fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Tęczowa flaga nad Berlinem

Klub Eldorado, początek lat 30. Która z pań to pani?
Rzeczpospolita
Na początku byli Marx i Engels. Oni pierwsi dostrzegli potencjał tkwiący w ruchu gejowskim. Nie spodziewali się jednak, że kultura homoseksualna ogarnie przedwojenne Niemcy skuteczniej niż jakakolwiek komunistyczna rewolta
Zdjęcie przedstawia wnętrze przedwojennego niemieckiego klubu. Po lewej stronie, przy stoliku siedzą trzy kobiety i mężczyzna. Obok nich w pełnej czułości pozie tańczy para kobiet. Po prawej, zza barykady bębnów wystaje tułów perkusisty. Zdjęcie jest typowe, pozowane. Jeżeli na pierwszy rzut oka coś w przykuwa w nim uwagę to specyficzna uroda kobiet – krzepko zbudowanych, o mocarnych rękach i grubych pęcinach.
Można to oczywiście skwitować wzruszeniem ramion i niepochlebną uwagą na temat fizycznej subtelności Niemek, w tym przypadku jednak uleglibyśmy oszukańczej sile stereotypów. Na zdjęciu bowiem jest tylko jedna kobieta.Fotografię zrobiono w berlińskim klubie Eldorado. Lokal przeznaczony był przede wszystkim dla homoseksualistów, ale cieszył się dużym powodzeniem w światku artystycznym, przyciągał też zblazowanych mieszczan, dla których był jednym z żelaznych punktów na clubbingowej mapie niemieckiej stolicy.
Chociaż Eldorado było najsłynniejsze, przedwojenny Berlin oferował homoseksualistom jeszcze setkę innych miejsc – dancingów, barów i kawiarni. Działało wtedy także przynajmniej 20 klubów dla lesbijek. Niemiecka stolica w ostatnich latach republiki weimarskiej stała się międzynarodowym centrum czegoś, co dziś określa się jako ruch GLBT (gay-lesbian-bisexual-transgendered). Oprócz własnych lokali, stowarzyszeń i domów publicznych, homoseksualiści wydawali pisma (w tym lesbijskie, np. „Freundin”, „Frauenlibe”, „Garconne”), powstało też na ich temat parę filmów (najsłynniejszy „Anders als die Andersen” nakręcony został już w 1919 r.). Do Berlina ściągali homoseksualiści z całej Europy, jak choćby poeta W.H. Auden i jego partner Christopher Isherwood, który bez ogródek wspominał później, źe celem ich wizyty byli chłopcy. W stolicy Niemiec mieścił się najprężniejszy ośrodek Związku Praw Człowieka - organizacji, której głównym zadaniem było zniesienie przepisu kryminalizującego akty homoseksualne. Założony w 1923 r. Związek w czasach największej popularności liczył 48 tys. członków. W Berlinie miał również siedzibę Instytut Wiedzy o Seksualności, który prowadził wśród homoseksualistów rozległe badania. Ich celem było zdobycie dowodów na wrodzoność tej skłonności, co m.in. miało stanowić argument przeciw jej penalizacji.
Ruch gejowski w Niemczech miał wreszcie długą tradycję. W istocie samo pojęcie homoseksualizmu zostało ukute w przez niemieckiego prawnika Karla Heinricha Urlichsa. Użył go po raz pierwszy w liście otwartym do ministra sprawiedliwości Prus z 1869 r., w którym protestował przeciw karaniu homoseksualistów. Urlichs stworzył teorię trzeciej płci, zgodnie z którą geje to kobiety uwięzione w męskim ciele. Dziś potępiona przez aktywistów gejowskich, idea trzeciej płci znalazła wielu wyznawców i odegrała doniosłą rolę w powstaniu ruchu homoseksualistów. Na tej koncepcji opierały swoją działalność Naukowy Komitet Humanitarny i wspomniany Instytut Wiedzy o Seksualności, założony przez ucznia Urlichsa – Magnusa Hirschfelda.
Teoria trzeciej płci stała się przyczyną ostrego podziału wśród homoseksualistów. Działacze skupieni wokół Adolfa Branda i prowadzonego przez niego pisma „Eigene” ostro zwalczali jej zwolenników, zarzucając im zniewieściałość i nazywając ciotami. Sami utworzyli Wspólnotę Wyjątkowych, promującą elitarną wizję homoseksualizmu. Gęsto powołując się na przykłady z historii starożytnej, głosili wyższość związków homoseksualnych jako lepszych, szlachetniejszych i bardziej uduchowionych. Homoseksualiści mieli być solą ziemi, jądrem narodu i jego najwyższą kastą. Brand wzywał do „ożywienia helleńskich ideałów piękna po wiekach chrześcijańskiego barbarzyństwa”. Członkowie Wspólnoty Wyjątkowych do krzewienia swoich koncepcji wykorzystywali organizację skautingową Wandervogel, w których propagowali ideały greckiej pederastii.
Niezależnie od podziałów niemiecki ruch homoseksualny rósł w siłę. Fryderyk Engels w liście do Karola Marksa pisał: „Pederaści policzyli się i uświadomili sobie, źe są potężną siła w naszym państwie. Brakuje im tylko organizacji”.
Wkrótce takie organizacje jednak powstały, a fakt, że stało się to właśnie w Niemczech, nie był przypadkowy. Przez pół wieku poprzedzającego wybuch I wojny światowej było to społeczeństwo przechodzące radykalne zmiany. Dzięki wysiłkom Bismarcka z dziesiątek królestw, księstewek i wolnych miast powstało państwo, które obwieściło światu swoje istnienie błyskawicznie i w upokarzający sposób pokonując Francję. Obsesją tego państwa stała się modernizacja. O ile jeszcze na początku lat 70. XIX w. produkcja stali w Zjednoczonym Królestwie była dwukrotnie większa niż w Niemczech, w 1914 r. Niemcy wytwarzały więcej stali od Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji razem wziętych. Ludzie masowo porzucali dotychczasowy tryb życia – w 1870 r. dwie trzecie Niemców mieszkało na wsi, w przededniu wojny proporcje odwróciły się. Skala urbanizacji zdumiewa – w momencie zjednoczenia państwa tylko osiem niemieckich miast liczyło ponad 100 tys. mieszkańców, w 1913 r. było ich już 40. Najbardziej rozrosła się oczywiście stolica – jeżeli w 1800 roku zamieszkiwało ją 170 tys. berlińczyków, to do 1914 r. licząc wraz z przedmieściami włączonymi do miasta zaraz po wojnie, liczba jej mieszkańców wzrosła ponad 23 razy.
Niemcy, nawet jeżeli nie w pełni to sobie uświadamiali, czuli, że dzieje się coś niezwykłego. Zaczęło dojrzewać w nich przekonanie, że są awangardą ludzkości, uosabiają ducha nowych czasów. Ten duch cierpiał w okowach starych, narzuconych przez historię form, które hamowały jego rozwój. Trzeba było je zatem zniszczyć.
Na arenie międzynarodowej Niemcy domagały się należnego uznania i zamorskich kolonii. W kręgach zainteresowanych sztuką czczono nowe prądy i entuzjastycznie przyjmowano występy awangardowego baletu Diagilewa (10 kurtyn po berlińskiej premierze "Fauna"). Adolf Brand ciskał gromy na zakłamaną moralność chrześcijańską, a aktywiści Freikoerperkultur propagowali nudyzm, makrobiotykę i warzywa uprawiane organicznie.Przekonanie o wyjątkowości, pragnienie przygody i autentyczności wyzwolonej dzięki obaleniu zmurszałych struktur owładnęły niemiecką psyche. Zbliżająca się wojna światowa wydawała się czymś niezbędnym i wspaniałym. Kiedy Serbia odrzuciła austriackie ultimatum berlińczycy wołali entuzjastycznie „Et jeht los!” - „zaczęło się”. A po wypowiedzeniu wojny przez Keisera, jak donosiła „Berliner Lokal-Anzeiger”, w Niemczech zapanowała atmosfera odprężenia i ulgi. Trzeba jednak przyznać, że z nadchodzącej wojny cieszyła się cała Europa – przełom lipca i sierpnia 1914 r. był ciepły i suchy, co sprzyjało gromadnemu demonstrowaniu euforii na świeżym powietrzu.
Ernst Juenger wspominając tamte dni pisał: "Potomkowie epoki stabilności, tęskniliśmy za czymś niezwykłym, za wielkim niebezpieczeństwem. Wtedy to porwała nas wojna jak rausz. (...). Wojna wszak miała nam to dać: wielkość, moc, odświętność. (...). Byle tylko nie siedzieć w domu".
Klęska Niemiec niewiele zmieniła w tym obrazie. Owszem, pojawiły się całe rzesze ludzi rozgoryczonych wojną, ale przemożne pragnienie zmiany, zorganizowania świata od nowa, trwało. Jak zresztą mogło być inaczej skoro odczuwał je teraz cały zachodni świat? Stare ideały, za które szli walczyć młodzi Francuzi i Anglicy, utonęły gdzieś w błotach Flandrii i nikt nie miał najmniejszej ochoty, by tam po nie wracać. - Burza ucichła, lecz my wciąż jesteśmy zniecierpliwieni i niespokojni, jakby miała dopiero nadejść – mówił w 1922 r. Paul Valery.
Niemcy dalej więc szukali nowego sensu. Odwoływali się przy tym do najróżniejszych koncepcji, nie bacząc, że ich eklektyzm zbliża się czasami do granic groteski. Przykładem może być ezoteryczne towarzystwo Thule. Zorganizowane na podobieństwo masonerii stowarzyszenie prowadziło studia nad przeszłością Arjów, promowało symbolikę runów i kult Wotana. Jednocześnie próbowało uzyskać wpływ na bieżącą politykę. Służyć temu miała założona przez członków Thule Niemiecka Partia Robotnicza. Na jednym z jej spotkań poznali się Adolf Hitler i Ernst Roehm, przyszły szef SA. Wkrótce przechwycili oni władzę w organizacji i zmienili jej nazwę na Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partię Robotniczą.
Obecność wielu homoseksualistów, nierzadko aktywistów ruchu gejowskiego, wśród członków i sympatyków partii nazistowskiej jest faktem niewątpliwym. Dość łatwo to wytłumaczyć. Hasła narodowych socjalistów były produktem tego samego fermentu umysłowego, który stworzył w Niemczech klimat do rozwoju ruchu gejowskiego. Nazizm wzywał do odrzucenia przeszłości, gloryfikował ruch i zmianę. Jak wszystkie totalitaryzmy deklarował początek nowej epoki i nowego człowieka. Głośno potępiał judeo-chrześcijańską moralność i mieszczańską etykę. Goebbels pisał wprost: "Chrześcijaństwo przepełniło naszą seksualność obłudą".
Jeżeli w ideologii NSDAP pojawiały się wątki, które mogły być pretekstem do potępienia homoseksualizmu (np. nacisk na prokreację), były one nieliczne. Jednocześnie nazistowski ideał Uebermenscha, władczej i wojowniczej blond bestii niewątpliwe odpowiadał gustom i fantazjom części homoseksualistów (możliwe zresztą, że był on po części ich dziełem).
Głos rozstrzygający miała zresztą praktyka. Ernest Roehm był jednym z najważniejszych ludzi w partii, a jednocześnie niemal otwartym homoseksualistą. Kierowana przez niego SA liczyła w 1934 r. prawie trzy miliony członków. Przytłaczająca większość z nich była heteroseksualna, jednak kilku bliskich współpracowników Roehma również nie kryło się ze swoją skłonnością do mężczyzn. Dało to podstawę do oskarżenia kierownictwa SA o homoseksualny nepotyzm.
Tym dziwniejsza może wydawać się, że jedną z pierwszych decyzji Hitlera po objęciu urzędu kanclerskiego był nakaz zamknięcia wszystkich lokali uczęszczanych przez homoseksualistów i wydawanych przez nich pism. 6 maja 1933 roku bojówki nazistowskie wdarły się do siedziby Instytutu Wiedzy o Seksualności. Jego archiwa wywieziono i publicznie zniszczono przy okazji słynnego palenia książek.
Wybuch nazistowskiej homofobii nie miał jednak podłoża ideologicznego. Hitler chciał umocnić świeżo zdobytą władzę i realizował populistyczną część swoich obietnic wyborczych, których zobowiązał się do przywrócenia porządku, wykorzenienia przestępczości, lewactwa, narkomanii i prostytucji. Fakt, że klimat umysłowy Niemiec sprzyjał tworzeniu się ruchu gejowskiego wcale nie oznaczał, iż masy akceptowały homoseksualizm. Przeciwnie, większości nadal wydawał się on czyś szokującym. Stefan Zwieg opisywał Berlin lat 20. w słowach, z których przebija zgorszenie: „Po Kurfuerstendammie przechadzali się uszminkowani młodzieńcy o ściśniętych taliach, sprzedający się zawodowo, z którymi konkurowali uczniowie szkół średnich. W zaciemnionych barach widywało się wysokich urzędników państwowych oraz bankierów w towarzystwie gimnazistów lub pijanych marynarzy. Nawet starożytny Rzym za najgorszych czasów nie znał takich orgii ani balów, na których setki kobiet w męskim przebraniu i setki mężczyzn w kobiecym tańczyło przy życzliwej asyście policji”.
Pierwsze prześladowania miały więc wymiar taktyczny. Wątpliwe zresztą, czy w tym czasie Hitler miał jakikolwiek plan likwidacji homoseksualistów. Gdyby żywił takie zamiary, czy zlikwidowano by zasoby Instytutu Wiedzy o Seksualności, w których przechowywano kartoteki kilkudziesięciu tysięcy osób? Był to przecież doskonały punkt wyjścia do tworzenia list proskrypcyjnych, a przynajmniej do rozciągnięcia nad tymi osobami dozoru policyjnego.
Również rzeź homoseksualnego dowództwa SA przeprowadzona w ramach Nocy Długich Noży była elementem walk frakcyjnych w ruchu nazistowskiego. Hitler wprawdzie komentując to wydarzenie namiętnie odwoływał się do homofobicznej retoryki, były to jednak argumenty skrojone na potrzeby mas, którym trzeba było dostarczyć jakiegoś prostego wyjaśnienia. Rzeczywista przyczyna tkwiła gdzie indziej. Dobitnie świadczy o tym anegdota przytoczona przez Hermann Rauschning, wpływowego działacza NSDAP w Gdańsku a potem dysydenta i emigranta. Spotkał się on z szefem SA w berlińskiej kawiarni Kempinski, nie znał go zbyt dobrze - było to dopiero ich drugie spotkanie. Roehm pił wino i już czerwieniał na twarzy: – Adolf jest podły – perorował. – Wszystkich nas zdradza. Zadaje się tylko z reakcjonistami. (...) Skoro to my robimy rewolucję, to z naszego entuzjazmu musi powstać coś nowego. (...) To co musi przyjść, musi być nowe, świeże, nie zużyte. Fundament musi być rewolucyjny.
Trudno się dziwić nerwowej reakcji dyktatora na podobne słowa. Zwłaszcza gdy padają z ust człowieka kierującego militarną organizacją liczącą blisko 3 mln członków.
W III Rzeszy pod zarzutem homoseksualizmu uwięziono 100 tys. osób. Połowa z nich trafiła do obozów koncentracyjnych. W kacetach zmarło, przed wszystkim z powodu wyczerpania niewolniczą pracą, od 5 do 15 tys. więźniów noszących pasiaki z różowym trójkątem. Nie ma danych, które pozwoliłyby wprost ustalić liczbę mieszkańców ówczesnych Niemiec o skłonnościach homoseksualnych. Posługując się teorią, że odsetek takich osób jest w społeczeństwie stały i wynosi ok. 5 proc., można przyjąć, iż było ich około 3,5 milionów. Prześladowania, choć masowe, nigdy nie przybrały więc charakteru totalnego, tak jak w przypadku Żydów i Cyganów. Nie dotyczyły zresztą kobiet - z niezbyt jasnych powodów naziści, poza zamknięciem ich klubów, pism i stowarzyszeń, nie interesowali się lesbijkami. Takich niekonsekwencji było więcej – według niektórych badaczy Związek na rzecz Praw Człowieka działał jeszcze w 1940 r. A nestora ruchu gejowskiego, Adolfa Branda, zabili alianci. Zginął w swoim mieszkaniu podczas bombardowania Berlina 2 lutego 1945 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA