fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Amerykańskie manewry wojskowe wokół Rosji

Naczelny dowódca sił NATO w Europie generał Philip Breedlove
AFP
Manewry z udziałem 3 tysięcy amerykańskich żołnierzy to znak dla Władimira Putina, gdzie przebiega czerwona linia.

Na Łotwie wciąż trwa wyładunek ponad 750 czołgów, pojazdów wojskowych oraz innego sprzętu wojskowego. Armie trzech państw bałtyckich zaplanowały trzymiesięczne manewry. Amerykańscy żołnierze przybędą w przyszłym tygodniu. Po zakończeniu manewrów amerykański sprzęt pozostanie w magazynach wojskowych. – Tak długo, jak będzie potrzeba, aby powstrzymać rosyjską agresję – zapowiada gen. John O'Connor.

W państwach bałtyckich szczególnie głośnym echem odbiły się słowa prezydenta Władimira Putina, który we wrześniu ubiegłego roku zapewniał, że rosyjskie wojska w dwa dni mogą dotrzeć do Tallina, Rygi i Wilna. Do Warszawy zresztą też. Łotwa i Litwa potraktowały je tak poważnie, że przywracają obowiązkowy pobór do wojska. W Estonii istnieje on od dawna.

– Jeżeli Putin ma plany inwazji poza Ukrainą, to na pierwszy ogień pójdzie Mołdawia – przekonuje „Rz" Andres Kasekamp, estoński politolog. Jego zdaniem nie widać żadnych oznak próby destabilizacji w państwach bałtyckich. Okazja była chociażby niedawno w Estonii przy okazji wyborów parlamentarnych. Przebiegły bez incydentów i prorosyjska Partia Centrum zajęła w nich – tak jak poprzednio – drugie miejsce.

Amerykańska obecność wojskowa w państwach bałtyckich jest nie tylko ostrzeżeniem pod adresem Moskwy, ale i wyrazem zdecydowania administracji Obamy. Opiera się ona wprawdzie żądaniom dostaw broni dla armii ukraińskiej, ale nie znaczy to, iż nie jest zdecydowana powstrzymać Putina. – To nic innego jak substytut dozbrojenia Ukrainy – przekonuje Kasekamp.

Amerykańskie czołgi pozostaną w krajach bałtyckich „tak długo, jak będzie trzeba"

Działania USA na północy kontynentu nie wywołują komentarzy w Berlinie, który był ostatnio, jak pisze „Spiegel", zaalarmowany „agresywną postawą NATO wobec Ukrainy". Tygodnik twierdzi nawet, że jastrzębie z Waszyngtonu pragną storpedować berlińskie inicjatywy dyplomatyczne w sprawie Ukrainy. Powodem zaniepokojenia były niedawne wypowiedzi dowódcy sił NATO w Europie, amerykańskiego gen. Philipa Breedlove'a, który udowadniał, że znaczne siły rosyjskie wkroczyły na Ukrainę. Zdaniem niemieckich służb była to nieprawda. Berlin podejrzewa, że takie i podobne wypowiedzi amerykańskich wojskowych i polityków są częścią kampanii zwolenników dostaw broni na Ukrainę, obliczonej na skłonienie prezydenta Obamy do podjęcia takiej decyzji. Niemcy są temu przeciwne, obawiając się eskalacji konfliktu.

– Amerykanie są generalnie zdania, że dominacja militarna Rosji na polu walki nie może pozostać bez odpowiedzi – przekonuje „Rzeczpospolitą" Kai Olaf Lang ekspert berlińskiej fundacji Nauka i Polityka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA