fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Podatnicy nie powinni ratować zyskownych banków

Rzeczpospolita
- Banki, zamiast oglądać się na instytucje publiczne, powinny same podjąć działania poprawiające funkcjonowanie rynku międzybankowego – piszą Jacek Osiński i Dobiesław Tymoczko, ekonomiści z NBP
Od dwóch miesięcy polski system bankowy zaczął wyraźnie odczuwać skutki kryzysu finansowego. Impulsem był upadek Lehman Brothers. Okazało się, że podmioty, które rynek uznawał za zbyt duże, aby upaść, mogą jednak upaść. Skutkiem tego był gwałtowny spadek wzajemnego zaufania banków. Spowodowało to dalszy spadek płynności rynków międzybankowych. Czynnik ten zaczął negatywnie oddziaływać na polskie banki.
[srodtytul]Zagraniczne przyczyny[/srodtytul]
W większości przypadków właścicielami banków działających w Polsce są duże grupy pochodzące głównie z krajów Unii Europejskiej. Do tej pory były one traktowane jako ostoja stabilności. Pogorszenie się płynności rynków międzybankowych, trudności z pozyskaniem finansowania oraz straty kredytowe banków-matek sprawiły, że w niektórych przypadkach zaczęły one być źródłem problemów dla swoich spółek działających w Polsce. I to nawet tych, których sytuacja była bardzo dobra. Niektóre banki krajowe otrzymały od swoich właścicieli zalecenie ograniczenia limitów kredytowych dla podmiotów będących częścią innych grup bankowych. Banki, które takich zaleceń nie otrzymały z ostrożności również ograniczyły swą aktywność. Wszystko to spowodowało załamanie płynności rynku międzybankowego.
Równocześnie pojawiły się trudności w pozyskaniu finansowania we frankach szwajcarskich, ulubionej walucie osób pożyczających na mieszkanie. Większość banków w Polsce ma więcej udzielonych kredytów walutowych niż depozytów w tej samej walucie. Naturalne w takiej sytuacji jest zabezpieczanie się przed ryzykiem walutowym, np. przy użyciu transakcji FX swap. Banki krajowe otrzymywały w nich, głównie od nierezydentów, niezbędne waluty obce w zamian za złote. Transakcje FX swap mają jednak krótsze terminy zapadalności niż kredyty mieszkaniowe. Trzeba je więc „rolować“, czyli odnawiać. W pewnym momencie okazało się, że mogą z tym być trudności.
W tej sytuacji władze publiczne podjęły kroki wzmacniające stabilność sektora finansowego. Rząd zdecydował o podniesieniu gwarancji dla depozytów bankowych, przygotowuje też inne akty prawne, które mogą się okazać pomocne w przyszłości.
NBP z kolei opracował „Pakiet zaufania“, który miał m.in. na celu: udostępnić bankom złote na okresy dłuższe niż jeden dzień oraz udostępnić bankom waluty obce.
Podjęcie tych działań było niezbędne, aby nie dopuścić do utraty płynności w bankach oraz aby umożliwić im efektywne zarządzanie ryzykiem.
[srodtytul]Banki chcą więcej[/srodtytul]
Mimo pomocy NBP przedstawiciele banków i mediów domagają się kolejnych kroków ze strony władz publicznych. W ostatnim okresie szczególnie często pojawiają się dwa pomysły:
- pośredniczenie przez NBP w transakcjach międzybankowych oraz
- udzielenie gwarancji rozliczeń operacji międzybankowych przez sektor publiczny.
Szczególnie ta druga propozycja powtarzana jest jak słynne „Kartagina musi być zburzona“ Katona Starszego. Pierwszy z pomysłów nazywany jest także instytucjonalizacją rynku lub izbą rozliczeniową. Takie rozwiązanie można trojako interpretować – jako: centralizację obrotu, istnienie instytucji gwarantującej rozliczenie lub istnienie instytucji, która nie gwarantuje de iure rozliczenia, ale umożliwia transfer wolnych środków od banków nadpłynnych do poszukujących płynności.
Centralizacja obrotu nie musi skutkować większą płynnością, czego przykładem są systemy rosyjskie (np. MICEX).
Istnienie instytucji gwarantującej rozliczenie oprócz zalet może nieść także negatywne efekty uboczne. Centralny partner rozliczeniowy to izba rozliczeniowa, która przejmuje wzajemne prawa i obowiązki stron transakcji, stając się kupującym dla każdego sprzedającego i sprzedającym dla każdego kupującego. Istotą jego funkcjonowania jest zagwarantowanie rozliczenia transakcji własnym kapitałem. W tym wariancie propozycja pośredniczenia przez NBP w transakcjach międzybankowych oraz propozycja udzielenia przez NBP gwarancji rozliczeń operacji międzybankowych są tożsame. Oznaczałoby to de facto likwidację rynku międzybankowego i stworzenie jego protezy. Zazwyczaj jednak, zanim lekarz zdecyduje się na amputację, próbuje uratować chory organ.
[wyimek]W Polsce formułuje się postulaty pod adresem NBP, rządu, podczas gdy wiele rzeczy sektor bankowy może zrobić sam[/wyimek]
Istnienie instytucji, która nie gwarantuje de iure rozliczenia, ale w sensie funkcjonalnym umożliwia transfer wolnych środków od banków nadpłynnych do poszukujących płynności, jest już faktem. NBP bowiem jednocześnie zasila banki i sprzedaje im bony pieniężne. Oznacza to, że jednym bankom dostarcza złote, które pożycza od innych. Banki aktywnie korzystają z tych operacji.
Może więc problemem jest to, że dla transakcji zasilających w płynność wymagane jest zabezpieczenie? Otóż prowadzenie ich bez zabezpieczenia byłoby wzięciem na siebie, a de facto na podatnika, ryzyka. Nie jest jasne, dlaczego NBP miałby brać na siebie konsekwencje tego, że bank komercyjny nie ma odpowiednich papierów skarbowych, które mogłyby być zabezpieczeniem takiej pożyczki. Nawet jeśli ich nie ma, to może zwrócić się o pomoc do spółki-matki, która powinna go wesprzeć.
[wyimek]Niezrozumiałe dla podatników byłoby, gdyby płacili za ratowanie banków, które notują rekordowo wysokie zyski i które nie uzyskują wsparcia od właścicieli[/wyimek]
Ktoś powie, że matka może dostarczyć waluty obce, a polski bank potrzebuje złotych. Ale NBP gotów jest przeprowadzać także transakcje FX swap. Ich koszt może być wyższy od rynkowego, ale jak inaczej skłonić banki do zawierania transakcji na rynku, jeśli nie ceną zniechęcającą do handlowania z bankiem centralnym? NBP po prostu daje możliwość, ale to ma być tzw. last resort.
[srodtytul]Zanim zajrzymy do kieszeni podatnika[/srodtytul]
Proponujemy, aby na początku banki, zamiast oglądać się na instytucje publiczne, same podjęły działania poprawiające funkcjonowanie rynku międzybankowego. Polski system bankowy jest bowiem w innej sytuacji niż systemy w krajach UE, gdyż:
- W bilansach polskich banków ne ma ryzykownych instrumentów z zachodnich rynków finansowych. Oznacza to, że nie ma bezpośredniego wpływu kryzysu na wyniki finansowe i współczynniki wypłacalności. Polskie banki są wypłacalne i sektor notuje w 2008 r. wysokie zyski.
- W polskim sektorze bankowym jest o wiele niższa relacja kredytów do depozytów sektora niefinansowego. Oznacza to niższe potrzeby w zakresie finansowania rynkowego.
- Większość banków posiada właściciela strategicznego, najczęściej w postaci dużego banku europejskiego. Banki—matki dysponują nadal dużymi kapitałami, a do ich dyspozycji postawiono środki przewyższające bilion euro.
[wyimek]Zakres spowolnienia gospodarczego zależeć będzie w dużej mierze od samych banków. Ograniczenie możliwości pozyskania środków na rynku międzybankowym może pogłębić spowolnienie[/wyimek]
Nie ma zatem racjonalnych podstaw do drastycznego ograniczenia wzajemnych limitów kredytowych banków w Polsce. Podstawą taką może być oczekiwanie pogorszenia się sytuacji gospodarczej. Zakres spowolnienia zależeć będzie jednak w dużej mierze od samych banków. Ograniczenie możliwości pozyskania środków na rynku międzybankowym może zwiększyć spowolnienie. Banki stanęły przed dylematem. Jeśli nie będą zachowywać się ostrożnie, mogą ponieść straty, ale jeśli wszystkie będą zachowywać się zachowawczo, to wszystkie poniosą straty, ponieważ skala hamowania gospodarki będzie większa, a to pogorszy jakość ich portfeli kredytowych.
Tak więc brak współpracy powoduje, że banki działają wbrew własnym interesom. W tej sytuacji wydaje się więc, że najlepszą rekomendacją dla zarządów polskich banków jest zapoznanie się z wnioskami, do jakich doszedł John Nash, laureat Nagrody Nobla w 1994 r.
Zestaw praktycznych rekomendacji może wyglądać następująco:
- wszystkie banki krajowe powinny przedstawić publicznie swoje szczegółowe informacje finansowe,
- zarządy banków krajowych, zamiast słuchać zaleceń centrów zarządzania ryzykiem grup, powinny podejmować decyzje na podstawie wniosków własnych analityków lub przynajmniej podjąć wysiłek przekonania spółki--matki, że sytuacja w polskim sektorze bankowym jest inna niż np. w strefie euro,
- bazując na tych ocenach, banki powinny zwiększyć aktywność na rynku międzybankowym, wydłużając stopniowo terminy operacji,
- banki powinny zwrócić się o wsparcie do spółek-matek, w postaci gwarancji dla przyjętych depozytów międzybankowych, domykania otwartych pozycji walutowych lub transferu odpowiednich aktywów pozwalających uzyskać płynność w operacjach z NBP.
Gwarancje wielu matek, które same borykają się z problemami, mogą okazać się niewystarczające, ale żeby to stwierdzić z całą stanowczością, trzeba najpierw spróbować.
- Nadzór bankowy powinien przekonać nadzorców banków-matek co do celowości wyżej opisanych działań gwarancyjnych i pomocowych, zwracając szczególnie uwagę na fakt, że to właśnie polityka spółek-matek była jedną z podstawowych przyczyn pogorszenia sytuacji banków w Polsce, co może obniżyć wynik spółki dominującej w przyszłości.Wprowadzenie powyższych rozwiązań może być trudne, gdyż wymaga podejmowania wspólnych działań w okresie obniżonego zaufania. Dlatego ważną rolę powinien odegrać Związek Banków Polskich oraz zarządy największych banków.
[srodtytul]Gwarancje, gwarancje, gwarancje[/srodtytul]
Trzeba być przygotowanym na różne scenariusze rozwoju sytuacji. Dlatego należy rozważać gwarantowanie depozytów międzybankowych przez władze publiczne. Udzielenie gwarancji dla lokat na rynku międzybankowym byłoby uzasadnione, gdyby istniały w Polsce banki, które miałyby kłopoty z pozyskaniem krótkoterminowego finansowania i nie mogły go pozyskać w ramach „Pakietu zaufania“. Nikt na razie nie potwierdził, że takie banki istnieją.
Gdyby jednak gwarancje zostały wprowadzone, to ich koszty musiałyby w znacznym stopniu ponieść banki. Niezrozumiałe dla podatników byłoby, gdyby płacili za ratowanie banków, które notują rekordowo wysokie zyski i które nie uzyskują wsparcia od właścicieli.
Każda pomoc, związana z wydawaniem pieniędzy podatników, wymaga pokazania przez władze banków, że interes instytucji stawiają wyżej niż własny. Dlatego w różnych krajach pakiety pomocowe dla banków związane są z ponoszonymi przez nie kosztami. Banki płacą za gwarancje, akcjonariusze zobowiązują się np. do przekazania zysków z lat 2008 – 2010 na powiększenie kapitałów, a zarządy banków rezygnują z części wynagrodzeń.W Polsce formułuje się postulaty pod adresem NBP, rządu, podczas gdy wiele rzeczy sektor bankowy może zrobić sam, zgodnie z rekomendacją UE – private sector solution first. Zacznijmy zatem od tych rozwiązań, które banki mogą wypracować same i które nie wymagają sięgania do kieszeni podatnika. Tego samego podatnika, który trzyma pieniądze w polskich bankach, bo wierzy, że są one tam bezpieczne.
[i]Autorzy są pracownikami Narodowego Banku Polskiego. Artykuł przedstawia osobiste poglądy autorów i nie powinien być utożsamiany z instytucjami, z którymi są związani. Tytuł pochodzi od redakcji[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA