fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Coś z tej naszej „Solidarności” jeszcze zostało

Zbigniew Romaszewski - Zabranianie sportowcom udziału w olimpiadzie to absurd. Ważne jest jednak to, by osoby publicznie znane deklarowały, że nie będą ściskać ludzi, którzy mają krew na rękach – twierdzi wicemarszałek Senatu
Rz: Czy Donald Tusk postąpił słusznie, deklarując, że nie pojedzie na ceremonię otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie?
Jestem pełen uznania dla decyzji premiera. Widocznie coś jeszcze z tej naszej dawnej „Solidarności” zostało. Postawa Donalda Tuska jest dla mnie tym bardziej budująca, że jest on zagorzałym kibicem sportu. Musiało go to więc sporo kosztować. Będzie go kosztować tylko jako kibica czy także jako polityka?
Nie wydaje mi się, żeby stosunki z Polską były dla Chin szczególnie ważne. Dla nas zresztą też nie są. Takiego salda ujemnego jak w handlu z Chinami nie mamy w handlu z żadnym krajem. Zatem pogorszyć tych naszych stosunków i tak chyba się nie da. Można mieć nadzieję, że europejscy przywódcy wezmą przykład z premiera Tuska Ale zaproszenie Dalajlamy do Polski spotkało się z reakcją chińskich władz. Może nie jesteśmy im więc tacy obojętni? To dlatego, że takie działania powodują, iż coraz głośniej mówi się o Tybecie i coraz mniej osób jest wobec tego kraju obojętnych. Pod tym względem to nawet dobrze, że Chiny się obrażają. Czy za decyzją premiera powinien pójść bojkot sportowców? Kiedyś podpisałem nawet apel o bojkot olimpiady, ale nigdy nie wierzyłem, że to naprawdę może się udać – z bardzo prostej przyczyny: naszym światem rządzi złoty cielec, a w to przedsięwzięcie, jakim jest olimpiada, zostały zaangażowane gigantyczne pieniądze. Wiedzieliśmy jednak, że aby przebić się do mediów i opinii publicznej, wywołać jakąś reakcję, trzeba użyć odpowiednich środków, czyli powiedzieć o bojkocie. Świat jest dzisiaj tak potwornie zmaterializowany, że za możliwości handlu każdy jest gotowy zrobić o wiele gorsze rzeczy niż uczestnictwo w olimpiadzie w Pekinie. Zabranianie sportowcom udziału w olimpiadzie, która i tak się odbędzie, byłoby sytuacją absurdalną. Ważne jest jednak to, by osoby publicznie znane deklarowały, że nie chcą i nie będą uczestniczyć w tym cyrku, że nie będą ściskać ludzi, którzy mają krew na rękach. To bardziej kwestia symboliki niż polityki. Tylko czy ta symbolika jest w stanie pomóc Tybetańczykom? Myślę, że tak. Może w końcu Chiny przestaną się kojarzyć wyłącznie z tanimi gratami, może w końcu ludzie zauważą, co chińskie władze wyprawiają w Tybecie. W ciągu ostatnich dziesięciu lat w mediach głównie można było znaleźć informacje o tym, jak gigantyczny jest rozwój Chin i jak wielkie sukcesy gospodarcze ten kraj odnosi. O sytuacji Tybetańczyków głośno zrobiło się dopiero niedawno. Donald Tusk jest pierwszym szefem europejskiego rządu, który złożył tak zdecydowaną deklarację. Jak może ona zostać odebrana przez polityków europejskich? Nie przesadzajmy, nie będzie to wydarzenie z pierwszych stron międzynarodowych gazet. My, Polacy, doskonale pamiętamy czasy „Solidarności” i to, że kiedy byliśmy represjonowani, kiedy podlegaliśmy różnym naciskom, spotkaliśmy się ze wsparciem całego świata i dlatego uważam, że naszym obowiązkiem jest wspieranie słabszych. Można tylko mieć nadzieję, że europejscy przywódcy wezmą przykład z premiera Tuska. Wielkim sukcesem będzie to, jeśli uda się nam rozruszać Unię i wywołać taką europejską solidarność w obronie praw człowieka, o których przecież w Unii tyle się mówi. Trzeba pokazać, że w Chinach jest wykonywanych około 8 tys. wyroków śmierci rocznie, że 16 milionów ludzi przebywa w obozach pracy, że na wielką skalę kwitnie handel organami, że Chińczycy krwawo prześladują Tybetańczyków. Warto, by świat się o tym dowiedział. Zbigniew Romaszewski jest politykiem, obrońcą praw człowieka, wicemarszałkiem Senatu. W czasach PRL był opozycjonistą
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA