fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Pandemiczna wiosna w lodówkach

Adobe Stock
Nakaz siedzenia w domach podciął sprzedaż lodów na patyku, jednak konsumenci o tych przysmakach nie zapomnieli. Lody w dużych opakowaniach cały czas dobrze się sprzedają.

W najgorszych miesiącach zamknięcia gospodarki z powodu koronawirusa lody na patyku, rożki, „kanapki" sprzedawały się nawet o jedną trzecią gorzej niż przed rokiem. Lockdown i zakaz spacerów odbiły się mocno na lodach impulsowych. Czego jednak konsumenci nie mogli zjeść na spacerze, zanieśli do domów – sprzedaż lodów familijnych, w dużych zbiorczych opakowaniach, miała się w czasach zamknięcia doskonale.

Sprzedaż lodów impulsowych jest ważna, bo one odpowiadają za mniej więcej dwie trzecie rynku. W tym roku małe sklepy analizowane przez Centrum Monitorowania Rynku sprzedały lody o wartości 294 mln zł, o blisko 11 proc. mniej niż w ciągu pięciu pierwszych miesięcy 2019 r., ale w marcu i kwietniu 2020 r., w czasie największego zamknięcia, lody na patyku i rożki notowały straty sprzedaży sięgające -31 i -25 proc. wobec poprzedniego roku. Dopiero w maju sprzedaż wyszła na prostą i wzrosła rok do roku o 1,3 proc. Jakie będzie lato, trudno zgadnąć, jednak lodom służą gorące dni, których ostatnio brakuje. – W tej kategorii prowadzi Unilever, który ma 32 proc. udziałów w rynku, drugie miejsce (30 proc.) zajmuje Koral – informuje Magdalena Wilgatek, analityk danych CMR.

Czytaj także:  Pierwsza polska mleczarnia staje się w pełni wegańska 

Kompletnie inaczej wygląda sprzedaż dużych opakowań, te w zamknięciu notowały same zyski, wobec ub. roku sprzedaż wzrosła aż o jedną czwartą, do 164 mln zł. Co ciekawe, ogólna wartość sprzedaży wszystkich lodów w zasadzie się nie zmieniła (-0,8 proc. r./r.), a lockdown spowodował tylko przepływ 30 mln zł wydanych zwykle na lody na patyku na duże opakowania wykorzystywane w domach. Tutaj liderem pozostaje Grycan, który ma blisko 40 proc. udziału w sprzedaży, Unilever jest drugi z wynikiem ponad 22 proc.

Pandemia zmienia też gusty, bo spowodowała, że tegoroczne nowości nie odniosły tak spektakularnego wyniku jak poprzednio, i to dotyczy obu kategorii lodów.

Problemy na rynku są jednak poważne. – Bardzo duży kryzys dotknął kategorii lodów skierowanej do branży gastronomicznej, kawiarni, restauracji, lodziarni – mówi Piotr Gąsiorowski, dyrektor marketingu PPL Koral, największego polskiego producenta lodów. Ten segment najprawdopodobniej poniesie największe straty w tym roku, nawet jeśli nadrobi stracone wcześniej wyniki sprzedażowe w czasie wakacji. Może pomóc fakt, że większość ludzi zostanie w tym roku w Polsce, więc teoretycznie będzie więcej potencjalnych konsumentów. – Realnie patrząc, chyba już mało kto w tym sezonie oczekuje bicia rekordów handlowych, chodzi bardziej o to, by z sezonu wyciągnąć jeszcze ile się da, aby maksymalnie zamortyzować straty – mówi Gąsiorowski.

Choć większość handlu ratowała się podczas pandemii ucieczką do internetu, lody są tak wrażliwym towarem, uzależnionym od logistyki i zachowania ciągu chłodniczego, że detaliczna sprzedaż lodów w sieci niemal nie istnieje. Niestety podobne problemy napotkał eksport, producenci z obawy przez blokadami granic skupiali się na rynku krajowym.

Ogółem z danych CMR wynika, że w ubiegłym roku sprzedaż lodów w małych sklepach była warta 1,6 mld zł, z czego za 1,2 mld zł odpowiadały lody impulsowe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA