Muzyka

Krytyk Marek Dusza poleca nowe płyty na weekend

Marek Dusza
Fotorzepa/ Ryszard Waniek
Krytyk Marek Dusza poleca nowe płyty: młodej polskiej wokalistki Natalii Mateo nagrywającej w Niemczech, kompilację nagrań gitarzysty i wokalisty George’a Bensona, duety Vana Morrisona i koncert Leszka Mozdżera z przyjaciółmi w Filharmonii Berlińskiej.

Jazz
Natalia Mateo „Heart of Darkness", ACT/GiGi Distribution, CD, 2015

Największego odkrycia w polskiej wokalistyce jazzowej ostatnich lat dokonał niemiecki producent Siggi Loch, właściciel niezależnej wytwórni płytowej ACT Music. Nic dziwnego, skoro Natalia Mateo mieszka od lat w Niemczech, tam nagrała debiutancki album i wydała go własnym sumptem razem z przyjaciółmi z uczelni muzycznej w Osnabrueck. „Heart of Darkness" to druga płyta w jej karierze.

Natalia Kowalczyk, córka śpiewaka operowego, długo szukała nauczyciela śpiewu, dzięki któremu otworzyłby się jej głos. Znalazła wreszcie w Berlinie, gdzie uczyła się się też kulturoznawstwa i religioznawstwa. W Osnabrueck znalazła muzyków, z którymi założyła zespół i zaczęła śpiewać różnorodny repertuar. Od polskich tradycyjnych piosenek, przez standardy jazzu, popu i rocka do własnych kompozycji. Co ciekawe, najgoręcej w niemieckich klubach przyjmowane są jej interpretacje polskich tematów ludowych.

Na płycie „Heart of Darkness" wydanej w Niemczech przez ACT i dystrybuowanej w całej Europie znajdziemy tylko jedną taką piosenkę „Trudno" wykonaną po mistrzowsku: oryginalnie, z humorem, ale i zmysłowo, wręcz z erotyczną emfazą.

Śpiew Natalii Mateo (pseudonim wzięła od imienia brata), jest niezwykły. Przykuwa uwagę od pierwszej chwili, hipnotyzuje, wciąga w krąg muzyki tworzącej wyizolowany świat wyobraźni. Ciekawe aranżacje, których współautorami są wszyscy muzycy młodego zespołu, tworzą spektakl z pogranicza kabaretu, teatru i musicalu. Zadziwiające, że tak dobrych muzyków Natalia znalazła na swojej uczelni.

Repertuar albumu „Heart of Darkness" świadczy, że Natalia nie boi się skakać do głębokiej wody. Zdaje sobie sprawę, że nawet śpiewając znane tematy, zawładnie sercami słuchaczy wykonując je po swojemu. Z piosenki na piosenkę staniemy się coraz bardziej zagorzałymi jej fanami. Przebój „Paparazzi" Lady Gaga zaśpiewała ciekawiej od amerykańskiej gwiazdy. Znalazła intrygujący sposób na interpretację „The Windmills Of Your Mind" Michela Legranda. Zbliżyła się do szalonego oryginału „I Put A Spell On You" Screamin' Jaya Hawkinsa. Rozedrgany nieparzystym rytmem, zaśpiewany z rockową ekspresją zadziwi także zwolenników wersji Niny Simone.

Sięgnęła nawet po „Strange Fruit" znany z epokowego wykonania Billie Holiday. Dla Natalii inspiracją był program telewizyjny o obozach dla uciekinierów z Afryki we Włoszech. Jest w tej piosence bardzo przekonująca, dramatyczna, aż dreszcze chodzą po plecach. Bliski jest jej gorzki humor Toma Waitsa, który wyraziła w osobistej interpretacji „Chocolate Jesus". Swobodny, bluesowy klimat roztacza przed słuchaczami w „Take A Walk On The Wild Side" Lou Reeda. Tę piosenkę zaśpiewała z zespołem za pierwszym podejściem.

Album zamykają cztery kompozycje Natalii Mateo świadczące, że ma nie tylko wybitny talent wokalny, ale i kompozytorski. Mam nadzieję, że szybko przyjedzie do Polski na koncerty, a na razie słucham jej płyty z przyjemnością i dumą odkrywcy, ale i rodaka.

R'n'B
George Benson „The Ultimate Collection", Rhino/Warner, 2CD, 2015

Laureat dziesięciu nagród Grammy, gitarzysta, wokalista i kompozytor George Benson wymyślił tak charakterystyczny styl śpiewania z akompaniamentem gitary unisono, że rozpoznaje się go już po pierwszych akordach. Co ciekawe, sławę zdobył najpierw jako gitarzysta jazzowy, wystąpił na płycie Milesa Davisa, nagrywał świetne, jazzowe albumy. Pod koniec lat 60. należał do najważniejszych wirtuozów tego instrumentu.

Kiedy już zdobył wszystkie możliwe nagrody przeznaczone dla gitarzystów jazzowych, w 1975 r. podpisał kontrakt z wytwórnią Warner. Z producentem Tommym LiPumą nagrywał album „Breezin'", a wieczorami występował w klubie. Kiedy LiPuma usłyszał jak śpiewa, zaproponował mu wykonanie przeboju Leona Russella „This Masquerade". Piosenka trafiła do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych nagrań „Billboardu", a „Breezin'" stał się pierwszym w historii platynowym albumem jazzowego artysty. Kolejne albumy Bensona były bardziej w stylu r'n'b niż jazz. On sam pozostał znakomitym gitarzystą, co najlepiej słychać na jego koncertach. Kompilacja „The Ultimate Collection" prezentuje najlepsze cechy jego muzyki: znakomite improwizacje, śpiewny ton gitary, łatwo wpadające w ucho melodie, funkowy, porywający rytm i wreszcie śpiewane scatem i grane na gitarze unisono karkołomne akordy. Sam Benson podkreśla, że o śpiewaniu i o grze na gitarze myśli tak samo, dla niego to jedno.

Album otwiera przebój „Give Me the Night" wyprodukowany przez Quincy'ego Jonesa w 1980 r. Mamy okazję posłuchać rzadkiej wersji z maxi-singla. Z kolei „This Masquerade" to singlowa wersja prezentowana w radiu, która spowodowała lawinowe zainteresowanie albumem Bensona. Tytułowy utwór płyty „Breezin'" to prawdopodobnie najlepsze gitarowe nagranie wszech czasów. Benson z uczuciem śpiewa ballady jak „Nature Boy" czy „In Your Eyes". Znakomite są duety z Arethą Franklin, Patti Austin i Alem Jarreau. Ciekawostką jest tytułowe nagranie z albumu Bensona „White Rabbit" (1971) zaaranżowane w stylu flamenco z jazzową sekcją instrumentów dętych, a spopularyzowane wcześniej przez zespół Jefferson Airplane.

Z tym zestawem przebojów George'a Bensona można się nie rozstawać.

Blues/Rock
Van Morrison „Duets: Re-Working the Catalogue", RCA/Sony Music, CD, 2015

Znany swoim fanom jako „Van the Man", urodzony w Irlandii Północnej gitarzysta, saksofonista, autor piosenek Van Morrison postanowił nagrać album duetów. Najwyższy czas, bo przyjaciół ma wielu i każdy chętnie z nim występuje. Pomysł był prosty, wybrać z grubego śpiewnika kilkanaście jego piosenek i zaprosić do studia sławy popu, rocka, bluesa, r'n'b i jazzu.

Wśród gości nie mogło zabraknąć George'a Bensona, z którym zaśpiewał jeden ze swoich największych przebojów „Higher Then The World". Benson gra oczywiście na gitarze, a Morrison przygrywa mu na saksofonie. Album otwiera jednak piosenka „Some Peace of Mind" wykonana z legendarnym wokalistą i twórcą soulowych przebojów Bobbym Womackiem. Nagrania dokonano tuż przed śmiercią Womacka. Gwiazdą gospel i soulu jest niewątpliwie Mavis Staples, z którą Van the Man zaśpiewał balladę „If I Ever Needed Someone". Niski, zachrypnięty głos Staples intrygująco kontrastuje z wysokimi partiami Morrisona.

Klasą dla siebie jest jak zawsze Natalie Cole śpiewająca z wielką swobodą rozkołysany swingiem temat „These Are The Days". W bluesa „Wild Honey" wczuła się Joss Stone, najbardziej „czarna" z „białych" wokalistek. Słabiej niż oczekiwałem wypadł natomiast czołowy dziś wokalista jazzowy Gregory Porter, a piosenkę dostał znakomitą: „The Eternal Kansas City". Charakterystycznym głosem wybija się Mick Hucknall, dawniej Simply Red, w „Streets of Arklow". Stary przyjaciel Georgie Fame nie zawiódł w skocznym temacie „Get On With the Show". Jeden z najlepszych bluesowych duetów Morrison nagrał z innym kumplem, organistą Steve'em Winwoodem. Ich „Fire In the Belly" chwyta za gardło ekspresją i nostalgią.

Piękną balladę „Irish Heartbeat" Van zaśpiewał ramię w ramię, zagrał gryf w gryf z Markiem Knopflerem. To nagranie brzmi niemal jak Dire Straits z dawnych lat. Finał albumu jest w wielkim stylu. Swingowa wersja „Real Real Gone" nabrała kolorów za sprawą Michaela Bublé. Okazało się, że gospodarz i gość czują się w tym klimacie, jak ryby w wodzie. Album zamyka charyzmatyczny duet z grającym na harmonijce ustnej i śpiewającym Taj Mahalem. To czysty blues w najlepszym stylu. Cały album to majstersztyk.

Jazz
Leszek Możdżer & Friends „Jazz at Berlin Philharmonic III", ACT/Outside Music, CD, 2015

Gospodarzem trzeciego z serii koncertów „Jazz at Berlin Philharmonic" był pianista Leszek Możdżer, a jego gośćmi muzycy z dobrze nam znanego tria pianisty: szwedzki kontrabasista Lars Danielsson i grający na instrumentach perkusyjnych Zohar Fresco z Izraela oraz Atom String Quartet. Jak Leszek Możdżer podkreślił w rozmowie z „Rzeczpospolitą" wszyscy muzycy byli w świetnej formie i powstał znakomity materiał na płytę. Potwierdzają to frenetyczne oklaski publiczności, dla której dostawiono krzesla, a tak nie wszyscy chętni zmieścili się do kameralnej sali Filharmonii Berlińskiej.

Pianista od razu podniósł artystyczną poprzeczkę na wysoki poziom wykonując solo Etiudę nr 2 Witolda Lutosławskiego. Błyskotliwa wirtuozeria i nieokiełznana ekspresja Możdżera niemal postawiły słuchaczy „na baczność", a z pewnością wyostrzyły zmysły na kolejne wrażenia koncertu. Duet fortepianu z kontrabasem w kompozycji Danielssona „Praying" ukazał liryczną stronę obu muzyków. Z gracją prowadzą chwytliwą linię melodyczną wzbogacając ją o improwizacje godne czołowych jazzmanów. W „Follow My Backlights" Możdżer preparuje brzmienie fortepianu układając na strunach różne przedmioty, a Danielsson chwyta za smyczek. W kulminacyjnym momencie utworu pianista przyspiesza tempo, a Szwed szarpie miarowo struny.

W kompozycji Możdżera „Love Pastas" dołącza Atom String Quartet, „najlepszy kwartet smyczkowy" według Leszka Możdżera. Smyczki grają wschodni motyw i tworzą szerokie tło. Popisowy temat „Atomów" to kompozycja skrzypka Dawida Lubowicza „Na 7". Lars Danielsson powraca w swoim utworze „Africa", a Zohar Fresco także we własnym „Gasharim". Całe trio daje pokaz idealnej współpracy i wzajemnej inspiracji w temacie „Eden" Danielssona.

Atom String Quartet powraca na scenę w przebojowej kompozycji Możdżera „Hunchback Porn Angel". Pianista przekazuje melodyjny motyw kwartetowi, który wydobywa z niego góralską dynamikę. Album kończy „Winter Song" wiolonczelisty Krzysztofa Lenczowskiego z preparowanym fortepianem i innymi efektami. Utwór rozwija się powoli aż do ekstazy wszystkich muzyków i owacji publiczności. „Jazz at Berlin Philharmonic III" to z pewnością kolejny bestseller w dyskografii Leszka Możdżera.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL