fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Zapłacimy lekarzom za skuteczność

Bartosz Arłukowicz przekonuje, że już w ciągu kilku miesięcy skrócą się kolejki do lekarzy
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Trzeba nakreślić wyraźną granicę między publiczną a prywatną służbą zdrowia – mówi „Rz" minister.
Rz: Przygotował pan pakiet zmian w służbie zdrowia, który ma skrócić kolejki do specjalistów. Zapowiadał pan jednocześnie, że zmiany będą bolesne. Kogo będą boleć?
Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia: Przede wszystkim będą korzystne dla pacjentów. Jednak zmiany wywołują też emocje. Pamiętam, jakie towarzyszyły ustawie refundacyjnej, która w konsekwencji okazała się skuteczna i korzystna dla pacjentów, którzy płacą za leki coraz mniej.
Jestem przekonany, że przygotowany pakiet onkologiczny i kolejkowy to zmiany w oczekiwanym przez pacjentów kierunku.
Chcemy, aby zwłaszcza w onkologii pacjent nie wędrował od gabinetu do gabinetu. Często zajmowało mu zbyt wiele czasu, zanim został przyjęty przez specjalistę. Teraz nie będzie już musiał stać w kolejce np. z pacjentami, którzy zakończyli leczenie wiele lat temu.
W jaki sposób będzie wyglądać kuracja onkologiczna?
Pacjent onkologiczny otrzyma specjalną zieloną kartę, która będzie przepustką do wszystkich specjalistów i do wszystkich oddziałów, które zajmują się leczeniem onkologicznym.
Pakiet kolejkowy ministra Arłukowicza jest nierealny
Czyli nie będzie musiał chodzić na prywatne, drogie wizyty, żeby się w ten sposób dostać na leczenie do publicznej placówki bez kolejki?
Bardzo mi zależy, aby nakreślić wyraźną granicę między publiczną a prywatną służbą zdrowia. Aby skończył się czas, w którym ważną rolę w drodze przez publiczny system ochrony zdrowia odgrywał gabinet prywatny. Dążę do tego, by był on rzeczywiście prywatnym gabinetem, a nie pewną formą transferu do systemu publicznego, czyli drogą na skróty do specjalisty.
Rewolucją jest to, że zdejmujemy limity finansowe na leczenie nowotworów – zmiana oczekiwana od wielu lat. Jednocześnie wymagamy ściśle określonej terminowości oraz jakości leczenia – to są dwa warunki, które musi spełnić placówka lecznicza, aby mogła się znaleźć w sieci terapeutycznej dla pacjentów onkologicznych, gdzie nie będzie limitów.
Po otrzymaniu „zielonej karty" od lekarza rodzinnego pacjent w ciągu dwóch tygodni musi się znaleźć u określonego specjalisty, najczęściej onkologa, ale nie tylko. Dla przykładu: w przypadku nowotworu prostaty – będzie to także urolog, w przypadku nowotworów ginekologicznych – ginekolog. Z kolei specjalista ma cztery tygodnie, żeby postawić diagnozę. W ciągu dwóch pierwszych tygodni musi postawić diagnozę wstępną. Dwa kolejne to czas na ustalanie stopnia zaawansowania choroby. Jeśli w ciągu tych czterech tygodni postawi diagnozę, będzie premiowany dodatkowymi środkami finansowymi poza kontraktem.
Z tego, co wiemy, ma to być ok. 200 zł miesięcznie.
W tej chwili nie chcę jeszcze mówić o konkretnych kwotach. Będzie to przedmiotem dyskusji z przedstawicielami środowisk medycznych, ale resort jest do tych rozmów przygotowany.
W Polsce większość problemów medycznych rozwiązują szpitale i specjaliści, a na świecie lekarze rodzinni
Jak pan sprawi, że pacjent trafi od lekarza pierwszego kontaktu do onkologa w dwa tygodnie? Lekarze rodzinni nie mają sztywnego łącza z onkologami.
Aby korzystać z dodatkowego finansowania, lekarze rodzinni będą musieli współpracować ze specjalistami i tworzyć sieć terapeutyczną, w ramach której pacjent onkologiczny będzie miał zapewnioną kompleksową opiekę medyczną. Kluczowa w projektowanych zmianach jest idea opieki koordynowanej. Musimy wprowadzić finansowanie motywacyjne. Specjalistom, którzy chcą w ramach systemu bezlimitowego diagnozować i leczyć pacjentów onkologicznych, będzie zależało na bliskiej współpracy z lekarzami rodzinnymi, którzy kierują do nich pacjentów. Zmiany będą zachęcać lekarzy rodzinnych i specjalistów do współpracy.
A co, jeśli pacjent na szczęście nie będzie miał raka? Lekarz rodzinny nie dostanie pieniędzy z bezlimitowego programu onkologicznego?
Będziemy premiować lekarzy rodzinnych za skuteczność i zwiększoną czujność onkologiczną.
Kto zapłaci za badania, które wykluczyły raka?
Wszystkie konieczne badania zostaną sfinansowane. Bez limitu będziemy finansować specjalistyczną diagnostykę w ramach szybkiej terapii onkologicznej, bez względu na to, czy nowotwór zostanie potwierdzony czy nie. Oczywiście, ważne są czas i jakość.
Dziś kłopotem jest również dostęp do informacji dotyczących wyników leczenia i jego efektywności. Stąd kolejna kluczowa zmiana w naszym projekcie – informacje na temat efektów leczenia każdego pacjenta będą zbierane przez NFZ. Podmioty, które chcą leczyć bez limitu, będą musiały upubliczniać terminowość i jakość, by pacjent wiedział, jakie są efekty leczenia danego nowotworu w tej jednostce, a jakie w innej. Tak pacjenci będą mieli możliwość wyboru. Nikomu nie narzucamy, gdzie ma się leczyć.
Chce pan, by każdym pacjentem onkologicznym zajęło się konsylium składające się z kilku specjalistów. Już w tej chwili jest za mało lekarzy. Jak pan skonstruuje konsylia dla 140 tys. pacjentów rocznie, bo u tylu rozpoznaje się nowotwór?
Do konsylium trafi pacjent już zdiagnozowany. Konsylium zdecyduje o indywidualnym sposobie leczenia. Jego skład będzie precyzyjnie opisany dla każdego rodzaju nowotworu. Chcielibyśmy, aby uczestniczył w nim także psycholog. Konsylium przekaże pacjenta koordynatorowi.
Duża część wizyt u specjalistów to wystawienie recepty. Trzeba to uprościć
Kto będzie tym koordynatorem?
Lekarz lub lekarz w trakcie specjalizacji, pielęgniarka lub specjalista zdrowia publicznego. Zadaniem koordynatora nie będzie przygotowanie merytorycznego planu leczenia, ale przestrzeganie terminów jego realizacji.
Lekarze rodzinni mają wątpliwości. Weźmy raka szyjki macicy, jednego z najczęstszych u kobiet. Jak lekarz rodzinny miałby podejrzewać u pacjentki taki nowotwór?
Nie tylko lekarze rodzinni, ale także wszyscy specjaliści będą mogli kierować pacjentów na badania w ramach szybkiej terapii onkologicznej. Raka szyjki macicy rozpoznaje najczęściej ginekolog, a zatem to on skieruje pacjentkę do dalszego leczenia bez limitu, aby potwierdzić lub wykluczyć nowotwór.
Często nie da się diagnozy zamknąć w dziewięć tygodni, bo badania trzeba powtarzać.
Pewien procent przypadków w onkologii to sytuacje nietypowe. Placówka nie wypadnie z systemu szybkiej terapii onkologicznej, jeśli pojawią się nadzwyczajne okoliczności.
Wszystko się obraca – co podkreśla premier – mniej więcej w ramach tych samych pieniędzy, które dziś państwo wydaje na służbę zdrowia. A zatem komuś będzie pan musiał zabrać, by zlikwidować limity onkologiczne.
Nie, ponieważ ten nowy system pozwoli nam jednocześnie na oszczędności. Dziś pacjent, czekając długo na rozpoczęcie leczenia, korzysta z wielu różnych porad specjalistycznych, aby uzyskać pełną diagnozę. Im wcześniej nastąpi rozpoznanie choroby nowotworowej, tym większe szanse ma pacjent na wyleczenie, a koszty tego leczenia są niższe – to po pierwsze. Po drugie – dziś często pacjent ma operowany nowotwór w ośrodku chirurgicznym, który nie współpracuje z żadnym ośrodkiem onkologicznym, dlatego po operacji długo czeka na chemioterapię bądź radioterapię. Czas biegnie, choroba postępuje, a koszty leczenia wzrastają. My to zmienimy. Po trzecie, kluczowe – cały świat stara się dziś leczyć pacjentów ambulatoryjnie. A w Polsce od lat podstawą leczenia jest wielodniowy pobyt w szpitalu, który w wielu przypadkach nie jest konieczny. Wiedzą państwo, ile kosztuje dziennie utrzymanie tylko samego łóżka na radioterapii?
Wiemy, 400 zł za dzień. Tyle co w  hotelu pięciogwiazdkowym.
Zabieg naświetlania trwa od kilku do kilkunastu minut dziennie, a pacjent leży w szpitalu wiele tygodni. Chcemy lepiej wykorzystać te pieniądze. Dlatego w pakiecie kolejkowym stwarzamy możliwość rozliczenia przez szpital kosztów transportu pacjenta albo jego zakwaterowania poza szpitalem, jeśli jest taka potrzeba, co jest rozwiązaniem korzystniejszym dla pacjenta i wielokrotnie tańszym dla systemu. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zostaną przekazane na leczenie.
Uważa pan, że oszczędności, które przyniesie szybsze diagnozowanie raka i ograniczenie czasu hospitalizacji, wystarczą na zniesienie limitów?
Liczymy się z tym, że w pierwszym i drugim roku być może trzeba będzie nieco zwiększyć środki. To będzie okres przejściowy, w którym wszyscy musimy przystosować się do zmian.
Już dziś widzimy, że przychody NFZ będą się prawdopodobnie powoli zwiększać. Wybór pomiędzy podwyższeniem podatków a działaniem w ramach obecnego budżetu powoduje, że zdecydowaliśmy najpierw uszczelnić system, a wszystkie pieniądze ponad nasze prognozy przeznaczać na finansowanie motywacyjne dla lekarzy.
Dlaczego nie zniesie pan limitów już teraz, tylko od 2015 roku?
Aby znieść limity, trzeba najpierw zmienić organizację leczenia onkologicznego. I to robimy. Chcemy finansować kompleksowość leczenia, a także jakość, terminowość i efekt.
A kto będzie oceniał efekty leczenia?
Powstanie rejestr prowadzony przez NFZ. Nad jakością będzie czuwała rada onkologiczna przy ministrze zdrowia. W jej skład wejdą autorytety z dziedziny onkologii, które będą monitorowały prace i wyniki ośrodków.
Dla pacjentów z innymi dolegliwościami niż nowotwory ma pan oddzielny pakiet. Jego sztandarowy projekt to wprowadzenie centralnej rejestracji kolejek. Co to takiego?
Chodzi o elektroniczne bazy w każdym województwie, gdzie będą rejestrowani pacjenci oczekujący do określonych specjalistów. Zaczniemy od centralnych kolejek w dziesięciu kluczowych obszarach, w których na wizytę oczekuje się najdłużej.
Dziś pacjent otrzymuje informację o średnim czasie oczekiwania i liczbie czekających, a wkrótce będzie to po prostu pierwszy wolny termin i informacja, gdzie na wizytę czeka się najkrócej.
Pan chce, żeby placówki wskazywały pierwszy wolny termin.
Tak. Będą informować o pacjentach oczekujących w kolejce po numerach PESEL. Koniec z uznaniowością i z kolejkami prowadzonymi w zeszytach i na karteczkach.
Sugeruje pan korupcję.
Nie, sugeruję zbyt dużą uznaniowość. Wkrótce powstanie elektroniczny rejestr, do którego nie będzie można wpisać pacjenta poza kolejnością, chyba że wymaga on nagłej i pilnej pomocy – to jest już wskazanie medyczne.
Jeśli ten system rzeczywiście wejdzie w życie, to będzie widać, w ilu miejscach jednocześnie zapisują się pacjenci?
Tak, ale przede wszystkim chodzi o to, by kierować pacjentów do specjalistów, u których na wizytę oczekuje się krócej. Jest wiele przykładów, że w tym samym mieście czas oczekiwania do jednej poradni endokrynologicznej wynosi ponad rok, a do drugiej – 25 dni.
Może endokrynolog z placówki, do której jest krótka kolejka, nie jest dobrym lekarzem.
Tak również może być. W takiej sytuacji ważną rolę odegra nadzór merytoryczny. Aby zwiększyć skuteczność tego nadzoru, przygotowaliśmy również zmiany w ustawie o konsultantach, która właśnie została przyjęta do planu prac rządu. Jej głównym założeniem jest zacieśnienie współpracy między ministrem a konsultantami krajowymi i wojewódzkimi.
Czy reformę służby zdrowia da się przeprowadzić wbrew lekarzom? Żeby skłaniać lekarzy rodzinnych do przyjmowania większej liczby pacjentów, chciał im pan wprowadzić premię, ale jednocześnie obniżyć tzw. stawkę kapitacyjną, czyli stałą kwotę, którą dostają w tej chwili. Te pomysły mogły zostać wysadzone w powietrze przez organizacje lekarskie.
Nie proponuję obniżenia stawki kapitacyjnej, ale odrębny system motywacyjny, który daje możliwość dodatkowego premiowania przy spełnieniu określonych warunków. Brałem pod uwagę kilka wariantów, począwszy od ograniczenia stawki kapitacyjnej, do jej pozostawienia i wprowadzenia dodatkowego systemu motywacyjnego. Wybrałem ostatni wariant. Celem jest odwrócenie swoistej piramidy – w Polsce większość problemów medycznych rozwiązują specjaliści i szpitale, a na świecie – lekarze rodzinni.
Chce pan lekarzom rodzinnym dołożyć badań, na które będą mogli kierować pacjentów.
Chcę powiększyć dotychczasową pulę 50 badań o badania diagnostyczne, które nie są drogie, a jednocześnie w dużej części ułatwiają diagnostykę nowotworową. Proponujemy lekarzom rodzinnym, aby mogli również zlecać badania tarczycy, USG czy metodą Holtera. Dla lekarzy specjalistów przygotowaliśmy pakiety diagnostyczne. Dzisiaj pacjentka z podejrzeniem choroby tarczycy idzie do specjalisty, który zleca jej kolejne badania. Musi czekać na ich wyniki, a potem jeszcze do tego specjalisty wracać. W tym czasie nie tylko postępuje choroba pacjentki, ale często jest ona także wyłączona z aktywności zawodowej. Przygotowujemy 16 pakietów diagnostycznych w specjalizacjach, do których są najdłuższe kolejki. Lekarz specjalista otrzyma dodatkowe środki finansowe, jeśli zdiagnozuje chorobę w określonym czasie, a nie za sam proces diagnozowania. W opiece specjalistycznej także budujemy system motywacyjny.
Planuje pan także lepiej płacić specjalistom za przyjmowanie nowych chorych, by nie przyjmowali w kółko swych stałych pacjentów.
Specjalista będzie musiał część swojego kontraktu z NFZ przeznaczyć na nowych pacjentów. Zwiększymy też stawkę za pierwszorazowego pacjenta, jeśli w sześć tygodni specjalista postawi mu diagnozę, zaplanuje leczenie i skieruje do lekarza rodzinnego.
Zamierza pan zrezygnować z zasady, że specjalista musi obejrzeć pacjenta, zanim mu przepisze receptę. Nie za duże ryzyko nadużyć?
Duża część wszystkich wizyt u specjalistów polega na przedłużeniu recepty. To aż 40 procent. Wprowadzamy zatem poradę receptową na przykład po to, aby przewlekle chorzy ludzie nie musieli co trzy miesiące ustawiać się w kolejce do lekarza wyłącznie po receptę. Nie będą też musieli odbierać jej osobiście. Stworzymy również możliwość wypisywania recept na niektóre leki pielęgniarkom i poszerzamy listę wyrobów medycznych, które będą mogły zlecać. Ta zmiana wymaga czasu, między innymi ze względu na konieczność przeprowadzenia odpowiednich szkoleń. Pielęgniarki i pielęgniarze w Polsce, w większości z wyższym wykształceniem, powinni ?– w ślad za wieloma krajami UE – zyskać większe kompetencje.
Wielokrotnie pan mówił o likwidacji centrali NFZ, przekonując, że jest źle, gdy jedna instytucja wycenia świadczenia medyczne, po czym je kontraktuje i kontroluje.
Tak, dlatego jednym z założeń pakietu kolejkowego jest wyprowadzenie wyceny procedur medycznych z NFZ do Agencji Oceny Technologii Medycznych. Zwiększymy też nadzór nad NFZ.
Nowy system rodzi pokusy. Co z lekarzami badającymi tylko po to, żeby dostać dodatkowe pieniądze? Diagnozować szybko, acz nietrafnie?
Każdego lekarza obowiązuje odpowiedzialność zawodowa. Dzisiaj przecież może się zdarzyć, że lekarz postawi nieprawidłową diagnozę. Nie można upatrywać słabości tego systemu w potencjalnej nieuczciwości lekarzy. Zdecydowana większość z nich ciężko i uczciwie pracuje.
Czyli pan wierzy w lekarzy?
W kwalifikacje i kompetencje lekarzy? Tak.
Obserwujemy pańskie wypowiedzi – choćby po wydarzeniach we Włocławku, gdzie na oddziale położniczym zmarły nienarodzone bliźnięta. Jest pan postrzegany jako minister, który – delikatnie mówiąc – kwestionuje etykę zawodową lekarzy.
Jeżeli przez źle rozumianą solidarność zawodową nie będą eliminowane patologie, to ci lekarze, którzy są pokazywani w telewizjach i opisywani przez gazety przy okazji tragicznych wydarzeń, zepsują opinię całemu środowisku.
Kiedy realnie pacjenci odczują zmiany, które wprowadzi pan od początku 2015 r.?
Już w ciągu najbliższych kilku miesięcy, dzięki zmianom organizacyjnym ?i lepszemu dostępowi do informacji o kolejkach, ?a od 1 stycznia 2015 r. dzięki zmianom prawnym.
Dlaczego te projekty przygotował pan tak późno? Nie było woli politycznej w rządzie do czasu, aż ludzie się wściekli na kolejki?
Zmiany, które przygotowaliśmy, wymagały wielomiesięcznej pracy. Proszę choćby prześledzić, jak długo trwały w Sejmie prace nad projektem dopuszczenia pediatry i internisty do leczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Przecież to nic innego, jak walka z kolejkami. Obecne zmiany są między innymi konsekwencją możliwości zwiększenia liczby lekarzy w podstawowej opiece zdrowotnej. No i zmieniliśmy sposób kształcenia lekarzy.
Pański szef Donald Tusk jakoś tego nie doceniał. Postawił pana pod pręgierzem, dając trzy miesiące na przygotowanie programu i grożąc dymisją. A więc obwiniał pana za kolejki.
Tak głębokie zmiany systemowe były przygotowywane od wielu miesięcy.
— rozmawiali Karolina Kowalska ?i Andrzej Stankiewicz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA