fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Potrzebna nowa Unia Europejska

Krzysztof Rybiński, profesor i rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie.
Fotorzepa, RP Radek Pasterski
Obecny model funkcjonowania Unii Europejskiej bankrutuje na naszych oczach.
Niemcy nie zgadzają się na płacenie za ekscesy krajów Europy Południowej, które z kolei nie akceptują tego, by Bruksela czy Berlin narzucały im, jaką politykę gospodarczą mają prowadzić. We Francji w sondażach prowadzi Front Narodowy, w kilku innych krajach też rośnie popularność partii antyunijnych.
Węgrzy odbudowują silne państwo narodowe, w Polsce najbardziej popularne jest eurosceptyczne Prawo i Sprawiedliwość. Brytyjczycy planują zakończyć eksperyment wspólnego rynku pracy, obawiając się napływu imigrantów z Rumunii. Przyszłość Unii Europejskiej nie rysuje się różowo.
W mojej ocenie obecne problemy Wspólnoty wynikają ze sposobu, w jaki jest zorganizowana i zarządzana. Obecna polityka dalszego zacieśniania integracji przez unię fiskalną i bankową doprowadzi do jeszcze szybszego wzrostu nastrojów antyunijnych, co może zagrozić istnieniu Unii. Dlatego potrzebna jest alternatywa, zarysowana poniżej.
Proponuję, żeby Unia Europejska stała się federacją 97 regionów określonych w statystyce unijnej jako NUTS1, czyli obszarów zamieszkanych przez od 3 do 7 milionów osób. W Polsce jest wyróżnionych sześć takich obszarów.
Każdy region wybierałby w wyborach bezpośrednich prezydenta i regionalny parlament. Nowy parlament Unii tworzyłoby 97 prezydentów, którzy wyłanialiby spośród siebie nowy rząd Unii.
Do kompetencji rządu i parlamentu Unii należałaby polityka obronna, zagraniczna, inwestycje o charakterze ponadregionalnym, polityka regulacyjna. Wszystkie długi publiczne krajów stałyby się długiem publicznym Unii, zarządzanym przez unijnego ministra finansów. Oczywiście im więcej długu przekazałby dany kraj, tym więcej podatków z jego regionów trzeba by przetransferować do budżetu Unii na spłatę długu.
W gestii parlamentów i rządów regionów pozostałaby polityka społeczna, zdrowotna, edukacji, lokalne inwestycje.
Ta propozycja ma kilka zalet. Po pierwsze nowy parlament Unii składałby się z ludzi, którzy mają potężny mandat demokratyczny do rządzenia, bo dostali po milionie i więcej głosów w lokalnych wyborach prezydenckich. Po drugie nie byłoby już interesu narodowego, tylko wielowymiarowe interesy małych regionów, które zawierałyby różne koalicje. Po trzecie zmalałoby do zera prawdopodobieństwo konfliktu zbrojnego w Europie, bo byłaby jedna armia – unijna.
Te zmiany są niemożliwe do wdrożenia w krótkim czasie. Ale pokazują właściwy kierunek reform instytucjonalnych w Unii.
Natomiast obecna polityka integracji na siłę z pewnością skończy się poważnym kryzysem politycznym i może zagrozić przyszłości Unii Europejskiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA