Polityka

Stare droższe od nowych

Rzeczpospolita
Rząd rozważa zakup trzech używanych maszyn. „Rz” dotarła do analizy Sił Powietrznych, z której wynika, że będzie to nieopłacalne i nieracjonalne
Agencja Mienia Wojskowego przygotowała zasady przetargu na zakup sześciu nowych samolotów do przewozu najważniejszych osób w państwie. Dokumentacja została wysłana do resortu obrony narodowej. – Czekamy na decyzję, czy ogłaszać przetarg – mówi Jolanta Plieth-Cholewińska, rzecznik AMW.
Tymczasem z kręgów rządowych coraz częściej słychać głosy, że Polska powinna kupić nie sześć nowych samolotów, lecz trzy używane. O takim wariancie mówili niedawno premier Donald Tusk i minister obrony Bogdan Klich.
W związku z tym Siły Powietrzne przygotowały analizę tego, który z wariantów będzie bardziej opłacalny. Z dokumentu, do którego dotarła „Rz”, jasno wynika, że zakup używanych maszyn będzie droższy niż kupno nowych. Chodzi o to, że eksploatacja używanych samolotów nie bilansuje ich niższej ceny. Autorzy analizy zwracają też uwagę na to, że używane samoloty prawdopodobnie trzeba będzie kupić od kilku właścicieli. „Taka sytuacja znacznie skomplikuje procedurę przetargową, a jej efektem będzie prowadzenie kilku postępowań”. Dodatkowo stare samoloty trzeba będzie od razu po ich zakupie wysłać na modernizację i wyposażyć w specjalistyczne urządzenia wojskowe, np. sprzęt szyfrujący i łącznościowy. Rejs samolotu np. z prezydentem na pokładzie nosi kryptonim „Ważny” i wymaga, by 36. specpułk, w którym stacjonują maszyny dla VIP, przygotował nie jedną, lecz dwie maszyny: główną i zapasową. „Zredukowana ilość pozyskiwanych samolotów do trzech uniemożliwi utrzymanie wysokiego wskaźnika gotowości operacyjnej” – czytamy w dokumencie. Jego autorzy podkreślają też, że jeśli władze kupią trzy maszyny, to i tak będą musiały się posiłkować lataniem samolotami czarterowy lub rejsowymi. Dla trzech samolotów nie opłaca się tworzyć bazy obsługującej – uważają lotnicy. Wszelkie remonty, naprawy i przeglądy trzeba by więc było robić za granicą. Podobnie rzecz ma się ze szkoleniem pilotów i personelu lotniczego. Dla tak małej liczby pilotów nie opłaca się tworzyć bazy szkoleniowej. Lotnicy musieliby zostać przeszkoleni za granicą. Tymczasem, jak pokazuje raport po katastrofie CASY, braki w wyszkoleniu są główną bolączką naszych Sił Powietrznych. Centrum szkoleniowe pilotów VIP-owskich maszyn mogłoby stać się głównym ośrodkiem szlifowania umiejętności lotników wojskowych. Władze od kilku lat promują jednak koncepcję zakupu używanych maszyn do przewozu VIP. – Zupełnie tego nie rozumiem. Od 2005 roku Siły Powietrzne wspólnie z Biurem Ochrony Rządu i Kancelarią Prezydenta ustaliły warunki, jakie mają spełniać samoloty dla najważniejszych osób w państwie. Od dawna wiadomo, że aby transport VIP był bezpieczny, musimy kupić sześć nowych samolotów – mówi Janusz Zemke z LiD, były wiceminister obrony narodowej. Zemke dodaje, że Polski nie stać na stare maszyny. – Zmarnowano czas, zamiast podjąć decyzję. Władze od wielu lat ogłaszają przetarg na te samoloty, a następnie go unieważniają. VIP praktycznie nie mają czym latać. W 36. specpułku, gdzie stacjonuje sześć samolotów, sprawne są jedynie Jak-40 i Tu-154. Za kilka lat i one będą musiały być jednak wycofane z użycia. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.zemla@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL