Finanse

Polmozbyt Kraków, czyli krótka historia klęski Skarbu Państwa

Budynek biurowy i działka w al. Pokoju w Krakowie to dziś najcenniejsze aktywa spółki
Rzeczpospolita, Pio Piotr Guzik
Jak nieźle prosperującą państwową firmę w ciągu dziesięciu lat przekształcić w prywatne podupadłe przedsiębiorstwo i to ze szkodą dla Skarbu Państwa? Historia Polmozbytu Kraków pokazuje wszystkie wady niegdysiejszego programu NFI i obnaża słabości państwowego nadzoru
Do Polmozbytu jak ulał pasuje określenie „spółka po przejściach”. Jeszcze osiem lat temu jego majątek był wart 68 mln zł, a kapitały własne – 24,5 mln zł. Dziś aktywa stopniały do 18,6 mln zł, a kapitał do minus 9 mln. Sprzedaż systematycznie spadała. Z ok. 120 mln zł w 1999 r. po siedmiu latach zrobiło się 13 mln zł (późniejsze dane nie były ujawniane). Dno finansowe spółka osiągnęła w 2002 r., kiedy jej strata netto przekroczyła 22 mln zł.
Mimo bujnej przeszłości związanej z udziałem w wielkiej aferze gospodarczej krakowski Polmozbyt nie utracił wszystkich dawnych powabów. Najcenniejszym pozostaje wciąż 6 hektarów gruntu w atrakcyjnym miejscu w centrum Krakowa przy alei Pokoju. Ich rynkowa wartość to dziś ok. 100 mln zł. I o ten głównie kąsek toczy się wieloletnia gra – także sądowa – między dwiema zwalczającymi się frakcjami udziałowców. Gra chwilami pasjonująca jak w porządnym westernie, choć w odróżnieniu od klasyki gatunku nie ma w niej jednoznacznie czarnych ani białych charakterów. Brakuje też zwycięzców, za to jest ofiara: Skarb Państwa. To właśnie on, mimo posiadania kontrolnego pakietu akcji dopuścił do drastycznego spadku wartości firmy i posiadanych w niej udziałów, choć zdrowy rozsądek podpowiada, że powinno być odwrotnie.
Styczeń 2008 r. Do redakcji „Rz” trafia list Żanety Szabłowskiej-Nici, prezesa firmy RGR Investment, dziś mniejszościowego (33 proc.), a do niedawna głównego akcjonariusza Polmozbytu Kraków. Przedstawia nieprawidłowości związane z prywatyzacją spółki i stawia m.in. tezę, że urzędnicy Ministerstwa Skarbu mogą działać w interesie innego akcjonariusza – Polmozbytu Toruń, który dąży do zwiększenia udziałów w krakowskiej firmie. Identyczne pismo wpływa do ministerstwa. Dyrektor Departamentu Kontroli i Audytu MSP Irmina Jabłońska kwituje zarzuty stwierdzeniem, że „nie znalazły odzwierciedlenia w zgromadzonym materiale” i radzi Szabłowskiej-Nici, by przekazała sprawę prokuraturze. Jej mąż Grzegorz Nicia, też zasiadający we władzach Polmozbytu Kraków, zawiadamia z kolei prokuraturę o możliwości narażenia Skarbu Państwa na znaczną szkodę majątkową przez inną urzędniczkę MSP – Izabelę Felczak, reprezentującą dotąd skarb na walnych zgromadzeniach spółki. List zawierający prezentowaną przez Niciów wersję zdarzeń w Polmozbycie dociera nieoficjalną drogą bezpośrednio na biurko ministra skarbu Aleksandra Grada, by utknąć tam na parę kolejnych miesięcy. Tymczasem losy niewielkiej firmy z programu NFI toczą się standardowym torem: Skarb Państwa, którego udział w spółce spadł w ostatnim czasie do 10 proc., w ramach porządkowania resztówkowych aktywów chce sprzedać ten pakiet toruńskiemu inwestorowi, który wystąpił o zakup akcji poza przetargiem. W lipcu następuje jednak zaskakujący zwrot akcji: minister Grad wstrzymuje cały proces, postanawiając ogłosić kolejny przetarg, ale dopiero po rozstrzygnięciu sporu między pozostałymi akcjonariuszami w sądzie. Co zaniepokoiło ministra na tyle, że podjął bezprecedensową decyzję odstąpienia od parafowanej już wstępnej umowy sprzedaży, na którą zgodę wydał już w kwietniu rząd? Przygoda z prywatyzacją Polmozbytu zaczyna się wraz z programem NFI. Narodowy Fundusz Magna Polonia w 1995 r. dostaje od państwa 33 proc. akcji tej spółki. Pozostałe narodowe fundusze mają w sumie 27,14 proc., 25 proc. zatrzymuje Skarb Państwa, a 15-proc. pakiet przypada pracownikom. Dwa lata później dochodzi do pierwszego podniesienia kapitału spółki. Obejmuje je NFI Magna Polonia, szukając jednocześnie inwestora branżowego, który pomógłby w rozwoju Polmozbytu. Ofertę przyjmuje firma Daewoo Motor Polska z Lublina, która po kolejnej emisji (przeprowadzonej rok później) ma 18 proc. akcji. Udział Magna Polonia wzrasta po tej operacji do około 40 proc. Skarbowi Państwa pozostaje 15 proc. akcji. Niestety, Daewoo bankrutuje. Kończy się też era motoryzacyjnej prosperity, w 1999 roku obroty firmy osiągają rekordowe 120 mln zł. Potem będzie już tylko gorzej. Jesienią 2000 r. Magna Polonia wkłada aportem posiadane akcje Polmozbytu do kontrolowanego przez siebie Towarzystwa Inwestycyjnego Safri. Wkrótce (za 16 mln zł) Towarzystwo trafia w ręce Safri.pl, spółki utworzonej przez grupę menedżerów z zarządu TI Safri, zasiadających też we władzach innych firm, m.in. Krakowskich Zakładów Mięsnych. W tym samym czasie spółką interesuje się wymarzony zdawałoby się kandydat – Vital Auto, firma prowadząca sprzedaż Fiata w Małopolsce, własność byłego rajdowca Witolda Szybowskiego. Dla niego 40 proc. udziałów należących do menedżerów to za mało. Vital chce stać się akcjonariuszem większościowym. W marcu 2001 r. Safri odkupuje kolejne 18 proc. akcji od syndyka Daewoo i już kilka miesięcy później odsprzedaje cały posiadany pakiet za 12 mln zł innej firmie Szybowskiego, który zaciąga na ten cel kredyt w Banku Przemysłowym. Nadzieje, że po ustabilizowaniu sytuacji właścicielskiej krakowską spółkę czekają świetlane czasy, szybko okazują się jednak płonne. Firma wpada w potężne tarapaty finansowe. Szybowski zaciąga kolejny kredyt w wysokości 12 mln zł, który poręcza Polmozbyt Kraków. Wkrótce transakcje zawierane między NFI Magna Polonia, spółkami z grupy Safri i Polmozbytem trafiają pod lupę prokuratury i służb skarbowych tropiących domniemaną aferę gospodarczą w Krakowskich Zakładach Mięsnych. W zarządach wszystkich wymienionych firm przewijają się nazwiska tych samych osób. Prokuratorzy, idąc tym tropem, traktują ich jako zorganizowaną grupę przestępczą, łącząc wszystkie działania związane z Polmozbytem w jedną sprawę karną. Są też przekonani, że kolejny kredyt zaciągnięty przez Witolda Szybowskiego, a poręczony przez spółkę, służył w rzeczywistości spłacie poprzedniego, za który Vital Auto – firma Szybowskiego – kupiła udziały w Polmozbycie. Oskarżeni menedżerowie – w uproszczeniu nazwijmy ich grupą Szybowskiego – bronią się przed zarzutami, twierdząc, że w przejmowanych firmach stosowali management buy out, czyli wykup menedżerski. – Prokuratura dopatrywała się łamania przepisów i wyprowadzania pieniędzy tam, gdzie mieliśmy do czynienia z czystą formą wykupu menedżerskiego i nowatorskim sposobem zarządzania – mówi „Rz” Lech Jeziorny, jeden z aresztowanych w 2003 r. krakowskich przedsiębiorców, związany z Zakładami Mięsnymi, który do kwietnia 2002 r. zasiadał w radzie nadzorczej Polmozbytu. – Kwestionowanie wykupów menedżerskich jest wymierzone przeciw wolności gospodarczej. Świadczy o niezrozumieniu mechanizmów nowoczesnej gospodarki i mentalnym przywiązaniu do wzorców i pojęć z minionej epoki – dodaje. Obrońcą oskarżonych przez rok był też obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Zdaniem prokuratury w Polmozbycie i pozostałych firmach nie ma mowy o wykupie menedżerskim, tylko o zwyczajnym przekręcie gospodarczym i praniu brudnych pieniędzy. Menedżerowie nie ryzykowali majątkiem własnym, tylko przejmowanych spółek. Służył on jako zabezpieczenie przy zaciąganiu kredytów na zakup akcji i udziałów. – Prywatyzacja za pieniądze prywatyzowanych spółek to zwyczajne przestępstwo – mówi Andrzej Kwaśniewski, oskarżyciel w sprawie Polmozbytu. – Sześć osób, w tym te ze ścisłego kierownictwa spółki, zostało już skazanych. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci traciLata 2001 – 2003 można nazwać tragicznymi dla Polmozbytu. Obroty spadły z 81 do 21 mln. Jednocześnie przez trzy lata firma poniosła straty około 32 mln zł. Najgorsze zaczęło się w lutym 2003 r. – lawinę uruchamia kontrola skarbowa. Wówczas na kilka miesięcy na pierwszy plan wysuwa się postać urzędnika, której w takim dramacie powinna przypaść rola drugoplanowa. To Jerzy Jakielarz, naczelnik Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście. Zdaniem prokuratury w krakowskim Polmozbycie nie było mowy o żadnym wykupie menedżerskim, były jedynie zwyczajny przekręt gospodarczyi pranie brudnych pieniędzy Osobiście nadzoruje kontrolę w Polmozbycie Kraków, a po aresztowaniu „grupy menedżerskiej” przejmuje faktyczną władzę w spółce jako przewodniczący jej rady nadzorczej z ramienia państwa. Później, w sądzie, będzie zeznawał, jak doszło do tego niestandardowego splotu kompetencji: – W sobotnie popołudnie jechałem na działkę, gdy zadzwoniła do mnie jedna z dyrektorek z Ministerstwa Skarbu i zaproponowała, bym został przewodniczącym rady Polmozbytu. Nie taił, że nie miał w tym względzie żadnych doświadczeń. Wydarzenia nabierają tempa. Prokuratura zajmuje ok. 10 proc. akcji należących do córki Witolda Szybowskiego jako pokrycie roszczeń państwa wobec spółki. Na wniosek głównej księgowej Polmozbytu Kraków zbiera się nadzwyczajne zgromadzeniu akcjonariuszy (z Jerzym Jakielarzem jako szefem rady, a księgową w roli prezesa), by wyłonić nowe władze firmy. W tym momencie do akcji wkracza Grzegorz Nicia. Ten prawnik, prezes firmy RGR Investment, powstałej z dwóch spółek Szybowskiego, Vital Auto i Lativ, jest pełnomocnikiem dwóch głównych akcjonariuszy z „grupy menedżerskiej” dysponujących wówczas 44 proc. akcji i takim samym pakietem głosów. Wspólnie z dwoma innymi akcjonariuszami chce udaremnić przekazanie władzy Jakielarzowi. Starcie przegrywa, nie zostaje wpuszczony na walne. Po kilku tygodniach sam na dziewięć miesięcy trafia do aresztu. Przez ponad rok Polmozbytem kieruje „grupa Jakielarza”. Jej panowanie nie było tak złe dla spółki. Wprawdzie wyniki są słabe, a obroty spadają, ale nie tak szybko jak za poprzedników. Na przełomie 2004 i 2005 r. w spółce pojawia się nowy akcjonariusz – Paweł Czeredys, który osobiście lub za pośrednictwem swoich spółek, skupuje ok. 18 proc. akcji firmy. Rok później w jego ręce trafia kolejne 18 proc., w tym pakiet zabezpieczony przez urząd skarbowy (10 proc.). Pod koniec 2006 r. kontroluje już ok. 36 proc. akcji. 44 proc., zabezpieczone przez prokuratora jest własnością grupy Szybowskiego, kilka procent należy do pozostałych akcjonariuszy. Podczas całego zamieszania aktywność Skarbu Państwa, który ma nadal ok. 15,6 proc. udziałów w Polmozbycie Kraków, sprowadza się jedynie do wyrażania zgody na sprzedaż należących do firmy nieruchomości, m.in. w Nowym Sączu, Rabce, Myślenicach, Gorlicach. Do lata 2007 r. pozostaje biernym obserwatorem, nie wykonując żadnego ruchu, który rozstrzygnąłby sytuację na rzecz któregoś z dwóch największych akcjonariuszy (grupy Czeredysa i pozbawionej możliwości działania na skutek postępowań prokuratorskich grupy Szybowskiego). W maju i sierpniu 2006 r. ministerstwo (spółki z programu NFI nadzoruje wówczas wiceminister Paweł Szałamacha) dwukrotnie nie zgadza się na podwyższenie kapitału w Polmozbycie, którego skutkiem mogłoby być uzyskanie przewagi przez jedną z grup. Co prawda skarb chciał przez moment wzmocnić swoją pozycję w spółce: bada w sądzie możliwość głosowania na walnym z zabezpieczonych akcji Szybowskiego. Okazuje się jednak, że nie przysługuje mu takie prawo. Do gwałtownego zwrotu w dotychczasowej linii działania państwowego właściciela dochodzi 25 lipca 2007 r. Minister skarbu wystawia na sprzedaż 211 tys. (15,6 proc.) akcji spółki. Cena wywoławcza jednej – 2,15 zł. Wpłynęły trzy oferty: Polmozbytu Toruń (firmy Pawła Czeredysa) po 5,16 zł za akcję, indywidualnego inwestora (osoby fizycznej) po 6,15 zł i przewodniczącego rady nadzorczej Polmozbytu – po 2,15 zł za akcję. Niespełna dwa tygodnie później resort skarbu zwołuje nadzwyczajne zgromadzenie akcjonariuszy Polmozbytu. Jego celem jest uchwalenie emisji 830 tys. akcji sprzedawanych po 2 zł. Co zaniepokoiło ministra Grada, że podjął bezprecedensową decyzję odstąpienia od parafowanej już umowy sprzedania akcji Skarbu Państwa? Ostatecznie jednak walne, na wniosek pełnomocnika Skarbu Państwa, urzędniczki MSP Izabeli Felczak, głosami skarbu i Pawła Czeredysa, uchwala emisję 415 tys. akcji po 4 zł, przeznaczonej tylko dla powiązanego z Czeredysem Polmozbytu Toruń. W efekcie uzyskuje pełną kontrolę nad spółką (50,76 proc.), w dodatku za niższą cenę niż oferował w przetargu za jej akcje (przypomnijmy: 5,16 zł). Po tej emisji znaczenie skarbu w spółce znów się zmniejszyło. Jego udział spadł do 11,98 proc. – Za podniesieniem kapitału przemawiała sytuacja finansowa spółki, której kapitały były wówczas ujemne – tłumaczy Urszula Pałaszek, dyrektor Departamentu Instytucji Finansowych MSP, która od kilku lat prowadzi sprawę Polmozbytu. – Przed takim krokiem powstrzymywał nas brak wiarygodności osoby reprezentującej Polmozbyt Toruń. Chodziło o Pawła Czeredysa, który tłumaczy: – Ministerstwo prawdopodobnie podejrzewało, że jestem powiązany z osobami stojącymi za RGR Investment, co oczywiście przy dzisiejszych sporach z tą spółką okazało się zupełnie bezpodstawne. Skąd różnica prawie 2 zł między proponowaną ceną emisyjną a tą, którą ostatecznie zapłacił Polmozbyt Toruń? Urszula Pałaszek: – Cena emisyjna 2 zł odpowiadała naszym szacunkom dotyczącym rynkowej wyceny spółki, jej wartość księgowa była wówczas ujemna. Nasze wyliczenia na użytek przetargu zakładały, że gdyby sąd wydał korzystny wyrok dla spółki i wróciłoby do niej 17 mln zł gwarantowanego kredytu dla RGR, wartość firmy zbliżyłaby się do zera. Natomiast ostateczna cena 4 zł gwarantowała Skarbowi Państwa udział prawie 12 proc., dający takie uprawnienia jak pakiet 15,6 proc. sprzed podniesienia kapitału. Pozbawienie pozostałych akcjonariuszy prawa poboru urzędniczka MSP tłumaczy tym, że żaden z nich nie zgłaszał chęci inwestowania w spółkę. W październiku, w przededniu wyborów, gdy ministerialnych urzędników zaprzątały już zupełnie inne sprawy, lipcowy przetarg na sprzedaż „skarbowego” pakietu akcji Polmozbytu Kraków zostaje unieważniony. – W międzyczasie poza przetargiem wpłynęła jeszcze jedna oferta z ceną 6,78 zł za akcję – mówi Urszula Pałaszek. – Zdecydowaliśmy, rozpisać jeszcze jeden przetarg, z ceną wywoławczą równą ostatniej oferowanej. Stało się to w grudniu. Nikt się jednak nie zgłosił, więc zamierzamy skorzystać z oferty złożonej wcześniej. Ofertę złożył Polmozbyt Toruń. W efekcie decyzji Ministerstwa Skarbu z lipca – października 2007 r. grupa Szybowskiego została zepchnięta całkowicie do defensywy, a przewagę zyskała grupa Czeredysa. Urzędnicy MSP nie widzą jednak w tej sekwencji zdarzeń niczego zaskakującego. – Spółka zyskała inwestora strategicznego, który już był jej akcjonariuszem. Nie mieliśmy do niego zastrzeżeń. Polmozbyt Toruń się rozwija, prowadzi branżową działalność, może zapewnić krakowskiemu Polmozbytowi nową markę – mówi Urszula Pałaszek. Podobnie wypowiada się Paweł Czeredys: – Trwają zaawansowane rozmowy z kilkoma uznanymi producentami w sprawie sprzedawania ich samochodów. W ciągu kilku miesięcy możemy podpisać umowę z wytwórcą koreańskim. O tym, że firma systematycznie powiększa udział w rynku motoryzacyjnym w Małopolsce zapewnia też Dariusz Górski, obecny prezes zarządu firmy. Paweł Czeredys jednoznacznie ocenia też rolę RGR Investment w historii spółki: – Mechanizmy przejęcia spółki zostały zakwalifikowane przez organa ścigania jako przestępstwa w wielomilionowym wymiarze. Obecne ruchy oskarżonych, ukrytych za spółką RGR Investment, są, najogólniej mówiąc, kontynuacją działań opisanych w akcie oskarżenia i mają na celu ponowne przejęcie kontroli nad Polmozbytem Kraków. Zważywszy na wcześniejsze „dokonania” – kryminalne wyprowadzanie olbrzymich środków finansowych ze spółki i doprowadzenia jej na krawędź upadłości – taka postawa musi spotkać się ze zdecydowanym sprzeciwem obecnych władz Polmozbytu. Tyle tylko że w lutym 2008 r., po pięciu latach, krakowski Sąd Gospodarczy uznał za bezprawne nadzwyczajne walne spółki, które oddało kontrolę nad firmą grupie Jakielarza, nie wpuszczając na obrady przedstawiciela RGR. Wyrok ten potwierdził 1 lipca Sąd Apelacyjny w Krakowie. Wszystkie decyzje podjęte przez akcjonariuszy po 30 czerwca 2003 r. mogą więc okazać się nieważne. Minister skarbu państwa, widząc co się święci, wstrzymał w ostatniej chwili sprzedaż resztówki krakowskiej spółki na rzecz Polmozbytu Toruń. Urzędnicy MSP są oskarżani o to, że działając w interesie Polmozbytu Toruń, narazili Skarb Państwa na znaczną szkodę majątkową. Teraz Skarb Państwa ma jeszcze szansę ocalić część majątku, jednak dobrego imienia już na pewno nie. Polmozbyty w czasach PRL były wielkimi stacjami obsługi, w których sprzedawano i serwisowano dobra luksusowe, jakimi były samochody. Stacje dysponowały olbrzymimi terenami w centrach i na obrzeżach miast i dlatego od początku lat 90. kusiły inwestorów. Polmozbyty jako państwowe przedsiębiorstwa stopniowo były prywatyzowane, często zostając punktami dilerskimi poszczególnych marek. Różnie potoczyły się ich biznesowe losy. Np. lubelski Polmozbyt został przejęty przez Mostostal Export, który zainwestował w zakład, podniósł jego kapitał i znacząco zwiększył sprzedaż aut. Polmozbyt Szczecin jest największą firmą motoryzacyjną w regionie, sprzedaje m.in. samochody marki Honda i Peugeot. Jednym z biznesów Marka Czeredysa jest informatyczny Arcus, zajmujący się dystrybucją drukareki kopiarek, systemami zarządzania dokumentem i korespondencją masową. W sierpniu 2007 r. Arcus w ofercie publicznej sprzedał inwestorom giełdowym 2,29 mln nowych akcji, pozyskując ponad 35 mln złotych. Kilka tygodni po debiucie Komisja Nadzoru Finansowego wszczęła postępowanie, by wyjaśnić, czy prospekt emisyjny firmy zawierał nieprawdziwe dane dotyczące kondycji przedsiębiorstwa. Zostało umorzone na początku lipca br. Równocześnie Komisja wysłała w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury. Postępowanie w sprawie trwa. Prospekt emisyjny przygotowywał Dom Maklerski Polonia Net. Współwłaścicielem i członkiem rady nadzorczej brokera był do wiosny 2008 r. Paweł Czeredys, bratanek Marka Czeredysa. Sprawa powiązań biznesowych i personalnych pomiędzy Arcusem a DM Polonią Net była jednym z wątków postępowania prowadzonego przez KNF. W prospekcie nie było żadnej wzmianki na temat tych relacji. Pokrzywdzeni akcjonariusze Arcusa zawiązali przy wsparciu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych porozumienie. Walczą o odszkodowanie. Złożyli zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przez Arcus przestępstwa (z art. 286 par. 1 kodeksu karnego w związku z art. 294 par. 1 kodeksu karnego) polegającego na zamieszczeniu nieprawdziwych i niepełnych danych w prospekcie emisyjnym. Doniesienie dotyczy władz spółki, w tym Marka Czeredysa, który stoi na czele rady nadzorczej Arcusa. Inwestorzy liczą, że krąg odpowiedzialnych zostanie poszerzony także o członków zarządu DM Polonia Net oraz Pawła Czeredysa. —Dariusz Wolak, Parkiet
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL