fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Janukowycz licytuje wysoko

Wiktor Janukowycz
AFP
Jędrzej Bielecki
Czy Tymoszenko zostanie uwolniona, a Ukraina podpisze umowę z Unią? Prezydent do końca będzie utrzymywał napięcie.
Ustawę, która umożliwi wyjazd liderki pomarańczowej rewolucji, miała wczoraj przyjąć Rada Najwyższa w Kijowie. Ale późnym wieczorem wcale nie było pewne, czy tak się rzeczywiście stanie.
– Ten problem będzie przedmiotem debaty na następnej sesji plenarnej 19–22 listopada, a głosowanie odbędzie się jeszcze tydzień później – powiedział agencji ITAR-TASS jeden z liderów mającej większość w parlamencie Partii Regionów Michaił Czeczetow. Uwolnienie Tymoszenko jest podstawowym warunkiem, jaki oficjalnie stawia Bruksela dla zawarcia umowy z Ukrainą. Decyzję, czy podpisywać dokument z Kijowem na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie pod koniec listopada, mają podjąć ministrowie spraw zagranicznych UE w Brukseli 18 listopada. Dlatego wczoraj wysłannicy Europarlamentu Aleksander Kwaśniewski i Pat Cox robili wszystko, aby głosowanie jednak się odbyło.
– Prezydent ma spotkanie za spotkaniem, nie ma ani chwili wolnego czasu – relacjonował „Rz" jeden ze współpracowników Kwaśniewskiego. Przed budynkiem parlamentu zebrała się manifestacja zwolenników Tymoszenko z transparentami „Ukraina to Europa" i „Wolność dla Julii". Przyjechała też córka uwięzionej liderki. – Przyjmiemy każde rozwiązanie, które pozwoli podpisać umowę z Unią. Jedyny warunek to żeby Julia była wolna – mówił jeden z liderów opozycji Arsenij Jaceniuk. Już w ubiegłym tygodniu sama Tymoszenko oświadczyła, że zgodzi się na każde rozwiązanie, które pozwoli podpisać umowę z Unią, a jej samej wyjść z więzienia. Jednak ugrupowanie Wiktora Janukowycza zapowiedziało, że nie zgodzi się na przyjęcie ustawy, która będzie przewidywała ułaskawienie Julii. Jedyna opcja to jej czasowy wyjazd na leczenie do Niemiec i powrót na dokończenie kary. Ale nawet to nie jest pewne. W środę specjalna komisja parlamentu nie była w stanie zarekomendować ani jednego z czterech projektów ustaw, który rozwiązywałby problem Tymoszenko. – Nie ma w naszym obozie zgody co do jednego projektu ustawy o leczeniu osób skazanych za granicą – przyznał inny lider Partii Regionów Oleksander Jefremow. Oficjalnie Bruksela nie komentuje impasu w Kijowie. – Analizujemy, na ile Ukraina spełniła warunki umowy stowarzyszeniowej – mówi „Rz" rzecznik komisarza ds. poszerzenia UE Peter Stano. Źródła europejskie przyznają jednak, że jeśli do 18 listopada sprawa Tymoszenko nie zostanie rozwiązana, to ministrowie spraw zagraniczną odłożą decyzję Unii, czy podpisywać umowę stowarzyszeniową, czy nie, na sam szczyt w Wilnie. – Kraje Unii są podzielone na trzy frakcje. Polska, Wielka Brytania oraz kraje Europy Środkowej chcą zawarcia umowy niezależnie od wszystkiego, Niemcy, Holandia i Szwecja upierają się przy uwolnieniu Tymoszenko, a Francja i kraje południa Europy nie mają w tej sprawie zdania. Od tego, kto postawi na swoim, będzie zależała decyzja w Wilnie – mówią nasze źródła w Brukseli. Janukowycz obawia się, że po wyjściu z więzienia Tymoszenko znów może okazać się groźną rywalką, a nawet wygrać wybory prezydenckie w 2015 roku. Część ekspertów się obawia jednak, że prezydent w ogóle się rozmyślił i nie chce już zawierać umowy z Unią. A teraz szuka sposobu, aby zrzucić odpowiedzialność za to na opozycję, która miałaby stawiać zbyt wygórowane warunki w sprawie Tymoszenko. Sytuacja gospodarcza Ukrainy jest dramatyczna: rezerwy walutowe topnieją w szybkim tempie, kraj po raz trzeci od 2008 roku wpadł w recesję, a deficyt rachunku bieżącego zwiększył się do bardzo niebezpiecznych rozmiarów (7 proc. PKB). Jeśli w tym momencie Moskwa podwyższy ceny gazu  i będzie domagać się natychmiastowej spłaty długu wobec Gazpromu (800 mln USD), stabilność finansowa Ukrainy może się załamać. – Nie wiadomo, co Putin obiecał kilka dni temu Janukowyczowi na spotkaniu w Soczi. Od tego bardzo wiele zależy – ostrzega jeden z ekspertów.

Konstanty Bondarenko, dyrektor Instytutu Polityki Ukraińskiej w Kijowie

Niestety, wszyscy muszą się pogodzić z tym, że szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie Julia Tymoszenko będzie obserwowała z więzienia.  Wszystko się ze sobą wiąże: od uwolnienia byłej premier zależy podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, co zdecydowanie wpłynie na cenę rosyjskiego gazu. Dlatego z całą pewnością można powiedzieć, że wszystko będzie zależało od decyzji, która ostatecznie zapadnie w Moskwie. Całkiem możliwe, że w ostatniej chwili Rosja zaproponuje obniżkę ceny gazu w zamian za rezygnację ze zbliżenia z Unią, a Ukraina przyjmie tę propozycję. To będzie pragmatyczna i wygodna dla Kijowa decyzja. Po za tym sprawa Julii Tymoszenko szybko się nie rozwiąże. Pod jej adresem padają nowe oskarżenia. Ukraina domaga się zwrotu ponad 500 mln dolarów, które miała ona wyprowadzić za granicę razem z byłym premierem Pawłem Łazarenką. Pieniądze te znajdować się mogą w bankach w Szwajcarii i w USA. Pozew w tej sprawie do tamtejszych sądów został złożony przez brytyjską korporację prawniczą, która reprezentuje interesy Ministerstwa Finansów Ukrainy. Nawet od strony formalnej procedura uwolnienia Tymoszenko jest czasochłonna i może zająć kilka miesięcy. Przede wszystkim parlament musiałby w końcu przyjąć uchwałę, która pozwoliłaby osobie skazanej na przerwanie odbywania wyroku i wyjazd na leczenie za granicę. Kolejny krok to podpisanie tej uchwały przez prezydenta, co pozwoliłoby na dalsze pertraktacje z Niemcami. W tym przypadku Berlin musi zagwarantować, że była premier wróci po odbyciu niezbędnej terapii do swojej ojczyzny. W każdym razie do jej całkowitej rehabilitacji na pewno nie dojdzie. Przedterminowe zwolnienie nie oznacza unieważnienia wyroku sądu. A w konsekwencji nie ma szans na to, by Tymoszenko reprezentowała opozycję w kolejnych wyborach prezydenckich w 2015 r. Nie będzie więc konkurencją dla obecnego prezydenta Wiktora Janukowycza i Witalija Kliczki, który dziś na ukraińskiej scenie politycznej jest politykiem numer dwa. Za chwilę Tymoszenko może stracić poparcie nawet we własnym środowisku, gdzie pojawiają się nowi liderzy. Niestety wszystko wskazuje na to, że „pomarańczowa księżniczka" będzie musiała rozpocząć swoją karierę polityczną od początku. —ru.sz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA