fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Aplikacje/egzaminy

Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej nie zdała testu na rzetelność

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Należyte przygotowanie do wykonywania zawodu adwokata może, ale nie musi prowadzić poprzez aplikacje korporacyjne – uważa Jacek Czaja, wiceminister sprawiedliwości
W ostatnich dniach prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanna Agacka-Indecka kilkakrotnie wypowiadała się na temat przeprowadzonego 20 września egzaminu konkursowego na aplikację adwokacką.
W oświadczeniu z 22 września prezes NRA stwierdziła między innymi: „Powstaje wrażenie, że politycy i urzędnicy państwowi nie poradzili sobie z zadaniem, które sami na siebie przyjęli, zmieniając zasady egzaminu z samorządowego na ministerialny”.
Ostrość tego osądu zaskakuje. Okazało się jednak, że była to tylko przygrywka do znacznie dalej idącego ataku.
Dla porządku kilka faktów. Do egzaminów na wszystkie aplikacje prawnicze przystąpiło ponad 13 tysięcy osób. Testy egzaminacyjne przygotowały zespoły powołane przez ministra sprawiedliwości. Ich skład wynika wprost z przepisów ustaw korporacyjnych. Te zaś przewidują, że każdy pięcioosobowy zespół składa się z trzech przedstawicieli ministra sprawiedliwości oraz dwóch członków danego samorządu wskazanych odpowiednio przez NRA, Krajową Radę Radców Prawnych, Krajową Radę Notarialną oraz Krajową Radę Komorniczą.
Państwowe egzaminy na aplikacje samorządowe przeprowadzane są od 2006 r. A liczba osób do nich przystępujących wynosiła w 2006 r. – ok. 7500 kandydatów, w 2007 r. – 9500, w 2008 r. – ponad 13 000.
Ta bardzo wyraźnie wzrostowa tendencja oznacza, że państwowe egzaminy na aplikacje postrzegane są jako obiektywne, sprawiedliwe i dające każdemu jednakową szansę ich zdania. Podczas nich weryfikuje się wyłącznie posiadaną wiedzę, nie zaś jakiekolwiek inne, pozamerytoryczne przesłanki. Wyników egzaminów państwowych nie ocenia się już przez pryzmat zarzutu nepotyzmu, który często spotykał konkursy prowadzone przez samorządy prawnicze, w szczególności adwokacki. W okresie trzech lat funkcjonowania państwowych egzaminów na aplikacje prawnicze nie pojawiły się żadne sygnały wskazujące na naruszenie zasady równego traktowania zdających. Zasada ta jest elementarnym wymogiem uczciwości wobec młodych ludzi. Wartość ta została osiągnięta i choćby z tego powodu nie ma mowy o powrocie do krytykowanego modelu egzaminu samorządowego, kiedy to o przyjęciu na aplikacje decydowali sami członkowie danego samorządu.
W społeczeństwie utrwalił się wówczas pogląd, że odbywało się to bez uwzględnienia jakichkolwiek obiektywnych i sprawdzalnych kryteriów. W efekcie przez całe lata, aż do 2004 r., liczba aplikantów adwokackich była bardzo niska, a sam korporacyjny system naboru na aplikację był przedmiotem kilku krytycznych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Mimo to samorząd adwokacki nie był w stanie samodzielnie podjąć działań zmieniających ten stan i dopiero dzięki ustawie z 30 czerwca 2005 r., uchwalonej przez Sejm mimo zdecydowanego oporu samorządów prawniczych, sytuacja uległa zmianie. Nawet wówczas NRA nie złożyła broni i próbowała przywrócić własną, wyłączną kontrolę naboru na aplikację, zaskarżając nową regulację do Trybunału, jednak bezskutecznie (K 6/06). Przypomnieć należy pogląd wyrażony we wcześniejszym orzeczeniu Trybunału (P 21/02), że kwestia naboru do zawodów prawniczych jest rzeczą publiczną. Standard ten dotychczas nie był kwestionowany, lecz prezes NRA nie przyjmuje tego do wiadomości, przy okazji wprowadzając w błąd opinię publiczną, wskazując palcem na nieudolnych urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy zmienili zasady egzaminu „z samorządowego na ministerialny”!
Prezes NRA stwierdziła także: „Przekonanie niektórych polityków o swojej nieomylności i niechęć do wsłuchiwania się w opinie tych, których zmiany bezpośrednio dotyczą, powoduje właśnie takie sytuacje, jak trudne do zaakceptowania wyniki państwowego egzaminu na aplikacje”. Myśl ta została rozwinięta w wypowiedzi zacytowanej przez „Rz” (z 26 września, „Kto odpowiada za trudny test na aplikacje”), gdzie czytamy: „Joanna Agacka-Indecka, prezes NRA, oraz Andrzej Michałowski, wiceprezes, odrzucili wczoraj twierdzenie Zbigniewa Ćwiąkalskiego, jakoby adwokaci mieli istotny wpływ na pytania testowe. Wskazywali, że do powołanego przez ministra sprawiedliwości pięcioosobowego zespołu przygotowującego pytania testowe weszło wprawdzie dwóch adwokatów (oraz trzech przedstawicieli resortu), ale owi adwokaci nie mieli wpływu na ostateczną listę pytań, gdyż o tym decydował przewodniczący (…)”. W imię czego przedstawiciele najwyższych władz samorządu adwokackiego powiedzieli nieprawdę, usiłując zdyskredytować nie tylko „trzech przedstawicieli resortu”, ale i członków adwokatury delegowanych przez NRA do prac nad testem egzaminacyjnym. Czy to jest jakaś gra wewnątrz samorządu, czy też chodzi o źle rozumianą ochronę interesów korporacyjnych i próbę pokazania siebie jako obrońcy samorządności?
Nie wiem, czy dowiemy się kiedyś, dlaczego przewodniczącemu zespołu układającego pytania testowe, sędziemu Sądu Najwyższego Jarosławowi Matrasowi, zarzucono, że pozbawił adwokatów delegowanych przez NRA do prac nad testem wpływu na „ostateczną listę pytań”. Zarzut ten jest nieprawdziwy. Należy oczekiwać, że jego autorzy publicznie przeproszą sędziego Matrasa, a NRA zajmie w tej sprawie jednoznaczne i stanowcze stanowisko, potępiające ten wybryk. Osobiście uważam, że ów zarzut jest także przejawem lekceważenia wszystkich członków zespołu układającego test, bowiem osoby te z najwyższą starannością wykonały swoje zadanie, poświęcając na to wiele czasu i energii, mając równy wkład w wykonanej pracy, która miała w pełni zespołowy charakter. Przypomnieć należy, że adwokat wybrany do władz samorządowych obowiązany jest do pełnienia swej funkcji z najwyższą starannością.
Odnosząc się do sformułowanego w oświadczeniu zarzutu, że „test ułożony przez Ministerstwo Sprawiedliwości jest bardzo trudny, nadmiernie szczegółowy i wymagający zbyt obszernej wiedzy”, uważam, że teza ta jest fałszywa i stanowi daleko idące uproszczenie. Test został przygotowany zgodnie z przepisami prawa przez osoby o najwyższych kwalifikacjach merytorycznych. Zarzut jego nadmiernej trudności sformułowany został zresztą, zanim ktokolwiek z jego recenzentów mógł się z nim zapoznać. Proponuję więc, aby w pierwszej kolejności test poddać rzeczowej analizie i dopiero wówczas ocenić jego prawidłowość konstrukcyjną i trudność. Ta ostatnia kwestia ma fundamentalne znaczenie. Rodzi się bowiem pytanie, czemu egzamin ma służyć? Idąc tokiem rozumowania prezes NRA, która „z najwyższym niepokojem przyjęła wstępne informacje o wynikach „ministerialnego” egzaminu”, gdyż liczba kandydatów, którzy go nie zdali, sięga 85 procent, można byłoby postawić tezę, że ów niepokój malałby, gdyby liczba osób, które zdały egzamin, była znacznie wyższa. Szkoda, że autor oświadczenia nie poszedł dalej i nie wskazał zadowalającego poziomu efektywności egzaminu konkursowego, to znaczy takiego, który nie rodziłby niepokoju prezesa NRA. W świetle powyższego stwierdzić stanowczo należy, że w interesie obywateli leży, aby kandydaci do wykonywania zawodów zaufania publicznego byli przygotowani najlepiej jak to możliwe, gdyż szkody, jakie niekompetentny prawnik może wyrządzić w toku swojej pracy zawodowej, z reguły są bardzo dotkliwe.
Podzielić należy pogląd wyrażony przez Trybunał, że weryfikacja przygotowania do zawodu, jak i nabór do niego nie mogą być pozostawione nieograniczonej swobodzie gry rynkowej, bez jakichkolwiek regulacji i wymogów profesjonalnych i etycznych; określenie wymogów należy do ustawodawcy, który ponosi społeczną i polityczną odpowiedzialność za dokonany wybór.
Niestety, kwestionowanie poziomu trudności testu jako „bardzo trudnego, nadmiernie szczegółowego i wymagającego zbyt obszernej wiedzy” odbywa się w oderwaniu od wskazania, jaki standard tu obowiązuje i na czym polegało jego naruszenie. Należy mieć nadzieję, że nie jest to standard ustalany dynamicznie w zależności od zapotrzebowania politycznego bądź będącego elementem jakichkolwiek rozgrywek wewnątrz samorządu lub między samorządami zawodowymi. Ta obawa nie jest bezpodstawna, gdyż jak wynika z oświadczenia byłego ministra sprawiedliwości: „Minister sprawiedliwości ma wpływ na to, jaki charakter mają pytania przygotowane przez powołane przez ministerstwo komisje”, a „sam egzamin układany jest pod nadzorem ministra, to on nadaje wytyczne, wskazuje zagadnienia i stopień ich trudności”.
Wskazane wyżej wypowiedzi nie są pierwszymi głosami krytyki dobiegającymi ze strony prezes NRA w odniesieniu do działań podejmowanych przez MS. Wbrew temu co prezes NRA uważa, nie ma wśród urzędników MS zakorzenionego przekonania o własnej nieomylności. Wręcz przeciwnie. Można się mylić i to się oczywiście zdarza, ale demagogia, którą posługuje się prezes NRA, próbując wytykać domniemane błędy, jest nie do przyjęcia. Tym bardziej nie można zaakceptować tego, co jest zwykłą insynuacją. Od najwyższego przedstawiciela władz samorządowych adwokatury należy oczekiwać głosu w merytorycznej debacie na każdy temat, nie zaś rozdawania razów na oślep, byle tylko poniżyć „przeciwnika”.
Polska należy do krajów o najniższym współczynniku liczby osób świadczących pomoc prawną w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców w Europie, a usługi te – z uwagi na ich wysoką cenę – są niedostępne dla dużej części społeczeństwa. Deficyt wykwalifikowanych prawników jest jedną z przeszkód w dostępie obywateli do pomocy prawnej. Dlatego jednym z istotnych zamierzeń ministra sprawiedliwości jest wprowadzenie do systemu prawa całkowicie nowej drogi dostępu do zawodów prawniczych. Należy mieć nadzieję, że proponowana regulacja spotka się z aprobatą samorządu adwokackiego, co powinno być oczywiste, jeśli to środowisko zaakceptuje tezę, że należyte przygotowanie do wykonywania zawodu adwokata może, ale nie musi, prowadzić poprzez aplikacje korporacyjne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA