fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Chciałabym tam jeszcze wrócić

Fotorzepa
Anna Biesiadecka, uczennica XVI LO im. Stefanii Sempołowskiej w Warszawie, autorka blogu nagrodzonego wycieczką do Izraela
Tematyką żydowską zaczęłam się szerzej interesować dzięki przygotowanemu przez Muzeum Historii Żydów Polskich szkolnemu konkursowi na blog o osobie odznaczonej medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Do udziału w nim namówiła nas pani Bożena Celitan, nauczycielka z mojego liceum. Wraz z koleżanką zrobiłam blog o pani Janinie Rożeckiej. Pracuje w naszej szkole, dzięki czemu często mogłyśmy słuchać jej opowiadań o wojennych przeżyciach, łącznie z uratowaniem Żydówki Ireny Palenker.
Twórcy najlepszych blogów zostali nagrodzeni wycieczką do Izraela. Pod koniec lipca do Polski przyjechali Izraelczycy. Zwiedzili Warszawę, Kraków, Zakopane i różne obozy zagłady. W połowie sierpnia kilkunastu laureatów konkursu z Polski pojechało z rewizytą.
Początkowo nic nie wskazywało na to, że jesteśmy w Ziemi Obiecanej. Mieszkaliśmy w żydowskich domach Tel Awiwu, którego przedmieścia szokowały ubóstwem, brudem i afrykańskimi imigrantami śpiącymi w parkach na trawie. Dopiero później to pierwsze przykre wrażenie zatarło zwiedzanie zabytkowych części Tel Awiwu, Jaffy, Jerozolimy, widok pustyni i jeziora Kineret czy Morza Martwego.
Przybysza z Polski może krępować izraelska codzienność, czyli rygorystyczne przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Ochroniarze stoją wszędzie: przy wejściach na bazar, do sklepów i świątyń. Trzeba dawać torby do kontroli i przechodzić przez bramki – wykrywacze metali. Kiedy po drodze do Ściany Płaczu w Jerozolimie przecinaliśmy dzielnicę arabską, kazali nam się trzymać razem w obawie przed porwaniem.
Zwiedzaliśmy głównie obiekty kultu żydowskiego. W Muzeum Yad Vashem oglądaliśmy pamiątki z lat wojny i drzewa zasadzone przez Sprawiedliwych. Widzieliśmy Kneset.
Wszyscy w Izraelu pełnią służbę wojskową: dziewczęta dwa lata, chłopcy – trzy. Zaskoczyło mnie jednak, że po wyjściu z koszar chodzą po ulicach z karabinami. We mnie to akurat nie wzbudzało poczucia bezpieczeństwa, lecz odwrotnie – zagrożenia.
Wymiana młodzieży miała na celu rozwijanie dialogu Polaków i Żydów. Nasi opiekunowie organizowali nam rozmaite spotkania. Rozmowa o Holokauście była raz i wypadła bardzo źle. Nie do końca musimy się zgadzać z wygłaszaną przez młodych Izraelitów tezą o winie Polaków. Usłyszałam z ust dziewczyny z kibucu, a więc dość zamkniętej społeczności, że Żydzi w obozach koncentracyjnych umierali dlatego, że Polacy ich nie karmili. Inna dziewczyna twierdziła, że niektórzy Żydzi uznają Holokaust za karę, którą Jahwe zesłał na nich za to, że się zadawali z gojami Polakami. Taką głupotę nawet trudno komentować.
Łatwiej zauważa się to, co negatywne. Wolą więc wypominać, że Polacy nie pomagali, byli szmalcownikami, niż należycie docenić tych wielu Sprawiedliwych, którzy z narażeniem życia ich ukrywali.
Ale byli i bardziej otwarci ludzie, którzy mieli na to inny, własny pogląd. Jak nasz przewodnik Żyd ożeniony z Niemką. Jeśli jednak nie poruszać spraw wojny, Holokaustu, religii, to są to naprawdę bardzo mili i otwarci ludzie. Poznałam np. izraelskich policjantów, którzy chcieli, żebym im opowiedziała polskie kawały o Żydach, i umieli śmiać się sami z siebie.
Izrael jest mocno zróżnicowany pod względem kulturowym. Wśród poznanych osób może kilka przestrzegało tradycji. Reszta to Żydzi „z importu”: z Rosji, Tadżykistanu, Rumunii, od pokoleń niekultywujący religijnych obrzędów. Znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej, a nawet byli prześladowani. Izrael stał się dla nich ostoją, co jednak nie oznacza, że czują przywiązanie do religii swych przodków. Na przykład rodzina, u której mieszkałam, prawie w ogóle nie przestrzegała zasad koszerności. Na kilkunastu Żydów goszczących w Polsce tylko troje poszło w szabat do synagogi.
Ze wszystkimi porozumiewaliśmy się po angielsku. W Izraelu trafiłam, o dziwo, tylko na jedną dziewczynę, której rodzina wywodziła się z Polski.Dzięki temu projektowi wyrobiłam sobie własne zdanie na sprawy stosunków polsko-żydowskich. Chciałabym tam jeszcze wrócić i odwiedzić znajomych.
Nasz blog: [link=http://roja22wapo.blogspot.com/]http://roja22wapo.blogspot.com/[/link]
[ramka]Od Krahelskiej do Piłsudskiej
Towarzystwo Nasz Dom zarejestrowano 24 listopada 1921 r. Jego założycielami (wedle statutu) byli: działaczka PPS Wanda (Krahelska) Filipowicz, działacz klasowych związków zawodowych Jan Durko i Henryk Goldszmit. Wśród członków zarządu, komisji rewizyjnej i rady pedagogicznej znajdowali się działacze socjalistyczni, komunistyczni i spółdzielczy, wybitni prawnicy, pedagodzy, publicyści.
Po 1928 r. skład tych organów się zmienił: prym przejęli działacze lewicy sanacyjnej, w tym Aleksandra Piłsudska, druga żona Marszałka. Aktywna była też Maria Podwysocka, członkini Polskiego Towarzystwa Teozoficznego i lóż wolnomularskich, Maria Grzegorzewska, dyrektorka Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej, Władysława Weychert-Szymanowska, wykładowczyni w tymże Instytucie, działaczka Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci; do zarządu należeli Maria Falska i Janusz Korczak, który był też członkiem rady pedagogicznej[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA