fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Strach ma kształt litery „O”

John McCain podczas wiecu w Pensylwanii starał się nadrabiać miną
AP
Zza bojowych okrzyków, buńczucznych przemów i patriotycznych pieśni, jakie rozbrzmiewały podczas wiecu Johna McCaina w Pensylwanii, wyziera widmo przegranej. Ale jego zwolenników bardziej przeraża nie sama porażka, lecz jej skutki: prezydentura Baracka Obamy
W sali koncertowej Forum w centrum Harrisburga, stolicy stanu Pensylwania, panuje półmrok. Wysoko na suficie widać zarysy gwiezdnych konstelacji. Na ścianach w bladym świetle rozciągają się mapy kontynentów. Trudno o lepszą scenografię dla wiecu Johna McCaina: podkreśla ona panujące wśród jego zwolenników przekonanie o historycznym wymiarze zbliżających się wyborów. I o mrocznej groźbie, jaka wisi nad Ameryką.
– Bardzo się martwię o ten kraj. Co z nami będzie, co będzie z Ameryką, jeśli wygra Obama? – pyta emerytka Dorothy Mossberg, kurczowo ściskając w dłoni czerwoną, nadmuchiwaną pałkę, którą wybija się rytm lub rytmicznie macha w powietrzu podczas wiecu. Groźba recesji, niebezpieczeństwo nowych ataków terrorystycznych, dwie wojny, niepewna sytuacja na świecie, malejący prestiż Ameryki. Wszystko to sprawia, że wielu Amerykanów tak jak pani Mossberg patrzy w przyszłość z niepokojem. Dla wielu Barack Obama niesie wielką nadzieję na odrodzenie amerykańskiej potęgi. Ale dla pani Mossberg i paru tysięcy ludzi zebranych w to jesienne popołudnie w Forum niesie zapowiedź jeszcze głębszego kryzysu, który może wstrząsnąć fundamentami amerykańskiej tożsamości.
[srodtytul]Obama, czyli socjalizm[/srodtytul]
Gdy tłum śpiewa amerykański hymn, a potem „Boże, pobłogosław Amerykę”, w tonie tych pieśni słychać nie tylko dumę i siłę, która normalnie z nich przebija, ale i głęboki niepokój. Coś w intonacji, w atmosferze, w wyrazie twarzy zebranych przywodzi na myśl pieśń „Boże, coś Polskę” śpiewaną przed krzyżem na placu Zwycięstwa podczas stanu wojennego.
– Stawka jest naprawdę wysoka, bo wiemy, że senator Obama podniesie nam podatki! Uderzy w wasze małe firmy! Obama to najbardziej liberalny senator w Kongresie USA. Wzywa do dzielenia się bogactwem. Jest na to tylko jedno słowo: socjalizm! – straszy stanowy kongresmen republikański Ron Marsico, przemawiając na rozpoczęcie wiecu.
Marsico przerywa na moment, patrzy przez chwilę po sali, po czym dodaje lodowatym tonem: – Obama odbierze wam prawo do broni!
Tłum wydaje z siebie jeszcze głośniejsze „buuu”. – Te wybory przesądzą na wiele przyszłych pokoleń, jak wielki ma być rząd USA. I kto będzie za ten rząd płacił. Kto będzie płacił, jeśli wygra senator Obama? Wy! – krzyczy republikańska kandydatka do Izby Reprezentantów Toni Gilhooley.
[wyimek]Ludzie w Harrisburgu biją brawo, kiwają głowami, krzyczą „Precz z Obamą!” [/wyimek]
W oddzielonym od publiczności sektorze po prawej stronie sceny siedzi lokalny establishment Partii Republikańskiej. Wielu z nich także czekają za dwa tygodnie wybory. Na ich twarzach widać napięcie i niepewność.Na chwilę rozjaśniają się jednak, gdy na scenę wbiega szczupła dziewczyna w kusej, wściekle różowej sukience i wysokich, masywnych kozakach z czarnej, błyszczącej skóry. – Jestem bardzo dumna z tego, że jestem Amerykanką – deklaruje na wstępie, po czym zaczyna śpiewać piosenkę o tym samym tytule w rytm grającej z płyty muzyki. Gatunek: patriotyczny pop.
[srodtytul]W obawie przed wielką depresją[/srodtytul]
– W tych niebezpiecznych czasach potrzebujemy twardej ręki Johna McCaina u steru naszego kraju – podsumowuje swój występ dziewczyna, kończąc piosenką „Niech rozbrzmiewa wolność!”.
Stojąca obok mnie zażywna kobieta w czerwonym swetrze trzyma nad głową portret Johna McCaina z czasów młodości – w mundurze marynarki wojennej.Pojawienie się McCaina i jego żony Cindy wywołuje długie owacje. Republikański kandydat powtarza to samo, co mówił przez ostatnie parę tygodni.
– Obama chce podnieść podatki i wprowadzić restrykcje w handlu zagranicznym. Ostatni raz, gdy Ameryka przyjęła taką politykę, skończyło się to wielką depresją – ostrzega McCain. Dodaje, że Obama nie zdoła poradzić sobie z międzynarodowym kryzysem, jaki może go czekać już na początku prezydentury. Ludzie biją brawo, kiwają głowami, krzyczą: „Precz z Obamą!”.
Lodowaty wiatr hula po pustawych ulicach Harrisburga, gdy tłum zaczyna gęsiego rozchodzić się do domów i zaparkowanych nieopodal samochodów. – To niebezpieczne, trudne czasy. A Barack Hussein Obama to człowiek znikąd, niesprawdzony, obcy – wyjaśnia, kładąc mocniejszy akcent na drugie imię demokratycznego kandydata. Obok ktoś sprzedaje naklejki z napisem „NOBAMA” i przekreśloną twarzą demokraty. Ludzie wciskają smutne twarze w kołnierze, nasuwają czapki nisko na oczy.
Tylko wysoki młody Murzyn w grubym swetrze i dżinsach oraz towarzysząca mu niska blondynka w sportowej bluzie uśmiechają się od ucha do ucha, stojąc w zimnie na rogu ulicy. Wychodzący z Forum przechodnie rzucają im w milczeniu wrogie spojrzenia. Chłopak trzyma bowiem w dłoni wysoką tablicę, na której widnieje tylko jedna litera: wielkie „O”, które niczym wschodzące słońce wyłania się zza wymalowanego w patriotyczne barwy horyzontu. Znak kampanii Obamy.
Nadzieje czarnoskórej społeczności są tak rozbudzone, że według waszyngtońskiego magazynu „The Hill” policja przygotowuje się na wypadek zamieszek. Mogłoby do nich dojść, gdyby Obama minimalnie przegrał.
[b]Więcej o [link=http://www.rp.pl/temat/80250.html]wyborach prezydenckich w USA [/link]
Zobacz [link=http://blog.rp.pl/gillert]blog Piotra Gillerta[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA