Polityka

Podejrzane związki Polaków na Litwie

Michał Mackiewicz po wyborze na kolejną kadencję prezesa Związku Polaków na Litwie. Wilno 26 maja
Kurier Wileński/ Marian Paluszkiewicz
Liderowi mniejszości polskiej na Litwie grozi w naszym kraju więzienie.

Chodzi o pochodzące z polskiego budżetu środki na wydawanie rozdawanego na Wileńszczyźnie za darmo tygodnika Związku Polaków na Litwie „Nasza Gazeta".

Dwa miesiące temu Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie poinformowała na konferencji prasowej, że zakwestionowała faktury wystawione przez Zarząd Główny ZPL i podpisane przez prezesa związku. Było ich ok. 120, z lat 2014–2016. Proceder miał polegać na pobieraniu pieniędzy na znacznie większą liczbę egzemplarzy „Naszej Gazety", niż jej się faktycznie ukazywało. Drukarnia w Białymstoku drukowała po tysiąc egzemplarzy, a niektóre przedstawiane fundacji dokumenty mówiły o czterech tysiącach. Niezgodnie z umową ZPL wykorzystał, jak twierdzi prezes Fundacji Mikołaj Falkowski, ponad 127 tys. zł, licząc wraz z odsetkami.

Prezes ZPL Michał Mackiewicz (prokuratura warszawska przedstawia go jako Michała M., ale w on sam w środowej rozmowie telefonicznej z „Rzeczpospolitą" zgodził się na przedstawienie nazwiska i swojego wizerunku) uważa, że jest niewinny.

Na portalu ZPL na początku czerwca oskarżył Falkowskiego, że był wykonawcą intrygi mającej na celu odsunięcie go od władzy w związku. Pisał o szantażu, któremu miał być poddawany już półtora roku temu.

W trybie niejawnym

Faktycznie sprawa zaczęła się już na początku 2017 r., ale była utajniona. Dlaczego? Jak mi tłumaczy prokuratura, zastosowanie trybu niejawnego „wynikało ze specyfikacji materii, której postępowanie to dotyczyło, w szczególności zagadnień związanych z polityką międzynarodową i działalności przedstawicieli organizacji polskich na Litwie".

W rozmowie telefonicznej prawie dwa tygodnie temu Mackiewicz zapewniał mnie, że nie było żadnej próby oszustwa „w naszym rozumieniu". – Księgowość litewską prowadzimy zgodnie z prawem litewskim i pilnujemy porządku, bo z tamtej [warszawskiej] strony nie oczekiwaliśmy uderzenia – mówił z wyrzutem.

Wśród tych, którzy mieli go namawiać – nieskutecznie – do tego, by nie kandydował więcej na prezesa ZPL, mieli być ambasador Polski w Wilnie oraz politycy rządzącej w Warszawie prawicy.

Namierzony telefon

Prokuratura dwukrotnie wyznaczyła prezesowi ZPL termin przesłuchania w Warszawie, ale się nie pojawił, „nie usprawiedliwiając niestawiennictwa".

Michał Mackiewicz tłumaczył mi, że prawnicy powiedzieli, że nie musi jechać, a niektórzy, że jako poseł Sejmu Republiki Litewskiej (bo nim również jest) nawet nie może: – Jeżeli Polska nierządem stoi, to może tak zrobić, zatrzymać i siłą doprowadzić. Ale chyba od średniowiecza parlamentarzyści z innych krajów temu nie podlegają – stwierdził, dodając, „dla mnie już pewniejsza jest prokuratura litewska, niekoniecznie życzliwa".

Zarzuty usłyszał natomiast sekretarz ZPL – jak ujawnił Mackiewicz – dowieziony w kajdankach na przesłuchanie przez ABW. Jemu jak Mackiewiczowi grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Jak się dowiedziałem nieoficjalne, sekretarz ZPL był wcześniej obserwowany przez polskie służby. Od czasu rozpoczęcia postępowania przez warszawską prokuraturę bywał już w naszym kraju, jak wielu obywateli Litwy przyjeżdżał na tańsze zakupy w okolice Suwałk. Skąd się dowiadywano, że jest na terytorium Polski? – Dzięki namierzeniu jego telefonu komórkowego, gdy logował się do polskiej sieci po przekroczeniu granicy – usłyszałem.

Konflikt w Warszawie

W obronie prezesa ZPL stanął najbardziej wpływowy przedstawiciel mniejszości Waldemar Tomaszewski, szef Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, partii mającej ośmioro posłów w litewskich Sejmie (w tym Mackiewicz). Większość oddziałów ZPL jest ściśle powiązanych z AWPL, Tomaszewski jest przy okazji szefem największego z nich w rejonie wileńskim (nieobejmującym stolicy).

AWPL jest w tej samej grupie w Parlamencie Europejskim, co PiS (konkretnie europoseł Waldemar Tomaszewski). Po raz pierwszy oba ugrupowania weszły w tak ostry konflikt. Choć nie dotyczy to całej rządzącej w Polsce prawicy. Sam prezes Falkowski uchodzi za człowieka premiera Mateusza Morawieckiego, pięć lat pracował z nim w Banku Zachodnim WBK. W nieoficjalnych rozmowach pojawiają się nazwiska kilku wpływowych polityków krytykujących Mackiewicza i Tomaszewskiego. Ale są też ich obrońcy, nie tylko z wypowiadającego się publicznie środowiska związanego z Radiem Maryja.

Pojawia się pytanie, niezwiązane z zasadnością zarzutów o fałszowanie rachunków, czy Warszawa ma prawo ingerować w to, kogo sobie na przywódców wybierają litewscy Polacy. Krytycy uważają, że AWPL i znaczna część ZPL są za bardzo zanurzone w przeszłości, liderzy nie zmieniają się od lat, na dodatek Akcja Wyborcza współpracuje z prokremlowskimi Rosjanami (nie bardzo ma jednak wyjście, bo bez tego nie miałaby szansy na przekroczenie 5-procentowego progu w wyborach do Sejmu). Poglądy wygłaszane przez niektórych działaczy AWPL na temat polityki Putina wobec Ukrainy są niezgodne z polską racją stanu. Do dziś wypomina się Tomaszewskiemu, że w czasie gdy Rosja atakowała Ukrainę, paradował ze wstążką św. Jerzego, która jest symbolem rosyjskiego imperializmu używanym też przez separatystów w Donbasie.

Dlatego krytycy opowiadają się za wspieraniem innych organizacji polskich, liberalnych i świadomych zagrożenia, jakie stanowi uzależnienie od Rosjan.

Przyszłość

– Przyznając środki, musimy myśleć przyszłościowo o mniejszości polskiej na Litwie, a poza tym, by było to użyteczne dla Polski – mówi „Rzeczpospolitej" Rafał Dzięciołowski, wiceprezes zarządu Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie.

Prezes Falkowski podkreśla, że Prezydium Senatu RP – bo to on dzieli środki – po zapoznaniu się ze sprawą wstrzymało pomoc finansową tylko dla projektów Zarządu Głównego ZPL, nie dotyczy to zaś oddziałów rejonowych.

Krytycy wypominają też teraz szefostwu AWPL, że wcale nie walczy o polskie sprawy na Wileńszczyźnie. Od kilku lat nie składa żadnych projektów dotyczących oświaty polskiej (której zakres został ograniczony), pisowni polskich nazwisk w dokumentach czy dwujęzycznych napisów na terenach, na których Polacy stanowią znaczną część mieszkańców. Władze litewskie od lat zapowiadają wprowadzenie korzystnego dla Polaków prawa (dotyczącego pisowni), ale na obietnicach się kończy.

Atmosfera w stosunkach Wilno – Warszawa poprawiła się jednak, od kiedy prawie dwa lata temu władzę w Wilnie przejął niewiele znaczący wcześniej Związek Chłopów i Zielonych, rozbijając dotychczasowy układ, w którym rządy tworzyli w różnych konstelacjach albo socjaldemokraci, albo konserwatyści. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie ze strony polskiej, dwa razy doszło do obiecujących spotkań premiera Sauliusa Skvernelisa z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL