Sylwetki

Nie wybieram się na emeryturę

Leszek Czarnecki, prezes Getin Holding
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Gdybym miał zacząć od początku, wcześniej zająłbym się bankowością – mówi najbogatszy Polak w rozmowie z "Rz"
Rz: Jak dużo czasu spędza pan w Polsce?
Leszek Czarnecki: Kilka miesięcy w roku. Ale spółki nadzoruję praktycznie bez przerwy. Wiem, co się dzieje w każdej z moich firm. I interweniuję natychmiast, jeśli coś jest nie tak. Resztę czasu jest pan na Malcie?
Również. Ale często jestem też na Ukrainie i w Rosji. Jest pan rezydentem Malty? Tak. I nie płaci pan podatków w Polsce? Wszystkie moje firmy płacą podatki w krajach, w których działają. Najwyższe płacimy jednak w Polsce. Dochód całego holdingu w 95 procentach generowany jest właśnie tutaj. Tylko w ubiegłym roku zapłaciliśmy ponad 150 milionów złotych podatku dochodowego. Czy Getin Holding w całości lub części był wystawiony na sprzedaż? Sytuacja na światowych rynkach sprawia, że nieustannie prowadzimy rozmowy w sprawie różnych sposobów finansowania akcji kredytowej naszych banków. W tej chwili chyba wszyscy rozpatrują rozmaite scenariusze funkcjonowania firm w tym roku i najbliższych latach. Getin Holding nie jest w tym więc odosobniony. Nie były prowadzone żadne rozmowy w sprawie sprzedaży Getinu? Nie mogę tego potwierdzić. Ale firma nie jest wystawiona na sprzedaż. Nie było rozmów z Santanderem, La Caiksą? Nie ujawniamy nazw firm, z którymi prowadzimy rozmowy handlowe. Te grupy były zainteresowane przejęciem pana holdingu? Nie ukrywam, ze jest bardzo wiele firm zainteresowanych Getin Holdingiem, bo to obiektywnie bardzo dobra firma. Ale nie rozmawiam i nie negocjuję z nikim. W tej chwili nie myślę o sprzedaży całego holdingu. A części? To już bardziej. Ale takie rozmowy też nie są prowadzone. Ich podjęcie jest możliwe w tym roku? Niemożliwe. Natomiast trudno powiedzieć, co będzie za dwa, trzy lata. Jestem pragmatykiem i nie mogę wykluczyć, że kiedyś zdecyduję się na sprzedaż firmy. Na razie nie mam takich planów. Koncentruję się przede wszystkim na tym, jak rozbudować grupę, która na rynku jest dopiero od sześciu lat. A to, jak na instytucję finansową, bardzo niewiele. Co znaczy „kiedyś”? Jak będę przechodził na emeryturę. A kiedy się pan wybiera? Na razie się nie wybieram. Jeżeli będę miał zamiar sprzedać firmę i rozpocznę negocjacje, na pewno rynek się o tym dowie. Dokładnie tak było z EFL. Na długo przed transakcją pojawił się komunikat, że wynająłem bank Credit Suisse, aby doradzał w rozmowach. Od tego momentu do finalizacji sprzedaży minął rok. Nie ukrywam, że w tej chwili z różnymi bankami prowadzimy rozmowy w sprawie finansowania, emisji obligacji, kredytów syndykowanych. Obecność cudzoziemców w firmie jest więc nieunikniona. I to rodzi najprzeróżniejsze spekulacje. Getin Holding bardzo dynamicznie rozwija się pod względem przyrostu aktywów – musimy więc myśleć o przyszłości. A z tym wiążą się stale kontakty z grupami finansowymi. Rozczarowała pana Rosja? Od lat chce pan kupić tam bank i to, co udało się w miarę szybko na Ukrainie i Białorusi, tam się nie powiodło. Nigdy nie jest tak, że wszystko się udaje. Traktuję to bardziej jako niezrealizowanie biznesowych założeń, a nie rozczarowanie. Nasza spółka leasingowa w Rosji bardzo dobrze się rozwija. Wcześniej czy później będzie i bank. Ale nam nie chodzi o wydawanie pieniędzy i postawienie flagi. Inwestycje na Ukrainie i Białorusi pokazują, że chcemy się rozwijać. Skuteczności nam nie brakuje, ale w Rosji nie znaleźliśmy dotąd możliwości bezpiecznej inwestycji. A jakie kolejne kraje są na celowniku Leszka Czarneckiego? Rozpoczynamy inwestycje w Rumunii. Stworzyliśmy tam firmę pośrednictwa finansowego o koncepcji zbliżonej do Open Finance. Następnym krokiem, w perspektywie dwóch, trzech lat, będzie uzyskanie licencji bankowej. I z tym nie ma problemu. Rumunia jest w Unii Europejskiej, a to oznacza, ze możemy albo kupić bank, albo działać na europejskim paszporcie z polską licencją, np. Getin Banku. Kolejne kraje nie wchodzą na razie w grę. Dlaczego rok temu odszedł pan z rady nadzorczej Getin Holdingu? Bo przez prawie cały rok nie było mnie w kraju. Teraz jestem przewodniczącym rady nadzorczej i kandyduję na szefa rady nadzorczej LC Corp. Był pan dla inwestorów gwarantem zysku. Czy w przypadku akcji LC Corp ten kapitał zaufania został nadszarpnięty? Być może tak się stało. Ale z drugiej strony to, co mogę gwarantować i za co odpowiadać, to wyniki spółki, a nie kurs akcji. A wyniki LC Corp są lepsze od tych, które zapowiadaliśmy rok temu. Trzeba jednak pamiętać, że w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy giełdowa wycena wszystkich deweloperów gwałtownie spadła. A my niczym nie różnimy się od reszty. Nurkuję sporo. Ostatnio na Antarktydzie czy na zatopionej podczas wybuchów nuklearnych flocie na atolu Bikini. To jedne z pierwszych nurkowań cywilnych na świecie, które nie miały nic wspólnego z rekordami Rozumiem ludzi, którzy stracili pieniądze, i jest mi z tego powodu przykro. Pomimo sprzedaży części akcji wciąż mam ponad 60 procent tej spółki, więc sam jestem zainteresowany jak najwyższym kursem. Zdecydował pan o skupowaniu akcji LC Corp i można to odebrać jako zabieg marketingowy przed planowanym debiutem Getin International. Chce pan odbudować zaufanie wśród inwestorów? Zadeklarowałem, że będę skupował akcje, bo wierzę w powodzenie LC Corp. Nie ma to jednak nic wspólnego z wejściem na giełdę Getin International, którego całą emisję akcji zamierzam gwarantować. Czy poza rynkiem finansowym czy deweloperskim jakieś inne branże pana interesują? Nie, żadne. Jakie widzi pan największe zagrożenia dla prowadzenia biznesu? W tym roku będzie trudniej niż w ostatnich latach. Chociaż z drugiej strony polska gospodarka ma się dobrze, więc nie widzę powodu, byśmy nie rozwijali się razem z nią. Największym problemem, z którym musi zmierzyć się sektor bankowy i deweloperski, jest zapewnienie płynności finansowej. W naszym przypadku nie ma takich obaw. LC Corp ma zagwarantowane finansowanie na swoje projekty. A Getin Holding odnosi spektakularne sukcesy w pozyskiwaniu lokat. Nie jesteśmy więc aż tak zależni od europejskiego czy światowego rynku finansowego. Za dwa tygodnie spłacamy pierwszą transzę euroobligacji. We wrześniu czeka nas kolejna spłata, z którą nie będziemy mieć problemu. Jaki ostatnio rekord pobił pan w nurkowaniu? Żadnego. Już pan nie nurkuje? Nurkuję sporo. Ostatnio na Antarktydzie czy na zatopionej podczas wybuchów nuklearnych flocie na atolu Bikini. To jedne z pierwszych nurkowań cywilnych na świecie, które nie miały nic wspólnego z rekordami. Były bardzo trudne pod względem logistycznym, ale nie w kontekście ryzyka czy narażania życia. Czy pana hobby to nie jest zbyt duże ryzyko, na jakie wystawiani są inwestorzy? Dziś już na pewno nie. Czas największych wyzwań, w sensie podejmowania rzeczywistego ryzyka, minął. I nie mam w planach bicia kolejnego rekordu. Co uznaje pan za największe osiągnięcie zawodowe? Mam nadzieje, ze ono wciąż przede mną. Z większości rzeczy, które zrobiłem w życiu zawodowym, jestem zadowolony. I nie kryję satysfakcji. Ale jest też parę, które można było zrobić lepiej. Nie podejmuję się jednak oceniania czegokolwiek. A co można było zrobić lepiej? Nie odpowiem na to pytanie. Czy można było ustalić niższą cenę za akcję LC Corp? Czy można było lepiej tę firmę prowadzić? Być może. Czy dziś zrobiłbym coś inaczej? Trudno powiedzieć. Wiem, że spółka znakomicie się rozwija. A jeśli pyta pani o emisję akcji – pewnie można było ją przeprowadzić rok wcześniej na tych samych warunkach, po tej samej cenie. Inwestorzy zarobiliby 100 proc., po czym akcje i tak spadłyby do obecnego poziomu. Można było też ustalić niższą cenę, ale takiej bessy na giełdzie nikt się nie spodziewał. A ogromny popyt na akcje LC Corp ze strony inwestorów instytucjonalnych potwierdzał zasadność decyzji co do poziomu ceny. Gdyby miał pan szansę zrobić coś od początku, to co by to było? Myślę, że trochę wcześniej zainteresowałbym się bankowością. Trzeba było to zrobić pod koniec lat 90. A teraz bardzo trudno nam gonić liderów, bo wystartowaliśmy prawie 15 lat później. Mamy jednak poczucie, że wiedzą czy umiejętnościami w niczym nie ustępujemy zachodnim bankom działającym w Polsce. Wcześniej powinna też rozpocząć działalność firma deweloperska, bo znów musimy gonić konkurencję. Ale tu idzie nam łatwiej. Mieliśmy firmę windykacyjną, którą sprzedaliśmy, bo nie był to udany projekt. Podobnie z firmą RB Expert, którą zamknęliśmy. Gdybym miał zrobić coś od początku... Chyba jeszcze raz przemyślałbym proporcje między pracą zawodową a życiem osobistym. Stworzył pan największą firmę prywatną w Polsce. Co przesądziło o pana sukcesie w biznesie? Może wszyscy inni, którzy też mieli taką możliwość, po prostu wcześniej sprzedali firmy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL