fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Spółki wracają ze Wschodu

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Polskie firmy weryfikują plany zagranicznej ekspansji. Cięcie produkcji i nakładów to norma. Część przedsiębiorców zamierza się nawet wycofać
O losie planowanej fabryki w Rosji ma wkrótce poinformować Barlinek, światowy potentat w produkcji drewnianych podłóg. Firma prawdopodobnie zamrozi przedsięwzięcie. Przygotowania do inwestycji rozpoczęły się jeszcze w ubiegłym roku. Na teren budowy podciągnięto media, postawiono ogrodzenie. Ale od tego czasu nie dzieje się nic. – Rosja nadal zajmuje w naszej strategii ważne miejsce. Musimy się jednak zastanowić, czy warto wchodzić w przedsięwzięcie warte 600 mln zł w momencie dekoniunktury – oznajmia Paweł Wrona, prezes spółki.
Podobnie może być z rozbudową fabryki w Rumunii. Barlinek na początku 2008 r. kupił tam zakłady Diana Forest, które produkują ok. 800 tys. mkw. desek rocznie. Miał je rozbudować do zdolności produkcyjnych 2,8 mln mkw. Zdążył nawet wybrać dostawców maszyn i wykonawcę inwestycji. Gdy ubiegłej wiosny odczuł pierwsze symptomy kryzysu, m.in. na rynku budowlanym w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, plany rozbudowy zmniejszono do 1,5 mln mkw. W końcu Barlinek wstrzymał się z wszelkimi decyzjami. Nic nie wskazuje, by rozbudowa miała szybko ruszyć. Pierwsze symptomy problemów polskich firm z zagraniczną ekspansją są widoczne już w danych za ubiegły rok. Według NBP w 2008 r. polscy przedsiębiorcy zainwestowali za granicą 2,7 mld euro, podczas gdy rok wcześniej 3,5 mld euro. Jednak prawdziwe tąpnięcie nastąpiło w tym roku. W styczniu 2009 r. zagraniczne inwestycje polskich firm wyniosły tylko 161 mln euro – blisko połowę mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej.
[srodtytul]Nad przepaścią[/srodtytul] Polskie firmy postawiły na rozwój w tych krajach, które teraz znalazły się w szczególnie złej sytuacji gospodarczej. Aby ratować się przed bankructwem, o pożyczkę do Międzynarodowego Funduszu Walutowego wystąpiły już m.in. Węgry, Ukraina i Rumunia. Wstępne rozmowy na ten temat prowadziła także Litwa. Rosyjskie firmy utrzymują się jeszcze na powierzchni dzięki miliardom dolarów pompowanych w nie z budżetu państwa. Tymczasem wszelkie prognozy pokazują, że gospodarka tych krajów zwolni jeszcze bardziej. W tej sytuacji jedynie zahamowanie inwestycji może się mijać z celem. Na Ukrainie część działających tam polskich przedsiębiorców myśli więc o powrocie do kraju. Do niedawna ten 44-milionowy rynek z niskimi kosztami pracy był dla inwestorów z Polski ziemią obiecaną. Teraz wpadają w długi, bo ukraińscy kontrahenci coraz bardziej opóźniają płatności za towary i usługi. Część nie płaci w ogóle. – Problemy z płynnością finansową mają polskie firmy budowlane, bo ukraiński fiskus nie zwraca im VAT – twierdzi Stefan Perkowski, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Polskich na Ukrainie. Według Perkowskiego nad wycofaniem się z Ukrainy ma się zastanawiać m.in. Streif Baulogistik, firma zajmująca się wynajmem dźwigów budowlanych. Podobny krok rozważa Polfrost, spedytor specjalizujący się w międzynarodowym transporcie chłodniczym. O powrocie do Polski myśli także część firm z branży reklamowej, w której drastycznie spadła liczba zleceń. Z rynku już zniknął założony przez polskich przedsiębiorców Eurokredyt, liczący się na Ukrainie pośrednik finansowy. Ci, którzy chcą zostać, radykalnie tną koszty i ograniczają produkcję. Nowy Styl zwolnił część załogi swojej fabryki krzeseł w Charkowie i zmniejszył produkcję o blisko 30 proc. Z kolei producent tapicerki Inter Groclin Auto wstrzymał rozpoczętą już budowę drugiej ukraińskiej fabryki pod Iwanofrankowskiem. Gwałtownie pogarszają się perspektywy polskich firm na Litwie. W przedsiębiorców uderza wzrost VAT i likwidacja ulg. Spadek popytu na paliwa już ograniczył sprzedaż na tamtejszych stacjach należących do Orlenu. Kryzys gospodarczy stawia także pod znakiem zapytania plany ekspansji koncernu na detaliczne rynki Łotwy i Estonii. [srodtytul]Bez pomocy[/srodtytul] Polscy dyplomaci w Budapeszcie informują o coraz gorszej kondycji polskich firm współpracujących z węgierskim przemysłem samochodowym. Ambasada w Bukareszcie przyznaje, że coraz więcej polskich przedsiębiorców prosi ją o adresy firm windykacyjnych. – Sytuacja inwestorów z Polski będzie bardzo trudna, zwłaszcza we wschodniej części Europy. Mają niewielkie pole manewru i nie mogą liczyć na wsparcie lokalnych władz – uważa Maciej Grelowski, szef Rady Głównej BCC.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA