fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Euro z Unii wesprze PKB

AFP
Ekonomiści pytani przez „Rz” nie wierzą, że gospodarka szybko odbije.Większość z nich szacuje, że PKB będzie rósł w tempie niższym niż 1 proc.
Zagranica przestała kupować nasze towary, firmy narzekają na brak zamówień, mocno ograniczają produkcję i zwalniają ludzi. Utrata pracy lub obawa przed zwolnieniem sprawiają, że w Polakach rośnie strach przed zakupami.
– Jeszcze parę miesięcy temu nikt z nas nie przypuszczał, że te zjawiska będą tak silne – przyznaje Michał Dybuła z BNP Paribas. – Teraz obserwujemy, jak głębokie okażą się problemy firm, zwłaszcza dotyczące finansowania. Niepewność powoduje, że ekonomiści dość ostrożnie prognozują przyszłość, a po każdej negatywnej informacji z rynku weryfikują swe szacunki w dół. – Zagrożeń ciągle jest więcej niż optymistycznych sygnałów – ostrzega Maciej Reluga z BZ WBK. – Dane płynące ze strefy euro i USA świadczą o tym, że tamtejsza gospodarka raczej w najbliższych miesiącach się nie podniesie i kraje nie wyjdą jeszcze z recesji. U nas z kolei spadek inwestycji może być głębszy niż prognozowane 2 proc. Także konsumpcja może spaść bardziej niż do 3 proc.
Ekonomiści nie kryją, że jak dotąd większość danych zaskakuje ich negatywnie. – Nie sądziliśmy, że tak ostro wyhamuje import – wyjaśnia Ryszard Petru z SGH. – Przy tak słabym złotym sprowadzanie wielu towarów z zagranicy przestało się opłacać. Mocno spadł też eksport. Reluga prognozuje, że w całym pierwszym kwartale do -23,8 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Nagle stanęły też inwestycje. – Bariera popytu, nadwyżka mocy produkcyjnych i brak finansowania zmusiły firmy do podjęcia drastycznych kroków – mówi Jacek Wiśniewski z Raiffeisen Banku. – Tak naprawdę jednak moim zdaniem największe kłopoty dopiero przed nami, uwidocznią się one z całą mocą w drugiej połowie roku. Wśród ankietowanych przez „Rz“ ekonomistów są jednak i optymiści, którzy wierzą, że naszej gospodarce uda się rosnąć w całym roku w tempie powyżej jednego procenta. – Konsumpcja spada, ale bardzo powoli, czyli pozostaje ona ciągle siłą ciągnącą w górę nasz PKB – mówi Arkadiusz Krześniak z Deutsche Banku. – Poza tym na wzrost pozytywnie wpływa fakt, że mamy słabą złotówkę. Import spada w tej sytuacji bardziej niż eksport, przez co deficyt na rachunku obrotów bieżących jest mniejszy. Słaby złoty łagodzi więc spadek popytu zagranicznego, choć całkowicie sytuacji nie poprawia. Łukasz Tarnawa z PKO BP przypomina, że do wykorzystania mamy ogromną kwotę środków pomocowych z Unii Europejskiej. – Jeśli uda nam się wydać pieniądze z Brukseli na inwestycje, wówczas wzrost będzie dodatni, jeśli nie – w całym roku tempo wzrostu może wynieść zero – szacuje ekonomista. Sytuacja powinna się zacząć poprawiać pod koniec roku. Wówczas – jak prognozuje Marcin Mrowiec z Pekao SA – na świecie powinno być już zauważalne ożywienie wywołane programami pomocowymi, które przygotowało większość rządów na świecie. Arkadiusz Krześniak prognozuje, że także złoty zacznie wtedy odrabiać straty. O ile w połowie roku za euro będziemy jeszcze płacić 4,6 zł, o tyle pod koniec roku już 4,47 zł. Podobnie będzie w przypadku franka – w połowie roku kurs może oscylować w okolicach 3,03 zł, w grudniu zaś – 2,89 zł. Złoty straci natomiast w stosunku do dolara – z 3,59 zł w połowie roku do 3,66 zł na koniec 2009 r. Na tle pesymizmu ekonomistów Ministerstwo Finansów ciągle jeszcze jest pełne optymizmu. Wiceminister finansów Ludwik Kotecki uważa, że tempo wzrostu gospodarczego sięgnie w pierwszym kwartale 1,5 – 2 proc. Minister finansów Jacek Rostowski utrzymuje zaś, że w 2009 r. wzrośnie o 1,7 – 3,7 proc. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA