fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warsaw Summer Jazz Days

Gramy lepiej niż 30 lat temu

Rzeczpospolita
Al Di Meola, gitarzysta grupy Return To Forever
Rz: Kto zdecydował o reaktywacji zespołu Return To Forever?
Al Di Meola: – To był mój pomysł. Na początku ubiegłego rok zaczęliśmy konkretniej o tym rozmawiać, ale nie było łatwo. Każdy z nas ma własne zespoły, zobowiązania koncertowe i plany nagraniowe. Koordynacją części organizacyjnej i technicznej zajął się mój agent w Niemczech. Znalazł sponsora w Rosji, który zainwestował w całe światowe tournée. Będzie ono trwało sześć miesięcy.
Jaki jest powód spotkania po 30 latach?
Chcieliśmy sprawdzić, jak dziś zabrzmi ta muzyka. Czy będziemy odczuwać podobną radość jak wtedy, gdy powstawała.
Przygotowaliście nowe kompozycje?
Nie, wykonujemy tylko stare utwory. Jest ich tak dużo, że możemy różnicować repertuar koncertów.
Spotykaliście się w różnych formacjach, ale nigdy wszyscy razem.
Chick Corea grał na mojej ostatniej płycie „Consequence of Chaos”. To był ważny moment na drodze do ponownego sformowania zespołu Return To Forever. Doskonale się rozumieliśmy, efekt artystyczny był znakomity i doszliśmy do wniosku, że trzeba spotkać się znowu.
Właśnie ukazał się podwójny album RTF „The Anthology”. Znalazło się na nim dwadzieścia kompozycji. Które lubi pan najbardziej?
Te, które rozwijają się na koncertach w nieoczekiwanym kierunku, np. „Duel of the Jester & the Tyrant”, „Song of the Pharaoh Kings”, „Captain Senor Mouse”, „Beyond the Seventh Galaxy”.
Już od dwóch tygodni jesteście w trasie koncertowej. Jakie są wasze pierwsze wrażenia i reakcje publiczności?
Wspaniałe, dawno tak dobrze nie czułem się na scenie. Znakomite były koncerty w Los Angeles i w Phoenix.
Jak z perspektywy czasu ocenia pan muzykę RTF?
Mieliśmy ekscytujące, dobrze napisane tematy. Autorem większości był Chick. Pozwalały pokazać nasze możliwości na scenie, rozwijały się razem z nami. Stanowiły doskonałe ramy dla improwizacji. Nawet odchodząc daleko od tematu, mogliśmy do niego wrócić jak do własnego domu.
Czy teraz próbujecie odtworzyć tamto brzmienie, wykorzystując stare instrumenty?
Mamy te same instrumenty, najwyżej kilka nowych, ale brzmienie jest lepsze, więcej w nim przestrzeni. Myślę, że po prostu gramy lepiej niż 30 lat temu.
Wasza muzyka na płytach wydaje się doskonale zaaranżowana. Jak dalece wersje płytowe różnią się od wykonywanych na koncertach?
Gramy dużo więcej rozbudowanych solówek. Każdy ma dłuższe popisy.
Na tej trasie są do kupienia specjalne bilety VIP, które umożliwiają spotkanie z wami. Co mówią fani?
Słyszymy podziękowania, a najczęściej zadawane pytanie brzmi: kiedy nagramy nową płytę.
Są takie plany?
Tak, z tej trasy koncertowej mają ukazać się płyty CD i DVD.
Na czym polegał fenomen popularności RTF w latach 70.?
Od innych zespołów jazzowych różniliśmy się tym, że nie graliśmy jazzu. Było to połączenie rocka i jazzu określane jako fusion. Improwizacje jazzowe, ale brzmienie rockowe. Natomiast struktura utworów wywodziła się z muzyki klasycznej. Wtedy było to nowe i atrakcyjne dla nas i słuchaczy.
Czy rywalizowaliście o fanów z innymi zespołami fusion, jak Weather Report, The Mahavishnu Orchestra i Head Hunters?
Nie było rywalizacji. Graliśmy inną muzykę, choć należeliśmy do tego samego nurtu.
Mógłby pan powiedzieć, na czym polegały różnice?
RTF opierało się przede wszystkim na melodyjnych kompozycjach. Weather Report miał tylko szkielet utworu, reszta to były improwizacje. Natomiast The Mahavishnu Orchestra w ogóle nie miała wcześniej napisanych kompozycji; powstawały w trakcie improwizacji zespołu.
Gdzie tkwiły źródła waszej muzyki?
Z pewnością w muzyce Milesa Davisa, z którym Chick występował i nagrywał pod koniec lat 60. płyty „In a Silent Way” i „Bitches Brew”. Wtedy w jazzie pojawiła się elektryczna, rockowa gitara. Gdyby Weather Report miał gitarzystę, grałby inną muzykę. Charakter brzmienia tego instrumentu ma to do siebie, że dominuje nad innymi.
Udział w zespole RTF był dla pana pierwszym poważnym angażem?
Tak, studiowałem jeszcze na uniwersytecie. Nie wiem, skąd Chick dowiedział się o mnie, ale kiedy zadzwonił, byłem szczęśliwy. Takich propozycji się nie odrzuca.
Jak ta współpraca wpłynęła na pana dalszą karierę?
Była jak trampolina. Chick nauczył mnie komponowania. Pierwsze moje płyty powstawały pod jego wpływem.
Jakie ma pan plany po zakończeniu tournée z RTF?
Wracam do swojego kwartetu New World Sinfonia. We wrześniu wyruszamy w trasę i przyjedziemy również do Polski. Bardzo się z tego cieszę, bo macie wspaniałą publiczność.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA