fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Przełom w komisji Blidy?

Prokuratorem zaangażowanym w sprawę Blidy był Emil Melka (z lewej). Wczoraj był przesłuchiwany przez członków komisji śledczej
Rzeczpospolita
Posłowie badający okoliczności śmierci Barbary Blidy są przekonani, że zyskali dowód, iż na prokuratorów, którzy prowadzili jej sprawę, mogły być wywierane naciski
Okazuje się, że wobec wszystkich prokuratorów, którzy byli zaangażowani w badanie sprawy byłej minister budownictwa, toczyły się postępowania dyscyplinarne. I to w czasie gdy prowadzili śledztwo.
– Sprawa jest ewidentna. Jest jasne, że naciski na prokuratorów nie odbywały się poprzez otwarte straszenie. Ale oni doskonale wiedzieli, że w każdej chwili może być przeciw nim użyty argument postępowań – mówią sejmowi śledczy.
– Jak inaczej wyjaśnić fakt, że w stosunku do wszystkich referentów sprawy Barbary Blidy w kluczowych momentach tego śledztwa wszczynane były jakieś sprawy? – pyta szef komisji Ryszard Kalisz z SLD.
To odkrycie było dla posłów dużym zaskoczeniem. Tym bardziej że sprawa wyszła na jaw przypadkiem.
Wykryła ją Danuta Pietraszewska z PO.
– Zaczęłam analizować odpowiedzi na nasze zapytania z maja – opowiada Pietraszewska. Komisja śledcza pytała wtedy o postępowania dyscyplinarne wobec prokuratorów zaangażowanych w sprawę Blidy. – Włosy mi dęba stanęły, gdy zrobiłam wykresy, na których zaznaczyłam kluczowe momenty śledztwa dotyczącego Blidy i okresy, w których prowadzący tę sprawę sami mieli kłopoty. Okazało się bowiem, że te linie się pokrywają.
I tak prokurator Jacek Krawczyk, który jako pierwszy badał aferę węglową, miał postępowanie dotyczące śmiertelnego wypadku drogowego, który spowodował w 2004 r.
Postępowanie to zostało jednak zawieszone w grudniu 2005 r., gdy Krawczyk kończył pracę nad śledztwem, w którym podejrzaną była obciążająca Blidę Barbara Kmiecik. Na początku marca 2006 r. zaczęło się śledztwo przeciw samej Blidzie. Dwa miesiące później prokuratura wznawia sprawę przeciw Krawczykowi. Toczy się ona do dziś.
Kalisz stawia hipotezę, że do sprawy Blidy śledczy byli dobierani według specjalnego klucza
Kolejnym prokuratorem zaangażowanym w sprawę Blidy był Emil Melka. Przejął ją w marcu 2006 r. W tym samym czasie w prokuraturze toczyło się przeciw niemu postępowanie związane ze śledztwami prowadzonymi przez niego w 2000 i 2001 r. Sprawą Blidy Melka przestaje się zajmować jesienią 2006 r. Na początku lutego 2007 r. postępowanie dyscyplinarne wobec niego kończy się odmową wszczęcia śledztwa.
Podobnie wygląda historia Tomasza Balasa, który jako ostatni był referentem sprawy Blidy. Zaczął się nią zajmować w listopadzie 2006 r. Z początkiem 2007 r. i wobec niego prokuratura wszczyna postępowanie o niedopełnienie obowiązków i rzekomego żądania miliona złotych łapówki przy okazji śledztwa, które prowadził w 2004 r. W kwietniu 2007 r. Balas godzi się na akcję w domu Blidy.
8 czerwca zaś umorzeniu ulega sprawa przeciw niemu.
Po zapoznaniu się z tymi dokumentami Kalisz stawia nawet hipotezę, że prokuratorzy kierowani do badania sprawy Blidy mogli być specjalnie dobierani według klucza, który w razie niesubordynacji pozwalał na wyciąganie przeciw nim „haków” i poprzez dyscyplinarny szantaż – przywołanie ich do porządku.
– Będziemy to musieli dokładnie wyjaśnić – dodaje Kalisz.
Na razie sejmowi śledczy zapytali o to jedynie Melkę. Według naszych informacji podczas utajnionego posiedzenia nie potwierdził, by był w stosunku do niego wyciągany argument postępowania dyscyplinarnego. Szeroko opowiadał jednak o innych sytuacjach, które można uznać za nacisk.
Prokuratorzy, mając świadomość odpowiedzialności karnej, zeznają, że nikt na nich żadnych nacisków nie wywierał. Twierdzą, że zarzuty korupcyjne postawili pani Blidzie samodzielnie i zrobiliby to ponownie, bo takie były dowody. Wobec czterech prokuratorów, którzy podjęli decyzję o postawieniu zarzutów Blidzie i jej zatrzymaniu nie było żadnego postępowania dyscyplinarnego. Poza tym pan Krawczyk i pan Melka byli przecież wskazywani przez polityków SLD i PO jako odsunięci od śledztwa z uwagi na swoją niezależność. Dziś ci sami politycy twierdzą, że uczestniczyli w śledztwie, bo ulegali naciskom. Przecież to się nie trzyma kupy i wzajemnie wyklucza. W rzeczywistości ani Melka, ani Krawczyk nie uczestniczyli w decyzjach o stawianiu zarzutów czy zatrzymaniu Blidy. Insynuacje są wyrazem paniki posłów, którzy zdają sobie sprawę, że oskarżenia pod adresem premiera Kaczyńskiego i moim były kłamliwe, co wychodzi na jaw przy okazji kolejnych przesłuchań. Sprawa ta jest zresztą przyczynkiem do dyskusji o rzetelności mediów. Przy każdej okazji informowały o rzekomych naciskach, które miałem wywierać. Jednak kiedy prokuratorzy wielokrotnie zeznają, że nic takiego nie miało miejsca, te same media nawet o tym się nie zająkną.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA