fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Marek Domagalski o uchwalaniu budżetu w sali kolumnowej

PAP, Tomasz Gzell
W wieczornym spektaklu uchwalania budżetu pomieszały się elementy poważne z komicznymi. Ważne są wnioski.

Po pierwsze starcie w Sejmie pokazało, że lęk, zapewne przez niektórych pobudzany, udzielił się też politykom strony rządowej, którzy powinni zachować zimną krew.

Minister Mariusz Błaszczak mógł oceniać w radio, że opozycja podkręca nastroje, a nawet że chodzi jej o przejęcie władzy, ale nie miał podstaw do oceny, że wydarzenia w nocy z piątku na sobotę to „nocna zmiana 2". Kto jak kto, ale szef resoru spraw wewnętrznych powinien mieć pełniejsze informacje i nie przyłączać się do histerii i banialuk o jakiejś rewolucji.

W samym Sejmie przesadziły obie strony. Opozycja blokowaniem sali plenarnej, ale jeśli wziąć pod uwagę, że była to skrajna w formie, jednak demonstracja, ocena wypada łagodniej. Można było dłużej szukać porozumienia, tym bardziej że ani budżetowi czy ustawie dezubekizacyjnej nic nie groziło i nie grozi, bo PiS ma większość w Sejmie.

Zachowanie posła Michała Szczerby, nieco teatralne, mogło zmylić marszałka Marka Kuchcińskiego, ale od zatwierdzających wykluczenie posła z obrad kolegialne ciała Sejmu zdominowane przez PiS, można było oczekiwać dystansu i namysłu, co być może by spór rozładowało.

Najwyraźniej jednak nerwy puszczały, a ponieważ w piątek wieczorem rodacy wracali przed telewizory, mieliśmy spektakl na całą Polskę. PiS powinien przemyśleć sens późnych posiedzeń, kiedy posłowie są zresztą zmęczeni.

Samo awaryjne głosowanie miało dobre i gorsze strony. Dobrą, że większość sejmowa ominęła blokowanie obrad, złą, że nie musiała obradować pośpieszne na mniejszej sali i mogła szerzej obrady transmitować.

Cała ta sejmowa zawierucha pokazuje, jak bardzo potrzebne są tam media. Władza o czystych intencjach nie musi obawiać się prasy, przeciwnie, relacje prasowe demaskują nieuczciwe zagrywki.

I rzecz ostatnia: politycy przeciwnych opcji powinni ze sobą rozmawiać. Nawet jeśli rozmowa nie daje zaraz efektów, to ogranicza pole podejrzeń i uprzedzeń, i coś jednak wyjaśnia. Mówię o osobistej rozmowie najważniejszych graczy, a więc i Jarosława Kaczyńskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA