż, krajowy konsultant ds. pulmunologii. Według niego tylko w jednym kraju zdarzyło się, by jak w Polsce zabrakło podstawowego leku na gruźlicę. – Parę lat temu w Bangladeszu – mówi. Wiceminister zdrowia Marek Twardowski winą za brak leku w aptekach obarcza szpitale, które zrobiły nadmierne zapasy. – Od kilku miesięcy wiedzieliśmy, że producent zrezygnował z produkcji tego farmaceutyku. Ilość obecna na rynku mogła jednak starczyć na półtora roku. Nie mogliśmy wiedzieć, że wszystko zostanie wykupione – tłumaczy.
[wyimek]Tylko w Bangladeszu zdarzyło się, by zabrakło podstawowego leku na gruźlicę[/wyimek] Dodaje, że resort chciał namówić polskich producentów, by wznowili produkcję. – Zabrakło nam czasu. W trybie ekspresowym sprowadzamy lek z Czech. W poniedziałek będzie w hurtowni – zapewnia. To niejedyny taki problem. Lekarze z Wrocławia alarmują, że topnieją zapasy albumin, czyli leków z krwi podawanych m.in. przy niektórych nowotworach. Kilka tygodni temu zabrakło farmaceutyku podawanego pacjentom po operacji – szpitale musiały przekładać planowe zabiegi, a ministerstwo – pilnie sprowadzać preparat z zagranicy. Skąd się biorą te kłopoty? – Dostosowanie leków do prawa unijnego, na które firmy miały czas do grudnia 2008 r., nie było takim sukcesem, jak do tej pory przedstawiał Urząd Rejestracji Leków – tłumaczy prof. Zbigniew Fijałek, dyrektor Instytutu Leków. – Z moich informacji wynika, że resort wciąż nie ma pełnej listy leków, które nie zostały zarejestrowane zgodnie z unijnymi wymogami. Wiedzę o tym, co zniknęło z rynku, mają tylko producenci. Urzędnicy, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo obywateli, już nie. Wiceminister Twardowski odpowiada: – W Urzędzie Rejestracji Leków trwa konkurs na nowego prezesa. Podkreśla jednak, że poprzednie problemy z lekami nie wynikały z dostosowania do przepisów unijnych. – Raczej problemem jest to, że zgodnie z prawem unijnym firmy farmaceutyczne informują ministerstwo o wycofaniu leku dwa tygodnie po tym, gdy zniknie on z rynku. Dopiero po trzech latach mamy prawo usunąć go z rejestrów. To bardzo przyjazne dla firm prawo, uniemożliwiające państwu zarządzanie polityką lekową – ocenia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA