fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Łączy nas tylko muzyka

EAST NEWS
Edward Lay, perkusista The Editors, jednego z najlepszych młodych brytyjskich zespołów, mówi o swoim pokoleniu, Amy Winehouse, Beatlesach i Stonesach
Rz: Jesteście młodymi ludźmi, a już na drugiej płycie „An End Has a Start” śpiewacie o końcu i śmierci. O co chodzi?
Edward Lay: A mnie się wydaje, że płyta nie jest pesymistyczna. Kończą się rzeczy dobre, ale i złe, co daje przecież nadzieję. Nawet negatywne doświadczenia mają swoje pozytywne strony. Drugi raz nie popełnia się tych samych, głupich błędów. Młodość jest cudowna, ale bycie dorosłym mniej boli. Kilka dni temu naszemu wokaliście Tomowi Smithowi urodziło się dziecko. Stał się nowym człowiekiem, ma dodatkową motywację.
Kiedy czytacie o Amy Winehouse i oglądacie ją – myślicie o śmierci?
Myślimy, że nie ma dziś żadnego tabu dla mediów, że śledzą każdą chwilę ludzkiego dramatu i nie cofną się przed niczym, by ujawnić sytuacje uznawane jeszcze niedawno za intymne. Media pokazują coś w rodzaju kroniki życia i śmierci Amy. Przerażający dokumentalny film. To wielki wstyd dla mediów. Amy ma wielki talent i nieprawdopodobnie skomplikowane życie.
Byliśmy w Polsce przejazdem, ale zapamiętaliśmy niezwykłą reakcję publiczności
Jesteśmy świadkami nowej fali w brytyjskim rocku, do której zalicza się Editors. Czujecie się uczestnikami nowego ruchu, wspólnoty?
Myślę, że czasy, kiedy młodzieżowe zespoły tworzyły wspólny front, mamy za sobą. Kiedyś trzeba było dokonać przełomu w muzyce, obyczajach, polityce. Dziś już wszystko można, a polityka, jak się okazuje, jest niezmienna. Dlatego lepiej śpiewać o sobie.
To jak opisać waszą generację?
Każdy z nas jest inny. Mamy wiele wątpliwości. Jeżeli coś nas łączy – to chyba tylko muzyka. Na koncertach czujemy się razem. Śpiewamy jednym głosem. Potem każdy idzie w swoją stronę.
Jesteście straconym pokoleniem?
Myślę, że jesteśmy normalnym pokoleniem. Bez poczucia wielkiej nadziei, ale i klęski. Jest OK.
Nie jesteście tylko konsumentami?
To jest problem, ale świadomość młodych ludzi się zmienia. Wielu moich rówieśników ogranicza swoje potrzeby. Nie kupujemy więcej, niż potrzebujemy. Selekcjonujemy odpady. Oszczędzamy energię. To są sprawy mało spektakularne, ale z nich składa się życie.
Kto jest waszym najważniejszym muzycznym bohaterem?
Kurt Cobain z Nirvany. To ktoś niepowtarzalny, wrażliwy, tragicznie rozdarty. Z Nirvany ostał się Dave Grohl. Kieruje Foo Fighters. Jest inteligentny, błyskotliwy, ale nie ma tyle muzycznej pasji, ile miał Cobain. Prawdopodobnie łączy się ona z cierpieniem, jak u Amy.
Ważniejsze jest dla was Radio-head czy Coldplay?
Bez żadnej wątpliwości Radiohead. Nigdy z nimi nie graliśmy, ale są dla nas wzorem. Każda płyta otwiera nowe perspektywy. Mało kto angażuje moją wyobraźnię tak jak Thom Yorke.
Czy Beatlesi i Stonesi są już dla was historią?
Wielu z nas dorastało, słuchając muzyki rodziców. Ale nie oszukujmy się – wielu młodych ludzi nigdy nie sięgnęło po ich płyty i nie ma zamiaru. Teraz McCartney i Jagger są biznesmenami. Naharowali się w młodości, a teraz odcinają kupony. Ile w ostatnim czasie wyszło albumów The Beatles? A nie nagrali żadnej nowej piosenki.
Co znaczy być Europejczykiem?
Czuję przede wszystkim, że Europa jest otwartym kontynentem, od Lizbony po Warszawę. Możemy oglądać miasta, poznawać ludzi. Wystarczy mały skok i już jesteśmy w innym kraju, gdzie inne są obyczaje, kuchnia, architektura. Najlepiej czuję się w Portugalii, to dla mnie najwspanialszy kraj.
A Polska?
W zeszłym roku mieliśmy w Warszawie koncert. Byliśmy przelotem, mało widzieliśmy, ale publiczności nie da się zapomnieć. Udzieliła nam się atmosfera podniecenia, choć nie jesteśmy już debiutantami.
Jay-Z, miliarder z talentem do rymowania
Jest dziś najważniejszym raperem na świecie, uosabia amerykański sen. Chłopiec, który wyrósł w biednej części Brooklynu, został królem nowojorskiego hip-hopu, a potem zawojował świat. Zbił na muzyce fortunę, sprzedał 50 milionów płyt, stworzył potężną wytwórnię, prowadził kariery wielu znakomitych artystów. Rymuje z niedościgłą pewnością i swobodą. Wielki talent i wielki elegant, stylizuje się na muzycznego Rockefellera. Nosi szykowne garnitury i kapelusze, a u swego boku ma piękną narzeczoną Beyoncé Knowles. Do tego wizerunku idealnie pasuje tytuł najnowszego albumu „American Gangster”.
pw
The Sex Pistols, najwięksi skandaliści w historii rocka
Nagrali tylko jedną płytę „Never Mind the Bullock”, ale dokonali nią przewrotu w muzyce, obyczajach i polityce. Stali się ikoną muzyki punk, symbolem pokolenia „dzieci-śmieci” i artystycznego chaosu. Atakując establishment i angielską królową przebojem „Anarchy in the UK”, sami padli ofiarą manipulacji menedżera Malcolma McLarena, który dzięki The Sex Pistols lansował swoje projekty modowe. Dziś uładzone irokezy noszą nawet telewizyjni prezenterzy. Wokalista Sid Vicious padł ofiarą narkotyków, ale po latach zespół odrodził się z myślą o koncertach. Teraz planuje drugi album studyjny.
j.c.
Erykah Badu, czarna pantera współczesnego soulu
Charyzmatyczna, pozująca na boginię wokalistka odwiedza Polskę po raz trzeci. Przywozi niezwykły projekt – piosenki z nowego albumu „New Amerykah”. Królowa neo soulu przypomina nim, że jest artystką drapieżną. Muzyka to dla niej, po pierwsze, broń w walce o lepszy los czarnej rasy, po drugie – duchowe przeżycie. Badu zjawia się na scenie w gigantycznym afro, efektownych strojach i z kadzidłem w dłoni. Doskonale panuje nad tłumem, buduje aurę tajemniczości i hipnozy. Intensywny puls jej utworów, świetny zespół i piękne wokalizy będą soulową ucztą, a może i najlepszym koncertem festiwalu.
pw
The Raconteurs, największa nadzieja współczesnego blues-rocka
Lidera amerykańskiej grupy The Raconteurs Jacka White’a na swego następcę namaścił Bob Dylan – zaprosił go do wspólnych nagrań, a także The Rolling Stones, z którymi zaśpiewał w filmie „Shine a Light”. W żyłach White’a płynie polska krew. W albumach jego macierzystej formacji The White Stripes, z którą zyskał światową sławę, cytuje Jana Pawła II, wydrukował zdjęcie kolumny Zygmunta. Gra niezwykle ekspresyjnego blues--rocka nawiązującego do młodego Led Zeppelin. The Raconteurs to idealny przykład grupy niezależnej. Ich najnowsza płyta ukazała się bez żadnych zapowiedzi i promocji.
j.c.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA