Świat

Jałowa polityka uśmiechów

Podczas uroczystości fetującej Angelę Merkel we Wrocławiu wielkim nieobecnym był premier Donald Tusk. Na zdjęciu pani kanclerz z byłym rektorem Politechniki Wrocławskiej prof. Tadeuszem Lutym
AFP, Piotr Hawałej Pio Piotr Hawałej
Niemcy chętnie wykonują w kierunku Polski miłe dyplomatyczne gesty. Nie zamierzają jednak konsultować z Warszawą strategii unijnej – pisze publicysta „Rzeczpospolitej” Piotr Semka
Miła uroczystość wręczenia Angeli Merkel w zeszłą środę doktoratu honoris causa Politechniki Wrocławskiej nadawała się świetnie do krótkich migawek w telewizyjnych dziennikach. Przemówienie pani kanclerz pełne było znanych już uprzejmości. Nowym akcentem było subtelne przypomnienie, że Europa zdała egzamin z kryzysu kaukaskiego, bo potrafiła mówić jednym głosem – ma być zachętą do jak najszybszego podpisania traktatu z Lizbony. Szybko wyrażono obopólną radość ze współpracy naukowej, bo pani kanclerz musiała się spieszyć na samolot.
Wielkim nieobecnym w telewizyjnych migawkach był Donald Tusk. Reporterzy z prostodusznym zdumieniem pytali, czemu nasz premier nie pojawił się na uroczystości. Jedni cytowali Władysława Bartoszewskiego, który ręczył, że to prace nad budżetem przykuły rząd do krzeseł. Inni twierdzili, że stosunki polsko-niemieckie są już tak dobre, iż nieobecność szefa rządu nikogo nie powinna dziwić. Mało kto zauważył, że to była powtórka z czerwca tego roku, gdy Angela Merkel wpadła na pięć godzin do Gdańska, aby zwiedzić Dwór Artusa, krótko porozmawiać z Donaldem Tuskiem, dać się oprowadzić po gdańskiej Starówce i już pędziła na wiedeński mecz Niemcy – Austria. Czy to możliwe, że tym razem Tusk nie miał ochoty na kolejny dyplomatyczny „event” pokazujący dobre intencje Berlina wobec Polski? Nawet najbardziej czarujące wizyty nie zastąpią rozmów o polityce. O strategii Unii wobec Rosji, o tym, jak pomóc Ukrainie i Gruzji na ich drodze do Europy. Nic nie wskazuje na to, by kanclerz Merkel miała ochotę o tym dyskutować z premierem Tuskiem. Następna wizyta kanclerz Niemiec w Polsce planowana jest na grudzień, z okazji 25. rocznicy Nagrody Nobla dla Lecha Wałęsy. Czy wtedy pani kanclerz także poprzestanie na udziale w sympatycznych oficjalnych uroczystościach? Niemal rok temu wraz z objęciem władzy przez Donalda Tuska część mediów ogłosiła koniec kryzysu w relacjach polsko-niemieckich. Mało kto jednak zauważył, że wraz ze zniknięciem napiętej atmosfery z lat 2005 – 2007 osłabła też dyskusja o wzajemnych stosunkach. Wraz z objęciem władzy przez Tuska ogłoszono koniec kryzysu w relacjach polsko-niemieckich. Tyle że równocześnie osłabła dyskusja o wzajemnych stosunkach Strona niemiecka przyjęła z uznaniem ustępstwa rządu Tuska: życzliwą neutralność w sprawie centrum wypędzeń i rezygnację z postulatu traktatowego zamknięcia roszczeń majątkowych obywateli niemieckich wobec Polski. Po czym powrócili do polityki miłych gestów, nie zamierzając jednak konsultować strategii unijnej z Warszawą. Platformie wybacza się dziś polityczne błędy, bo – jak głoszą liczni publicyści – wszystko jest lepsze od widma IV Rzeczypospolitej. Ten sam mechanizm działa na korzyść Berlina. Tak bardzo zdemonizowano różnice zdań Polski i Niemiec z czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego, że dziś nawet największe spłycenie relacji Berlin – Warszawa chwali się jako postęp w stosunku do lat 2005 – 2007. Oczywiście można cieszyć się każdą nową umową naukową i każdym miłym słowem niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. Ale to powrót do polityki z lat 90., gdy marzyliśmy dopiero o wejściu do Europy. Rząd Tuska, który zaakceptował powrót do protekcjonalnego poklepywania nas po plecach przez Niemców, płaci cenę za taki rozwój wzajemnych relacji. Polityka uśmiechów jest miła, ale jałowa. Czy premier chciał, aby jego nieobecność we Wrocławiu była gestem przeciw takiemu spłyceniu relacji? Jak znam życie, usłyszymy gorące zaprzeczenia z obu stron. Warto przy tej okazji zauważyć, że większość polskich mediów z delikatną przyganą komentowała nieobecność polskiego premiera na wrocławskiej uroczystości. Przeciwnicy PiS lansowali do niedawna dogmat, że jeśli pojawia się jakiś zgrzyt w relacjach polsko-niemieckich, to winna musi być Warszawa. Dziś działa on na niekorzyść Donalda Tuska.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL