fbTrack

Komentarze

Świątynia niezgody

Tomasz Krzyżak
Fotorzepa
Dotacja na Świątynię Opatrzności Bożej jest kontrowersyjna, ale potrzebna

Za sprawą decyzji Sejmu o przyznaniu 16 mln zł na budowę muzeum Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego przy Świątyni Opatrzności Bożej, powraca temat finansowania Kościoła z budżetu państwa.

Pojawiają się zarzuty, że politycy wspólnie z hierarchią omijają prawo, by publiczne pieniądze wydać na cele kultu religijnego. Argumentuje się, że budowa muzeum niewiele ma wspólnego z kulturą, a rzeczywiście potrzebujące wsparcia placówki na pomoc budżetu państwa nie mają co liczyć. Przy okazji wyciąga się do tego papieża Franciszka, który chce Kościoła „ubogiego i dla ubogich". W tle oczywiście jest polityka. Platforma Obywatelska do spółki z PSL chcą mieć spokój w roku wyborczym i ochoczo dają pieniądze na Kościół.

Świątynia Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie powstaje w bólach. Jej budowa trwa już ponad 10 lat i jak dotąd udało się uruchomić jedynie tzw. Panteon Wielkich Polaków, który znajduje się w podziemiach. Ale prace są na tyle zaawansowane, że jest wielce prawdopodobne oddanie całego kompleksu świątynnego w 2016 roku.

Od 10 lat główny ciężar finansowania budowy spoczywa na archidiecezji warszawskiej. To z jej budżetu oraz dobrowolnych ofiar pochodzących od wiernych wykonano większość prac. Dotacje, które przekazało państwo na muzeum Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego, to w istocie niewielka część budżetu.

Kontrowersje budzi połączenie części sakralnej z kulturalną. Czy da się je od siebie oddzielić i finansować z innych źródeł? Urzędnicy skarbowi stwierdzili, że nie. I mają rację. Bo dach nad muzeum – które powstaje na najwyższej kondygnacji świątyni – będzie jednocześnie dachem całego kościoła. Czy dlatego państwo ma odmówić wsparcia tej budowy? Rozumując w ten sposób środków budżetowych nie powinno dawać się również na remonty zabytkowych świątyń – np. katedry na Wawelu, katedry w Warszawie czy w Przemyślu. W tej ostatniej przy wydatnym wsparciu budżetu odrestaurowano ostatnio gigantyczne podziemia odkrywając przy tym ślady po romańskiej rotundzie z X wieku. Czy fakt, że w tych miejscach odbywa się kult religijny ma w jakiś sposób je dyskryminować?  A może trzeba zrobić tak jak we Francji: burzyć i w miejscu świątyń stawiać nowoczesne osiedla?

Ktoś powie, że muzeum Jana Pawła II oraz Prymasa Tysiąclecia we współczesnej świątyni (na dodatek koszmarku architektonicznym) niewiele ma wspólnego z zabytkiem z XII czy XIII wieku. Punkt widzenia zależy oczywiście od punktu siedzenia. Aby dojść w tej sprawie do jakiegoś porozumienia musielibyśmy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie czym właściwie jest kultura. A wszyscy wiemy, że jest to pojęcie bardzo szerokie. W moim mniemaniu z kulturą nierozerwalnie związana jest tożsamość, tradycja, dziedzictwo.

Nie ma wątpliwości, że Jan Paweł II i prymas Wyszyński to jedne z największych postaci w historii Polski, o których nie wolno zapominać. Wciąż należy ich przypominać. Mówić głośno o tym, że bez tych dwóch postaci nie byłoby upadku komunizmu i wolnej dziś Polski. Nie wiem jakie przesłanki kierowały posłami, którzy zdecydowali o przyznaniu dotacji na muzeum. Może to faktycznie wyrachowanie polityczne? A może właśnie chęć zachowania dla kolejnych pokoleń jakiegoś dziedzictwa.

Zakończę patetycznie przytaczając kardynała Wyszyńskiego: „Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się [...] narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród, który nie wierzy w wielkość, i nie chce ludzi wielkich, kończy się".

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL