fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nie straszmy wyższym wykształceniem

Mirosław Szreder
Materiały prasowe.
Wielu młodych ludzi chce studiować określony kierunek dla własnego rozwoju, zdobywania umiejętności poznawania świata, lepszego przygotowania się do jego zmienności. Nie stawiają na pierwszym miejscu przyszłej pracy zawodowej w określonym miejscu, na określonym stanowisku – uważa statystyk.
Warto dyskutować o jakości szkolnictwa wyższego i kierunkach jego rozwoju. Tymczasem w tekście Artura Grabka i Jędrzeja Bieleckiego „Szkoły wyższe pełne depresji" wyeksponowany został wskaźnik ?24 proc. bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni w Polsce, który może budzić postrach wśród obecnych i przyszłych studentów. Wskaźnik ten wymaga wyjaśnienia i uzupełnienia. Bez tego bowiem czytelnik może odnieść wrażenie, że stopa bezrobocia wśród osób z wyższym wykształceniem jest wyższa od ogólnej stopy bezrobocia rejestrowanego w naszym kraju, wynoszącego ?13,2 proc. (albo też bezrobocia wg definicji przyjmowanej w BAEL ?– 9,8 proc.). A tak nie jest. I nawet groźby takiej na razie nie ma.

Bezrobocie ?wśród absolwentów

Najpierw wyjaśnienie. Otóż absolwentem wyższej uczelni czuje się każdy jej były student aż do śmierci, tymczasem w statystykach Głównego Urzędu Statystycznego populacja absolwentów, do której odnosi się ów wskaźnik 24 proc., jest ograniczona wyłącznie do „osób w wieku 15–30 lat, które ukończyły szkołę w okresie ostatnich 12 miesięcy i nie kontynuują nauki". To zaś oznacza, że mówimy o bezrobociu wśród świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni, a nie w ogóle o osobach z wyższym wykształceniem.
Prawdą więc jest, że średnio co czwarta osoba, która ukończyła studia wyższe w ostatnich 12 miesiącach, nie znalazła zatrudnienia. Są w tej grupie zarówno osoby, które szukają pracy od 10 lub 12 miesięcy, ale są też takie, które obroniły swoją pracę dyplomową zaledwie przed miesiącem i czas ten był zbyt krótki na znalezienie pracy. Gdyby zaś mówić o bezrobociu w Polsce wśród wszystkich absolwentów szkół wyższych (niezależnie od roku ukończenia studiów), czyli wśród wszystkich osób z wyższym wykształceniem, to według podobnych badań GUS (ściśle – badania BAEL) jest ich jedynie 5,7 proc. Dla porównania wskaźnik ten wśród osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym wynosi 11,3 proc., a w grupie osób z wykształceniem gimnazjalnym, podstawowym lub niepełnym podstawowym aż 19 proc. Zagrożenie bezrobociem jest więc wciąż znacznie mniejsze wśród osób z wyższym wykształceniem w stosunku do osób o niższym poziomie wykształcenia.
Warto też przywołanej liczbie ?24 proc. dać uzupełnienie stanowiące punkt odniesienia ułatwiający właściwą jej interpretację. Otóż dane GUS za trzeci kwartał 2013 r. informują o tym, że w populacji absolwentów, którzy w ostatnich 12 miesiącach ukończyli naukę na poziomie średnim zawodowym i policealnym, było 45,7 proc. bezrobotnych. Wśród tych, którzy zakończyli kształcenie na poziomie ogólnokształcącym, było ?45,6 proc. bezrobotnych. Natomiast wśród absolwentów szkół zawodowych – 45,2 proc. bezrobotnych. Wyraźnie więc widać, że niemal dwukrotnie większą szansę na znalezienie pracy w ciągu roku po ukończeniu nauki mają absolwenci szkół wyższych w stosunku do absolwentów wszystkich innych poziomów kształcenia. Ukończenie studiów daje więc większą szansę nie tylko na znalezienie pracy, ale także na znalezienie jej w okresie krótszym, niż poszukują jej osoby słabiej wykształcone.

Jaka praca?

Po takim stwierdzeniu pojawia się zwykle polemiczne zapytanie – ale jakiej pracy, czy na pewno odpowiadającej aspiracjom każdego magistra, inżyniera i licencjata? Trafną na to odpowiedź daje Bartosz Marczuk (komentarz „Europa w pułapce roszczeń"), sugerując, by narzekający na trudności ze znalezieniem zatrudnienia sami zadali sobie pytanie: „Czy hańbą jest praca jako kelner z dyplomem politologii?". Dodałbym do tego, czy dla każdego absolwenta kulturoznawstwa, europeistyki, kognitywistyki znajdzie się w jakimkolwiek kraju wystarczająco dużo miejsc pracy „w ich zawodzie". Wiem z własnego doświadczenia, że wielu młodych ludzi chce studiować określony kierunek dla własnego rozwoju, zdobywania umiejętności poznawania świata, lepszego przygotowania się do jego zmienności. Nie stawiają na pierwszym miejscu przyszłej pracy zawodowej w określonym miejscu, na określonym stanowisku. Są znacznie bardziej otwarci, gotowi na nowe wyzwania, także te wymagające dalszego zdobywania wiedzy i nowych umiejętności. Intelektualiści broniący ostatnio studiów filozoficznych na jednym z polskich uniwersytetów również podkreślają raczej uniwersalne wartości wykształcenia, w tym przypadku filozoficznego (do czego nawiązał Dominik Zdort w felietonie „Pochwała wiedzy bezużytecznej").
Historia rozwoju wielu państw pokazuje, że w długim okresie korzyści z wykształcenia akademickiego są udziałem nie tylko absolwentów uczelni, ale całego społeczeństwa. Nie zniechęcajmy więc, lecz zachęcajmy! Nie straszmy brakiem perspektyw! Dyskutujmy zaś o tym, co warto poprawić i udoskonalić w systemie kształcenia wyższego, a także niższych szczebli, determinujących w istotnym stopniu przyszłe wybory życiowe młodych ludzi.
Autor jest profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, kierownikiem Katedry Statystyki

Pisali w Opiniach

Jędrzej Bielecki, ?Artur Grabek
„Szkoły wyższe pełne depresji"
4–6 stycznia 2014 r.
Bartosz Marczuk
„Europa w pułapce roszczeń"
4–6 stycznia 2014 r.
Dominik Zdort
„Pochwała wiedzy bezużytecznej"
4–6 stycznia 2014 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA