fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Najweselszy barak naszego obozu

Andrzej Czeczot "Chłopourzędnik"
Muzeum Karykatury
"Smaki i zapachy PRL" w Muzeum Karykatury to wystawa trzystu rysunków z lat 1945-1989. Wśród autorów są tuzy naszej satyry oraz artyści dziś zapomniani
Jeszcze nigdy PRL nie miał tak wysokich notowań na artystycznej niwie jak obecnie. W mijającym roku posypały się prezentacje przywołujące minioną epokę – za pomocą fotografii, obrazów (to za sprawą młodych pędzli), designu. Modny temat podchwyciło Muzeum Karykatury.
Chwała mu za "Sma(cz)ki i zapachy PRL"! To kawał rysowanej historii. Dokument równie wymowny, co fotoreportaże z tamtych lat. Ponad 300 prac, w których odzwierciedlały się ideowe fałsze, absurdy bytowe i zdrowe reakcje obywateli. Prace pogrupowane na przekór chronologii. Na parterze – zoom na władze, od Bieruta do Wałęsy.
W latach 50. śruba cenzury była ostro przykręcona. Nawet karykatura służyła propagandzie. Krew się burzy na widok rysunku Eryka Lipińskiego, którego bohaterami są generał Anders i hitlerowcy, popijający w barze obsługiwanym przez Churchilla (1949). Albo patrząc na scenkę autorstwa Mai Berezowskiej: rodacy przy stole uginającym się od wszelkiego jadła, nabijający się z "Głosu Ameryki" szerzącego pogłoski o głodzie w Polsce (1951). Im większe nazwisko, tym większy blamaż…
Prawdę mówiąc, lata "Solidarności" także nie zaowocowały bogatym humorystycznie plonem. Rysownicy zbyt wyraźnie sympatyzowali z przywódcami ruchu. Jak zwykle w sedno trafił Szymon Kobyliński. Oto młoda para w urzędzie stanu cywilnego. "A więc chcecie, żeby wasz związek był niezależny i samorządny?", pyta mistrz ceremo-nii. Jacek Frankowski również odbrązowił solidarnościowców. Rok 1980, stocznia, obrady z Lechem trwają. Z tłumu wyrywa się ktoś odważny: "I odebrać dyrekcji cocacolę!", postuluje.
W dolnej salce umieszczone zostały prace dedykowane lu-dowym masom. Bynajmniej nie szarym, barwnym i z wigo-rem. Słynne warszawskie ciu-chy wzięła na warsztat HaGa. Klientka pyta handlarkę o powody, dla których sweterek taki drogi. Okazuje się, że doszła marża za… strach. Moją ulubioną postacią jest "mleczna rzeka (która zbliża się do miasta)" Andrzeja Krauzego – babina ledwo dysząca z wysiłku, obładowana bańkami pełnymi białego płynu. Największą popularnością cieszyły się napoje wysokoprocentowe. Nawalony obywatel – to był satyryczny pewniak. "A co, już nie można wypić za zdrowie mamusi?", odszczekuje pijaczyna przedstawicielowi władzy. Ma alibi: jest Dzień Matki.
Nie zdezaktualizowało się też łapówkarstwo. "Śmiało, śmiało, teraz wszystkim się wydaje, że już nikt nie bierze", zachęca urzędnik gościa wstydliwie trzymającego banknot. Scenka zaobserwowana przez Zbigniewa Jujkę 28 lat temu dziwnie przystaje do obecnych afer. Bo dowcipy świadczące o układach nie straciły sensu do dziś. Taka po prostu jest ludzka natura.
Świetna wystawa, ale… gdzie te orły, sokoły, bażanty naszej satyry? Kiedyś inspirowała ich codzienność; każda gazeta miała kącik humoru, w nim – rysowane komentarze. Na pohybel cenzurze. Teraz na satyrycznej tapecie głównie polityka… A nic tak szybko nie traci świeżości jak kawały z władzy.
[i]Wystawa czynna do 22 marca[/i]
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA