fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawnicy o blokowaniu treści w internecie: Prawo na ruchomych piaskach

www.sxc.hu
Paradoksalnie, blokowanie treści w internecie może zwiększyć zainteresowanie zakazanym owocem i skłonić do poszukiwania go w drugim obiegu – piszą prawnicy Piotr Bodył-Szymala i Patryk Rejs.

O tym, że rozwój nowych technologii wyprzedza o dwie długości tworzenie prawa, powiedziano już wiele. Nie oznacza to, że poznaliśmy satysfakcjonujące odpowiedzi na pytanie, jak chronić elementarne prawa, gdy dynamicznie się stają, a nie po prostu są. Kolejne wydarzenia w kraju i na świecie ukazują ustawodawcy nowe problemy i zmuszają niejako do reakcji.

W ostatnim tygodniu opinię publiczną zbulwersował kazus z Turcji. Podczas zamachu terrorystycznego przeprowadzonego przez skrajnie lewicową organizację Rewolucyjny Front – Partia Wyzwolenia Ludu na sąd w Stambule krótko przed śmiercią został sfotografowany turecki prokurator Mehmet Selim Kiraz. Zdjęcie z przystawioną mu do głowy bronią od razu znalazło się w portalach społecznościowych i zgodnie z podstawowym prawem internetu „urwało się ze smyczy", będąc wielokrotnie oglądanym i powielanym. Zamachowcy chcieli zwrócić uwagę opinii publicznej na śledztwo w sprawie Berkina Elvana – chłopca, który zginął podczas protestów w stambulskim parku Gezi. W ich ocenie było prowadzone nieudolnie.

Zapłacił prokurator

Władze tureckie zwróciły się do administracji portali o usunięcie zdjęcia, grożąc ich blokadą, co niejednokrotnie (ostatni raz w marcu) już w Turcji praktykowano. Ostatecznie zablokowano 166 portali, w tym popularne również w Polsce serwisy Twitter i YouTube, których funkcjonowanie zostało przywrócone po kilkunastu godzinach, gdy żądania władz zostały uwzględnione. Warto podkreślić, że działania te odniosły skutek nie tylko w sieci. Odwiodły od pomysłu publikacji zdjęcia również redaktorów naczelnych prasy codziennej. Cenę w postaci prawdopodobnego naruszenia dobra osobistego (prawa do prywatności w ekstremalnie upokarzającej sytuacji) zapłacił prokurator. Cała sytuacja nosi też znamiona naruszenia dóbr rodziny nieżyjącego prokuratora, czyli niezakłóconej pamięci po przodkach.

Hipotetyczne przeniesienie sprawy na grunt polski zmusza do zastanowienia się nad problemem dóbr osobistych w morzu mediów społecznościowych oraz nad granicami działania cenzury w internecie.

Na ruchomych piaskach, które przypomina ustanowione prawo w relacji do cyberprzestrzeni, dyskusyjne jest nadal to, czy do internetu należy stosować odpowiednio przepisy o środkach masowego przekazu. Wszak mówimy o „mediach" społecznościowych. Przyjęcie takiego założenia skutkuje konstytucyjną ochroną publikacji w sieci – art. 14 stanowi, że państwo zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. Z pewnością część ze znajdujących się na stronach WWW treści spełnia warunki uznania za materiał prasowy na podstawie art. 7 ust. 2 pkt 4 ustawy – Prawo prasowe (dalej upp). Ergo, ich autorzy mogą się cieszyć prawami przysługującymi twórcom (art. 11 upp).

Odnotujmy, że materiał prasowy musi być „przekazany prasie do opublikowania". Wątpliwości nie budzi więc status internetowego wydania audycji radiowych czy wydania prasowego. Czy jednak wszelka treść publikowana na portalach społecznościowych w ramach „dziennikarstwa obywatelskiego" jest materiałem prasowym?

Jeszcze nie ma prawa do zapomnienia

Dziennikarze nie są w swojej działalności nieskrępowani. Muszą się poruszać w „stających się" (a nie „zabetonowanych") granicach prawa. Podstawowe instrumenty ochrony dóbr osobistych wynikają z art. 24 k.c. Zwłaszcza dwa: żądanie zaniechania naruszenia, chyba że nie jest ono bezprawne, oraz żądanie usunięcia skutków naruszenia. Usunięcie skutków naruszenia jest w sprawach takich jak turecka prawie niemożliwe. Prawo do bycia zapomnianym dopiero nadchodzi, a nie już jest, co nie umniejsza znaczenia wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 13 maja 2014 r. w sprawie Google Spain (C-131/12) czy wyroków paryskiego (TGI Paris, RG 11/07970) i hamburskiego (Az.: 324 O 264/11) dotyczących Maksa Mosleya.

Innym roszczeniem, które można rozważyć, jest zaniechanie naruszenia. Do stwierdzenia, czy naruszenie było bezprawne (w przypadku takim jak sprawa tureckiego prokuratora), znaczenie ma ograniczony zakres ochrony dóbr osobistych funkcjonariuszy i osób publicznych, co podkreślał Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 22 stycznia 2014 r. (sygn. akt. III CSK 123/2013).

Wizerunek można też opisać jako „dane osobowe". W art. 23 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych (uod) trudno znaleźć przesłankę legalizującą użycie wizerunku w omawianej sprawie. Przepis ten stanowi, że przetwarzanie może być usprawiedliwione uzasadnionymi uprawnieniami odbiorców danych (prawo do informacji) tylko wówczas, gdy nie narusza ono praw i wolności osoby, której dotyczą. W przeciwnym razie strona może zażądać usunięcia tych danych na postawie art. 35 ust. 1 uod). Blokada portalu wpisuje się w takie żądania.

Regulamin na ratunek

Niedostatki ustawowej regulacji kwestii publikacji w internecie zwiększają znaczenie regulaminów przyjmowanych przez administratorów portali. Możliwość usunięcia z portalu niezgodnej z prawem i dobrymi obyczajami, a nawet prywatnymi ocenami zarządzającego edycji jest jednym z podstawowych postanowień regulaminu, bez którego przyjęcia nie można korzystać z usługi. Międzynarodowe portale społecznościowe mają zasięg i siłę oddziaływania nieporównywalnie większą od krajowych stron WWW. Czy zasadne jest zatem, by te ustalały sposób korzystania z nich wyłącznie na podstawie zawieranych z użytkownikami umów lub obcych porządków prawnych? Chcącemu nie dzieje się krzywda, ale jednocześnie siła oddziaływania użytkownika jest śladowa w relacji z globalnym graczem.

Dostawca usługi hostingowej (często właściciel portalu społecznościowego) dysponuje jeszcze jedną bronią. Nie jest odpowiedzialny za szkodę, jaką przyniosło uniemożliwienie usługobiorcy dostępu do danych, jeżeli powziął wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze tych danych.

Paradoksalnie, blokowanie treści może wywołać zwiększone zainteresowanie zakazanym owocem. W Turcji blokada portali społecznościowych nie sprawiła, że obywatele usunęli ze swoich twardych dysków pliki zawierające zdjęcia prokuratora, inni zaczęli ich poszukiwać w drugim obiegu...

Piotr Bodył-Szymala jest radcą prawnym, wykładowcą w Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu, dyrektorem obsługi prawnej BZ WBK

Patryk Rejs jest studentem Wydziału Prawa UAM w Poznaniu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA