fbTrack

Świat

ONZ bezradna wobec starć w jądrze ciemności

Laurent Nkunda
AFP
W Demokratycznej Republice Konga znów giną ludzie. W rozdzieranym przez etniczne konflikty kraju wybuchła kolejna wojna domowa. A czołgi ONZ zamiast chronić cywilów, uciekły z pola walki
Tym razem wojnę rozpoczęły siły zbuntowanego generała Laurenta Nkundy. 10 tysięcy doskonale uzbrojonych żołnierzy, wspieranych przez artylerię i czołgi, rozpoczęło ofensywę wymierzoną w wojska rządowe. Rebelianci posuwają się wzdłuż granicy z Rwandą, pędząc przed sobą tysiące przerażonych cywilów i rozbite oddziały nieprzyjaciela.
W nocy z czwartku na piątek wojska Nkundy oblegały największe miasto regionu Gomę. – Nie ma żadnego porozumienia! Wkraczamy do miasta! – zapowiadał generał w wywiadzie udzielonym przez telefon satelitarny Agencji Reutera. Podobno w Gomie dochodziło do grabieży i mordów na cywilach dokonywanych przez wycofujące się oddziały rządowe. Z powodu gwałtownych walk wiadomości dochodzące z regionu są trudne do zweryfikowania. Wiadomo, że w strefie konfliktu znajduje się jeszcze co najmniej kilku graczy. Paramilitarne oddziały Hutu – to właśnie je najzacieklej zwalcza generał Nkunda, który wywodzi się z plemienia Tutsi – oddziały z sąsiedniej Rwandy, które zapuszczają się na drugą stronę granicy, lokalne plemienne bojówki oraz Błękitne Hełmy.
Żołnierze sił międzynarodowych, których w Kongo jest 17 tysięcy (największa misja ONZ na świecie), bezskutecznie starają się powstrzymać Nkundę. W rejonie, w którym toczą się walki Błękitnych Hełmów, jest bowiem jedynie 6 tysięcy – niemal połowę mniej niż wojsk Nkundy. ONZ próbowała wprawdzie użyć bojowych śmigłowców, ale natarcie rebeliantów jeszcze bardziej przybrało na sile. Ludzie opowiadają dziennikarzom, jak ONZ-owskie czołgi zamiast chronić uchodźców przed rebeliantami, po prostu uciekły z pola walki. – Gdzie oni jadą? Przecież mają nas bronić - krzyczał Jean-Paul Maombi, 31-letni pielęgniarz, który jak podaje AP z powodu walk musiał uciekać ze swojej wioski. Zawiedzionych jest o wiele więcej. W kierunku ONZ sypią się więc kamienie rzucane przez młodych mężczyzn. O ile Błękitne Hełmy opowiedziały się po stronie rządu, nie jasne jest, kogo popierają wojska sąsiedniej Rwandy. Nkunda twierdzi, że rebeliantów Hutu, rząd Konga zapewnia zaś, że Rwandyjczycy dostarczają zbuntowanemu generałowi wsparcie artyleryjskie. Na całym zamieszaniu najbardziej cierpią cywile, którzy są mordowani i wypędzani ze swoich domów przez bojowników z wrogich plemion. ONZ ostrzega, że w Kongo doszło do „katastrofy humanitarnej”. Z rejonu konfliktu uciekło już bowiem około ćwierć miliona ludzi. Większość z nich koczuje w prymitywnych warunkach pod gołym niebem. Wojnie usiłują położyć kres zachodni dyplomaci. ONZ w trybie nadzwyczajnym wysłała już specjalnych wysłanników do stolic Konga i Rwandy. Unia Europejska rozważa, czy posłać w region walk europejskie siły pokojowe. Część obserwatorów ostrzega jednak, że generał Nkunda może podjąć marsz na stolicę Kinszasę i spróbować przejąć władzę w całym kraju. Demokratyczna Republika Konga (dawny Zair), nazwana przez Josepha Conrada Jądrem Ciemności, od dziesięcioleci rozdzierana jest przez krwawe wewnętrzne konflikty. Zamachy stanu, plemienne masakry i wojny domowe to ponura rzeczywistość tego kraju. Najgorsza sytuacja panuje właśnie na wschodnim pograniczu, gdzie z powodu słabości rządu władzę sprawują rozmaici lokalni watażkowie. Najbardziej krwawy konflikt w Kongo wybuchł w 1998 roku. Zaczęło się od rebelii popieranej przez Rwandę, a skończyło na – jak określili to publicyści – „afrykańskiej wojnie światowej”. Kongo zamieniło się w wielkie pole bitwy, na którym walczyło kilka armii rebeliantów oraz regularne oddziały z Rwandy, Ugandy, Angoli, Zimbabwe i Namibii. Podczas trwającego kilka lat konfliktu zginęło około czterech milionów ludzi. Według specjalistów prawdziwą przyczyną wojen i konfliktów w Demokratycznej Republice Konga, są jednak nie tyle spory plemienne, co rywalizacja o wielkie złoża złota, diamentów i innych bogactw naturalnych. Największe z kongijskich złóż znajdują się na wschodnim pograniczu, czyli właśnie tam, gdzie toczy się rebelia generała Nkundy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL